Ale dziwadło

sport

Kiedy 10 lat temu szedł do Primera Division, pewnie niewielu wróżyło mu większy pobyt. I chociaż nie odcisnął piętna na siłę równie maleńkiego Villarreal, to właśnie raz właśnie na serio groził mu spadek. O kim mowa? O Getafe CF – drużynie niepoddającej się prostym podsumowaniom. Tenże mający jedynie 30 lat klub, znajduje się w centrum – sypialni Madrytu. Jego kibice w grupie wywodzą się z linii przybyłych w latach 60 oraz 70 ze całych stron Hiszpanii w badaniu pracy. Próżno szukać dlatego tak szczególnie istotnego dla tożsamości klubu fundamentu historycznego lub społecznego. W Getafe niemal każdy bierze pod błękitną koszulką serce bijące dla nowej hiszpańskiej drużyny. Może to zwłaszcza w trakcie meczów z udziałem wielkiej Trójki, jak bardziej słychać na trybunach kibiców Barcy czy Realu niż tych mających kciuki za Azulones.

Równie niestandardowa jest forma gdy po meczu Getafe swoje spotkanie rozgrywa któryś z dwóch madryckich gigantów. Widać to pielgrzymski kibiców opuszczających stadion około 70-80 chwile oraz powtarzających się na następny stadion czy do bliskich restauracji. Teraz ten paradoks każe postawić pytanie dla kogo a po co na Estadio Coliseum Alfonso Perez pierwsza liga. Proszenie o tyle zasadne, że po początkowej euforii połączonej z sukcesem a później przypadkami w Pucharze Króla oraz pewnym udanym sezonie w walkach europejskich niewiele zostało. Liczba posiadaczy sezonowych karnetów skurczyła się z rekordowych 14 tysięcy sprzed paru lat do raptem 6 tysiecy w obecnym sezonie. Tego spadku nie odda się wytłumaczyć tylko kryzysem oraz całym zubożeniem społeczeństwa w Hiszpanii. Futbol że się przejadł w Getafe, a sukcesy obu gigantów zza miedzy właściwie nie pomagają przyciągnąć do klubu nowych fanów.

Skoro wokół cechu natomiast na trybunach jest czas letni łagodny, toż dodatkowo wśród piłkarzy klub uchodzi za dobry przystanek do wytchnienia w pełnej lęku oraz niepewności karierze współczesnego zawodnika, dodajmy niepewności ekonomicznej. W porównaniu bo z daleką listą bankrutów z bogatym rodowodem maleńkie Getafe na uszkodzenie gotówki raczej nie narzeka. To dzisiaj wystarczający wabik dla cechujących się gwiazdeczek z młodszych klubów czy tych pogrążonych w ciągłych konwulsjach finansowych. Na ostatniej podstawie udaje się regularnie kompletować szeroką kadrę, w której na wszelką sytuację jest co bynajmniej dwóch w moc równorzędnych konkurentów, zaznaczmy a najczęściej średniaków. Gorzej, iż Ci wychodzący za ponadprzeciętnych równają nieco w dół niż mają resztę w górę. Getafe toż po prostu dla piłkarzy ciepła bezstresowa posadka. To toż w pełni mogą powiedzieć trenerzy. W ostatniej dekadzie tylko raz dotarło do wymiany szkoleniowca. W kwocie wykonywało ich w obecnej dekadzie tylko sześciu!, a podkreślmy nie zawsze w lidze przecież bywało różowo.

Komfort trenerom zapewnia oczywiście prezydent – Angel Torres, którego rodzina też dojechała do Getafe za chlebem. Choć ostatnio nie zrobiły mu interesy z biznesmenami znad Zatoki Perskiej, to zbyt całokształt należą mu się duże słowa uznania. Przejął upadający ruch w 2002 roku i chciałbyś raptem trzech lat na ustalenie go do piłkarskiej elity. Będące rezultatem jego prawidłowych rządów sukcesy liliputa sprawiły, że niektórzy rozczarowani nieadekwatnymi do ambicji sukcesami tych prezydentów Realu w Torresie widzieli idealnego sternika Królewskich. Brzmi to względnie jak fantasmagoria, choć że gdyby Getafe regularnie trzymało się do europejskich pucharów szanse na taki awans dla Torresa byłyby mało większe. Wygląda jednak na to, iż hossa w Getafe już istniała. Drużyna spod Madrytu coraz dużo przypomina polski GKS Bełchatów. Pieniądze są, brakuje jednak wyników, oraz przede wszystkim czasu dla takowych.

Idąc tropem polskich porównań można nawet stwierdzić, że Getafe to coś taka Odra Wodzisław z ostatnich czasów. Wielu liczy, iż ten związek wreszcie spadnie, lecz On niczym nasz polski odpowiednik zatrzymuje się ekstraklasy dzielnie. Odra padła, ponieważ zabrakło jej pieniędzy, Getafe ten scenariusz póki co nie grozi. Wygląda to na to, że cali znużeni często dennymi meczami Azulones nadal będą rozczarowani. Takie jest mieszkanie. Mające świadomość, charyzmę i wysokich kibiców madryckie Rayo pewnie spadnie, a pozbawione tych cech Getafe wciąż będzie bawić się La Liga.

Możliwość komentowania jest wyłączona.