Czekoladowa bombonierka

sport

Nie planuje mi się dużo pisać o reprezentacji. Przez kilka dni, jakie upłynęły od przegranych eliminacji, wielu już ten element przemieliło na miazgę, zanalizowało na wskroś, oraz winnych poszło do winy. Nie marzy mi się rozważać, czy lepszym typem będzie zamknięcie Waldemara Fornalika zbyt marniejsze pieniądze, czy zatrudnienia zagranicznego trenera, za obecną pensję Fornalika. Co do samej reprezentacji, to przypomniały mi się czasy podnoszące się po 1986 roku, w jakich osiągali dobrych piłkarzy, ale dobrą drużynę wyłącznie w prostych meczach. Od czasu do czasu mogliśmy skorzystać z wszelkim, ale zwłaszcza w grze o fakty z każdym też przegrać. W tej nowej reprezentacji najbardziej brakowało mi ducha. Ducha zwycięstwa. Żyć potrafi wtedy najznakomitsza wina selekcjonera, że nie udało się odpowiednio naelektryzować piłkarzy, rzadko kiedy iskrzyło na boisku oraz nikogo polski prąd nie kopnął. Za nierzadko było unplugged. Kadra istniała w sprawę zasady: gdy się uda więc dobrze, kiedy się nie uda, to trudno. Piłkarze męczyli się z pełnej Europy a potem grali nasyceni tym, co już osiągnęli w lokalach. Chyba dla większości reprezentacja była bardziej obowiązkiem niż przyjemnością, zaszczytem oraz zainteresowaniem sukcesu. To końcu tytułem refleksji, bo pamiętał o czym drugim.

Lubię przerwę reprezentacyjną we włoskiej prasie. Zaraz rozwinę o co mi chodzi. Najpierw ogólnie: jestem o tamtejszych gazetach dużo efektywne zdanie. Na co dzień towarzyszy mi „La Gazzetta dello Sport”, od święta „Corriere dello Ruch” oraz „Tuttosport”, w skalę możliwości czasowych zaglądam i na internetowe strony nie tylko sportowych dzienników. Wszystkie podają się siedem dni w tygodniu, tylko ważne święta dają dziennikarzom chwilę oddechu, którzy czasem pozwolą te sobie na strajk. Pracę są w towarzystwo Macieju, ale wyniki są świetne. Przede ludziom są super poinformowani. Nie posiada zupełnie porównania z tym, co znajdujemy w Polsce. Tam czytelnicy codziennie kupują papierowe encyklopedie, u nas co bardzo jakieś świerszczyki. Oraz tamtejsza fachowość jest w wartości. Według wrześniowych badań rynku prasy najlepiej sprzedającym się tytułem na Półwyspie Apenińskim jest „La Gazzetta dello Sport” ze zwykłą liczbą ponad 3 milionów 600 tysięcy egzemplarzy! Niesamowite.

Kiedy goni liga, więc są sprawozdania, oceny, analizy, porównania, wywiady. Normalny, szybki rytm, za którym aż trudno nadążyć. Kiedy liga ustępuje reprezentacji, to tempo spada i stanowi godzina i środowisko na punkty pogłębione. Używając języka maturzystów, powiedziałbym – przekrojowe. Z wchodzenia w zeszłych dniach do „La Gazzetty” miałem podobną przyjemność kiedy z otwierania bombonierki, w jakiej ukrywają się co lepsze czekoladki. Do wyboru, do koloru, było w czym chcieć. Niektóre odwinę przed wami z papierka.

1. Ostatnio furorę zrobił termin dyskryminacja terytorialna. W stosunku spośród ostatnim Milan miał zapłacić rozegraniem meczu z Udinese przy pustych trybunach. Chodziło o to, że kibice Milanu naśmiewali się z neapolitańczyków, że śmierdzą, nie myją się, są brudasami, czyli to jedno, co jednak (Senti che puzza, scappano anche oraz cani, stanno arrivando oraz napoletani albo Napoli merda, Napoli colera, sei la vergogna dell’Italia intera). Różnica polegała na ostatnim, że raz było silna, a teraz nie. Więc rzeczywiście jakby (no, nieco więcej) w Polsce kibiców Lecha lub Śląska ukarać za skandowanie wierszyka: Pogoń śledzie, syfem jedzie. Kara dla Milanu dopuściła do siebie zakręty (gdybym użył włoskiego nazewnictwa wyszłoby zabawniej) z całej ligi. Szczyt autoironii osiągnęli neapolitańczycy, którzy wywiesili na naszym stadionie transparent z nadrukiem: „Napoli, cholera. Oraz co, teraz zamkniecie nam sektor?”. Groziło kibolską rewolucją i do końca prowokowaniem wyższej instancji do zamykania stadionów. Na wesele w fazę przyszło opamiętanie. Karę dla Milanu cofnięto, ale coś mi się wydaje, iż coraz o dyskryminacja terytorialnej usłyszymy. Termin dlatego wart zapamiętania.

2. O Philippie Mexesie muszę wspomnieć dlatego, iż twardo przechodzi na lidera. Z czterema meczami dyskwalifikacji za uderzenie pięścią postępującego w niniejszej jedynej wadze Giorgio Chielliniego oraz czerwoną kartkę z Juventusem będzie przedstawiał w ilości 36 kolejek zrezygnowanych z powodów dyscyplinarnych. Rekordzistą wszech czasów stanie dobrze rokujący wychowawca młodzieży, trener U-21 Luigi di Biagio z owocem 45 kolejek.

3. Milan zagra z kibicami, a Cagliari bez, a i oczywiście Sardyńczycy są wniebowzięci, bo w finale zostali uziemieni. Wreszcie zagrają na naturalnej ziemi, na swym stadionie. Wcześniej istnieli w codziennej podróży, skazani na tułaczkę. Na mecze wyjazdowe latali, na mecze u siebie latali, dla odmiany jeszcze dobrze, bo do Triestu, czyli tysiąc kilometrów w pewną stronę. Kibice się oddalili od klubu, piłkarze grozili strajkiem. Ze stadionami na Sardynii zatem był kraj świata. Za wybudowanie, oraz raczej sklecenie Is Arenas prezydent Massimo Cellino trafił za kratki (na moment), remont Sant’Elia buduje się w nieskończoność i więcej potrwa, natomiast na mecz z Catanią stadion zostanie otwarty. Przynajmniej dla piłkarzy.

4. Dużo oczywiście naczytałem się o Romie (z pozdrowieniami dla Bobsona). Wielu zrób sobie wynotowałem lub wynotuję w układzie meczu Roma – Napoli (oczywiście pokażemy, nie ma obaw), jedna sama się zapamiętała. Ciągle piękna Sabrina Ferilli – matka chrzestna mistrzowskiej Romy z 2001 roku, która w podziękowaniu za tytuł wykonała elegancki striptiz, została nieśmiało wyhaczona o ewentualny bis w 2014 roku. Podziękowała za opinia oraz zapowiedziała, iż w razie czego, to ustąpi jednak miejsca młodszej. Również w szranki wystawiła Ilary Blasi. Ciekawe co na to człowiek?

5. A kiedyś o Tottim, to czterdziestka go występuje, ale broń Boże nie narzeka. Do tego wieku będzie biegał, podawał oraz czuł, a na czterdzieste urodziny włoskiej pagelli on w głównej kolejności zdmuchiwał świeczki.

Jubilatka to nikt inny, jak ocena, która włoscy dziennikarze wystawiają piłkarzom za mecz. „La Gazzetta” trochę szkoły przeniosła na boiska od października 1973 roku. Skala od 0 do 10. W ubiegłych 20 latach Totti ze możliwa 6,45 jest numerem 1. W postaci tylko jednego sezonu ponad wszystkich wyrósł Michel Platini, jaki w 1983-84 dyrygował Juventusem z popularną notą 6,94. Dziesiątkami dziennikarze nie szafowali. Wystawili ich właśnie osiem. Diego Millito (nawet 10+) za finał Ligi Specjalistów w 2010 roku, Marcello Lippiemu, Gianluigiemu Buffonowi oraz Fabio Cannavaro za finał mistrzostw świata w 2006 roku, Olegowi Salence za pięć goli w MŚ w 1994 roku z Kamerunem, Roberto Baggio z Interu za występ z Parmą a przede wszystkim Alessio Scarpiemu z Cagliari, który sprawiając na boisku masaż serca i sztuczne oddychanie, uratował życie koledze z grupy Gianluce Grassadoni. To siedem 10, a ósma? Tu wyskakuje polska perełka, chociaż nie Zbigniew Boniek, ale Robert Lewandowski za cztery gole wbite Realowi Madryt.

6. Bardzo długi zrobił się ten mój wpis, a tu więcej o tylu rzeczach był napisać. O anonimowej spowiedzi 50 piłkarzy, z jakiej wynikło, że depresja piłkarzy oraz rasizm to ważne problemy, a homoseksualizmu w szatni raczej się nie toleruje. O stuleciu Parmy, z której w ogromny świat wypłynął reprezentacyjny rekordzista Buffon, ale co dobre kibice piłkarzem minionego wieku wybrali Hernana Crespo. O najodpowiedniejszej jedenastce czasu po 7 kolejach w magazynie: Rafael – Vrsaljko, Barzagli, Juan Jesus, Pasqual – Allan, De Rossi, Rigoni – Candreva, Balotelli, Alvarez. Skąd się wzięła? Z suchych liczb. Obecne w pory najwięcej parad, dośrodkowań (boczni obrońcy), dokładnych podań, przechwytów, wślizgów, związków z piłką, odzyskanych piłek, strzałów, celnych strzałów oraz dryblingów.

Możliwość komentowania jest wyłączona.