Atletico znokałtował Real Madryt

piłka nożna

Sobotni mecz Atletico Madryt – Real Madryt jest derbowym pojedynkiem, który fani Drogich będą wymagali zapomnieć najszybciej, gdy to dodatkowe. Piłkarze Carlo Ancelottiego w sumy dali zdominować się lokalnym rywalom i przegrali z ekipą Simeone aż 0:4 (0:2). Fatalna seria Los Blancos w niezgodzie z Atletico pozostaje w najlepsze.To nie tworzył być się łatwy mecz dla liderów Primera Divison z Realu Madryt. W tym okresie Atletico Madryt nie przegrało żadnego z pięciu meczów z Stan Blancos. Diego Simeone – po klęsce 1:4 w celu Ligi Mistrzów – rozpracował Królewskich. Więcej w sobotnim meczu Carlo Ancelotti nie mógł wygrać z wielu swoich gwiazd oraz jednak do lamusa powrócił Cristiano Ronaldo, to jedenastkę Realu w meczu z Atletico ważna było nazwać mocno eksperymentalną. Miłości były efektywne, zarówno te pomiędzy piłkarzami – gdyż taka jest wciąż atmosfera derbów Madrytu. Już prawie z froncie tego spotkania pewno było, że Duzi nie są w najdoskonalszej metodzie, i w ich grze brakuje odrobinę zrozumienia. Podopieczni Simeone z serii „dawali swoje”, czyli walczyli jak wielcy, zostawiają mnóstwo zdrowia na boisku.

Pierwszy tego wynik piłkarze Realu najboleśniej odczuli w 14. minucie. Więc stara popularna akcja mistrzów Hiszpanii, gracze Realu wybronili się po wrzutce przed własną bramkę, ale piłkę dostał Mario Mandzukić, który wycofał ją z pola karnego na wprost przed bramkę. Tam dopadł do futbolówki Tiago, uderzył bardzo szybko, jednak w ośrodek. Fatalnie interweniował jednak Iker Casillas, który wpuścił piłkę pod ręką do innej bramki.

Królewscy więcej na odpowiednie nie zdążyli się otrząsnąć, oraz teraz po raz kolejny musieli oglądać futbolówkę we naszej siatce.

Zatem stara 18. minuta – Siqueira zaszedłem w pole karne, świetnie podał spod linii gotowej na piąty metr, oraz tam przewrotką cudownego gola strzelił Niguez! Piłka odbiła się od słupka, była mina zasięgiem pasywnych defensorów Los Blancos oraz Ikera Casillasa. Takich bramek nie ogląda się zbyt często, natomiast w myśli prawie nie.

0:2 w 18. minucie to istniał prawdziwy koszmar dla miłośników Los Blancos. Stanów nie zmieniali im i ich idole, którzy stawiali w sobotę naprawdę słabo i wynosili sobie naprawdę nieliczne sytuacje. Emocje rosły, a piłkarzy Atletico na pewno rozwścieczyła jeszcze dodatkowo sprawa z 35. minuty.

Wtedy, po wrzutce w gospodarstwo karne Casillasa, Godin dopadł do piłki na piątym metrze, huknął przed siebie, ale Khedira ręką zablokował strzał, ułatwiając interwencję Casillasowi. Fernandez Borbalan wprawdzie nie zareagował i stworzył wielki błąd, ponieważ podopiecznym Simeone należała się „jedenastka”.

Do przerwy nie padała już żadna bramka, i po niej obraz zabawy w działaniu podopiecznych Ancelottiego raczej się nie zmienił. Real próbował atakować w domowym wyglądu, jednak ich strzały były blokowane, a wiele akcji odbywało się na nieporozumieniach. Kibice Atletico mogli w odpowiednio wysokim spokoju oglądać mecz natomiast nie martwić się o roztrwonienie przewagi.

Ten spokój wzrósł także w 67. minucie, gdy Atletico strzeliło bramkę numer trzy i wykonało nokautu na Dużych. Po szybkiej akcji właścicieli i centrze w miejsce karne Niguez głową zgrał przed bramkę Realu, oraz tam Griezmann wpakował piłkę do sieci obok bezradnego Varane’a.

Bramka Griezmanna wtedy nie był jednak koniec koszmaru dla Los Blancos. W 88. minucie gospodarzy wyprowadzili ostateczny cios. Wszystko rozpoczęło się od straty Dużych w sposobie pola. Potem Tiago pięknie oddał do Torresa, który podciągnął prawym skrzydłem, po czym właściwie wrzucił piłkę w gospodarstwo karne rywali. Tam jak profesor wszedł między dwóch rywali Mario Mandzukić, który dobrze uderzył głową

Chwilę po tej bramce sędzia zakończył spotkanie oraz polityki Królewskich mogli ze spuszczonymi głowami opuścić plac zabawy. To nie był ich mecz także owo nie był ich dzień. C. Ronaldo i Bale byli bezbarwni, Benzema nie radził sobie z obrońcami, zaś w obronie bardzo, bardzo eksponowany był brak dwóch filarów w osobach Ramosa i Pepe.

Możliwość komentowania jest wyłączona.