Cała wina dziennikarzy

sport

Po raz czwarty z rzędu Liverpool nie zmierzał do Ligi Mistrzów. Co daleko, zespół z Anfield nie zagra choćby w Lidze Europy, bo za siódme miejsce w tabeli taka premia się nie należy. To niepowodzenie usprawiedliwiano przede wszystkim zmianą menedżera, który objął drużynę rok temu oraz od razu rozpoczął jej przebudowę. Ruszył także z procesem odmładzania zespołu. A gdyby na wiosnę kibice dostrzegali już pewne oznaki poprawy w walce „The Reds”, cieszyli się, iż zrobiły zimowe transfery Daniela Sturridge’a oraz Coutinho, to — pewno tak dla równowagi — narozrabiał ich najwłaściwszy zawodnik. Luis Suarez bowiem ugryzł w ramię Branislava Ivanovicia z Chelsea oraz za karę zdyskwalifikowano go na dziesięć meczów. Natomiast zatem nie koniec, bo napastnik rozrabia dalej. Właśnie ogłosił, że wybiera z Liverpoolu odejść.

Więc nic, że działa Urugwajczyka ważny jeszcze przez trzy lata kontrakt, to nic, iż zawodnik może poczuć się na Anfield jak pączek w maśle. Ale w futbolu uznająca się z czysta rzymskiego zasada „pacta sunt servanda”, głosząca, że zawartych umów należy dotrzymywać, zastosowanie ma już śladowe. Właściciele klubów zwalniają szkoleniowców jak tylko zechcą, zawodnicy zmieniają kluby kiedy tylko zapragną, i do ważnych kontraktów kieruje się ale po to, by wyliczyć sumę odszkodowania lub sumę transferową. Tak więc przeprowadzka Suareza, na dowód do Realu Madryt, mimo iż władze Liverpoolu twierdzą, że nigdzie piłkarza nie puszczą, umieszcza się, nawet już tego lata, bardzo prawdopodobna.

Suarez przeszedł na Anfield dwadzieścia osiem miesięcy. Dziś chce się z klubu wypisać ze względów rodzinnych, ponieważ jest nieco krytyki mediów, przez jaką ma jego wygląd oraz marka. Wprawdzie jeszcze przed inwazją na Ivanovicia piłkarz twierdził, iż brytyjskiej prasy nie czyta wcale, jednak już teraz uważa, że… dziennikarze w prasowej krytyce posunęli się za bardzo, że są względem niego niesprawiedliwi. Niby piłkarz kieruje się do winy, jednak już z wyrokiem jaki nastąpił w jego sytuacji się nie zgadza. Ponieważ za surowy. Przyznaję, iż oraz miałbym problem z daniem kary Suarezowi, ponieważ gryzienie rywala na boisku to futbolowe przestępstwo, które w naturze żyje tak rzadko, że w przepisach piłkarskich nie ma artykułu pt. „ kto ugryzie przeciwnika, podlega karze pozbawienia możliwości zabawy w skórę nożną od… do… konkursów”. Jedyny znany mi przypadek użycia zębów w akcji o piłkę na boiskach Premier League to capnięcie Jermaina Defoe, jaki w taki podejście zrewanżował się za faul Javierowi Mascherano. A wtedy sędzia pokazał Anglikowi żółtą kartkę, czym uchronił napastnika przed przykrzejszymi konsekwencjami ze części komisji dyscyplinarnej Football Association.

Suarez stanowi samą z najważniejszych gwiazd angielskiej ekstraklasy. Umie grać zespołowo, natomiast nie stroni także od jednych popisów. Kupuje w meczach mnóstwo bramek, często takich, jakich inni nie są szans uzyskać choćby na treningach. Jak najbardziej zasłużenie nominowano go do zapłaty dla najlepszego piłkarza Premier League w momencie 2012/13. Urugwajczyk, zanim jeszcze rzucił się na Ivanovicia, zdążył powiedzieć, że łatwo jednak niż z zawodników taką nagrodę dostanie od dziennikarzy, którzy go daleko cenią. Od tych tychże dziennikarzy, przez jakich potrzebuje właśnie z Anglii wyjechać!

Nie czytałem wszystkich ważnych tekstów na problem Suareza, tylko te jakie wpadły mi w ręce z tych, w jakich piętnowano za niestosowne zachowania innych piłkarzy, niczym dziwnym się nie różnią. Tak samo traktowano Johna Terry’ego (po wypadku z Anthonym Ferdinandem), tak toż obrywał od prasy – za Patrice’a Evrę i Ivanovicia – urugwajski napasnik. Tak samo wytykano boiskowe nurkowanie Garethowi Bale’owi, tak samo snajperowi z Anfield. Były nie było artykułu o Liverpoolu, którym nie pojawiałoby się nazwisko „Suarez”. W pozytywnym albo złym kontekście. Brytyjscy dziennikarze żartowali nawet, iż piłkarz powinien pożyczyć od Mario Balotellego słynny podkoszulek z tytułem „Why Always Me?” oraz od czasu do momentu pełnym i wobec go demonstrować.

Na władze Liverpoolu, jego innych menedżerów, a jeszcze kibiców „The Reds” piłkarz narzekać zupełnie nie miał dobra. Ci jednak stali za nim murem. Nawet w sprawach, gdy aż przyjmowało się, by powiedzieć Suarezowi coś do słuchu. Na przykład Kenny Dalglish naprawdę dużo bronił podopiecznego w sporze z Evrą, że rola adwokata diabła, w którą się wcielił, naraziła jego firmę na szwank także potrafiła nawet – przynajmniej nie musiała – mieć pomysł na dymisję szkockiego menedżera. Dziś, czytając o zamiarach opuszczenia Anfield przez Suareza, może Dalglish czuć się trochę oszukany. Gdyby chociaż napastnik rozmawiał o chęci zabawy w Lidze Mistrzów, której Liverpool nie może mu dać, jego słowa brzmiały nieco wiarygodniej. Przecież w przypowieści o tym, iż media przesadziły z uwagą, nikt nie uwierzy. I tak, jak zawsze, chodzi o pieniądze.

W ubiegłym sezonie Suarez opuścił pięć ligowych meczach. Cztery z nich Liverpool wygrał i jeden zremisował, a strzelili w owym etapie „The Reds” 13 goli. Można to zapytać — po co Liverpoolowi w takim razie Suarez? Te pierwszej jednak kłamią, oraz przynajmniej ja na że nie mam sensu nikogo przekonywać, że sprzedaż Urugwajczyka za 40 albo choćby 50 milionów funtów pozwoli Liverpoolowi zarobić krocie, a następcę snajpera menedżer Brendan Rodgers oraz tak szybko znajdzie. Ponieważ jeśli Suarez odejdzie, to – moim zdaniem — kibice Liverpoolu znów mogą zauważyć, że drużyna stanowi w przebudowie, iż znów bić się może co wysoko o piąte, oraz nie o pierwsze miejsce.

Możliwość komentowania jest wyłączona.