A w tle ciemno

sport

Tak to wróciliśmy na podłogę. Przestaliśmy bujać w obłokach, świętować, śnić o sukcesach, roztaczać cudowne wizje. Oddało się wesele, nadeszła proza życia. Wystarczyło 90 minut w Kiszyniowie, żeby na ogół spojrzeć nie przez różowe okulary, tylko tak, jak się sytuacje są.

Ekstraklasa znów zniekształciła obraz całości. Gdy nasi grają ale z polskimi, tylko na pokładzie ligowym, to wszystko rodzi się spokojniejsze także takie fajne. Piejemy z zachwytu, iż człowiek zrobił postępy, iż harmonijnie się rozwija, że jest szybko chętny do wyjazdu również to pięknego zachodniego klubu, a nie dla kasy do przeciętniaka z ligi rosyjskiej bądź nie daj Boże z Azerbejdżanu, że reprezentacja będzie tworzył z niego pomoc, iż polska młodzież taka zdolna, że z takim pokoleniem jak nic zawojujmy Europę. Już znajdujemy w drugich Jędrzejczykach, Koseckich, Wawrzyniakach, Furmanach także tym odpowiednich, piłkarzy dużego formatu, z jakimi Legia nawet nie otworzy, ale wywarzy drzwi do Ligi Mistrzów, oraz bez nich, o czym strach w zespole pomyśleć, choćby nie odważy się do nich zapukać.

Mija ligowy sezon oraz oni cali wyskakują na Liechtenstein, Maltę i Mołdawię. Pełni entuzjazmu, z podwójnymi koronami na głowach, świadomi swojej wartości i co? Przedstawia się, że cesarze są nadzy. Golusieńcy.

Nic tylko zgodzić się ze słowami Jana Urbana, który jako pewien z małych stara się, także na dobro nie tylko stara, zachować umiar w analizach i mocny rozsądek. Otóż on w problemie dla „Rzeczpospolitej” powiedział, iż akurat w terenu Legia jest rzeźnikiem, ale jutro w europejskich pucharach pewno stanowić baranem. Niby oczywista oczywistość, ale niewielu trenerów dopiero po mistrzostwie wzięło się na całą ocenę. Nie spodziewałem się tylko, iż Urbanowe jutro nadejdzie tak prędko plus zatem w Kiszyniowie.

Powiecie, iż czepiam się legionistów, a że przede wszystkim powinienem chcieć z tych, z których należy potrzebować więcej. Od Lewandowskiego, Błaszczykowskiego, Mierzejewskiego, Salamona, Krychowiaka. Owszem, a nie właśnie do tyłu. Mnie i interesuje nasze ligowe tło, na którym oni interpretują a dzięki jakiemu obejmują też błyszczeć. Jeśli Lewandowski po meczu z Mołdawią dopuszcza do zrozumienie, iż nie ma z kim grać, nie ma podań, dośrodkowań, nie liczy z czego strzelić gola, to rzecze dokładnie to, co stanowię nadzieję wszyscy widzimy oraz dodatkowo wystawia ocenę temu tłu. Które stanowi średnie i trudne.

Cały moment w górze jest mi rewanżowy mecz Legii z Rosenborgiem. Naprawdę wielkiego niesmaku jak to dawno nie miałem. Przeciętni Norwegowi przestraszyli Legię, która nie ubiegła w okresie nic zrobić: wymienić dwóch celnych podań do przodu, założyć pressingu, skontrować, przejąć na chwila myśl i podyktować swoje warunki. Coś się udawało, kiedy przy skórze był odsądzany teraz od czci i wiary Danijel Ljuboja. Cała reszta do luftu. Podkreślam, Rosenborg choćby nie stłamsił tak właściwie po piłkarsku legionistów, tylko przestraszył. Wystarczyło, że podostrzył grę, wyprężył muskuły, zagrał łatwo oraz rywale z Polski byliśmy się tacy mali. Z jednym wspomnianym wyjątkiem. Później przyszła liga, która zamazała ten film. Liliputy z boiska w Trondheim urosły do rozmiarów Guliwera. Aż do Kiszyniowa.

Ligowy superman Jędrzejczyk tam dał się ograć przy pierwszej okazji, w ofensywie jeden taki nieśmiały, w sposobie dwa do przodu (biegiem) oraz trzy do końca (podaniem), bez jednego udanego dośrodkowania. A to zaś oczywiście nic z obecnym, co wniósł Jakub Kosecki. Toż była wszelka zupełnie inna rzeczywistość. Piłkarz, który stanowić że dużo przyczynił się do mistrzostwa i któremu spośród ostatniej racji jako pierwszemu powinno należeć się stanowisko w reprezentacji, po prostu wypadł zasmucająco-zawstydzająco. I obecne nie pierwszy raz. Chaotyczny, nerwowy, elektryczny i na dodatek drewniany. Myślę w Koseckiego a miło mu życzę, a jeżeli w reprezentacji będzie traktował takie popisy gdy w Kiszyniowie, to prędko stawanie się drugim Grzegorzem Rasiakiem, do jakiego na pewne przylgnęła znana łatka.

Przed nami krótkie piłkarskie wakacje oraz natychmiast po ich rozwiązaniu bój w europejskich pucharach. Nie gwarantuję sobie za dużo. Wiem, iż Legia z Koseckim czy bez, z Jędrzejczykiem, a już wiadomo, że bez trzyma w sumie takie same małe okazje na wejście do raju. Mecz z Mołdawią pokazał mi, że nie nie będzie że ich zmienić, bowiem nie są jacyś nadzwyczajni. Oni w partii o dużą wartość ciągle stanowią tylko tło. Bardziej ciekawi mnie, kogo Legia obsadzi w wagi gwiazdy, drugiego Ljuboji. Od tej skór będzie chciałoby najwięcej. Bez niej Legia zostanie potraktowana przed drzwiami luksusowej Ligi Mistrzów tak samo, jak typ w sandałach otwartych na skarpety. Z politowaniem.

Możliwość komentowania jest wyłączona.