A najbardziej żal mi CLARKE’A

sport

Kto następny? Sam Allardyce z West Ham United, czy Malky Mackay z Cardiff City? Jeszcze przed weekendem, czy zaraz po niedzieli? Oraz potrafi natomiast dopiero po Następnym Roku sypnie kolejnymi zdjęciami w Premier League?

Menedżerska karuzela w angielskiej ekstraklasie kręci się w najatrakcyjniejsze. Od początku sezonu straciło pracę aż pięciu ligowych bossów. Pierwszy poleciał Paolo di Canio z Sunderlandu, potem Ian Holloway z Crystal Palace i Martin Jol z Fulham. Kilka dni temu oraz z robotą pożegnali się Steve Clarke z West Browmich oraz Andre Villas-Boas z Tottenhamu. Jakikolwiek kolejnej narodowości, ale wszystek spośród nich dawał drogo za to jedno, za brak dobrych efektów. W fazie po dymisję na pewno czekają już następni…

Menedżerowie podpisują kontrakty z klubami zwłaszcza na dwa-trzy lata, choć sprowadza się — gdy w przypadku Alana Pardew z Newcastle — iż właściciel klubu zaszaleje oraz da podwładnemu ośmioletnią umowę. Czasami pryncypał, jak Roman Abramowicz w Chelsea, ogląda każdego funta z obu z części i zużywa się – kiedy w wypadku Roberto di Matteo czy Rafy Beniteza – umową tymczasowa, na parę miesięcy. W wykonanie do tyłu kilkuletniego kontraktu, od deski do deski, nie wierzy już chyba żadna ze perspektyw, jednak najczęściej zarówno prezydent, jak oraz dyrektor, z uśmiechami na osobach, z wiecznymi piórami w rekach, pozują do pamiątkowych zdjęć i wspominają o wielkomocarstwowych planach. A potem… życie weryfikuje wszelkie wcześniejsze ustalenia. Niekiedy nawet zaraz po kilku ligowych kolejkach.

Okoliczności zwalniania menedżerów dzielą się z siebie. Tu reguł nie posiada żadnych. Możesz zapomnieć pracę po blamażu, co doświadczyłeś na naszej skórze AVB, gdy przegrał obok siebie 0:5 z Liverpoolem. Strącić cię z piedestału może seria porażek, czego doświadczyli Jol i Clarke, albo permanentna obecność podopiecznych w dziedzinie spadkowej, czemu nie potrafili zapobiec Di Canio oraz Holloway. Ale, na przykład, parę lat temu Mark Hughes stracił praktykę w Manchesterze City po zwycięstwie nad Sunderlandem, i w ubiegłym sezonie Nigelowi Adkinsowi z Southamptonu w życiu pracy nie pomógł sensacyjny remis na Stamford Bridge z Chelsea.

Ze zwolnionych w ostatnim etapie menedżerów mnie najbardziej żal Clarke’a. To fakt, iż cztery porażki z rzędu sprawiły, iż w tabeli WBA obsunęło się z 9 na 16 miejsce, ale przecież nieco wcześniej nie przegrało żadnego z pięciu spotkań, odniosło zwycięstwo nad Manchesterem United na Old Trafford i… z obecnej pozycji wdrapało się na dziesiątą! I kto oglądał mecz Chelsea – WBA 2:2, ten widział, jak sędzia okradał „The Baggies” z trzech punktów, łaskawie trzymając im tylko jeden. Gdy nie koszmarny błąd arbitra, to właśnie Jose Mourinho nie mógłby się chwalić tym, że wcale w kwestii menedżera Chelsea nie przegrał u siebie ligowego meczu. Żyć zapewne te Clarke, jaki w ubiegłym sezonie zajął z WBA w lidze 8.miejsce (najlepsze z ponad 30 lat!) dokonywał się do sobotniego spotkania z Hull City, zaś nie zastanawiał, na co wydać pieniądze – na szczęście godziwe – z wynagrodzenia za przedwczesne usunięcie z produkcji.

Współczując Clarke’owi dobrze nie zamierzam jednak potępiać w czambuł Jeremy’ego Peace’a, który wpływa w WBA, więc decyduje również o obsadzie menedżera. No chyba, że zacznie nagle biznesmen majstrować – jak kilku jego kolegów po fachu z Newcastle, Cardiff City czy Hull City – przy nazwie stadionu, klubowych barwach, lub nawet (o zgrozo!) przy nazwie klubu. To mu teraz nie daruję…

A dla Clarke’a niech będzie pocieszeniem komunikat, dokąd trafiali z WBA jego poprzednicy – Roberto di Matteo do Chelsea, z jaką wygrał Lige Mistrzów i kupił Puchar Anglii, a Roy Hodgson do reprezentacji Anglii.

Możliwość komentowania jest wyłączona.