Czterech piłkarzy Southampton odnalazło się w kadrze Anglii

sport

Czterech piłkarzy Southampton odnalazło się w kadrze Anglii na towarzyski mecz z Danią. Więcej niż z Chelsea, Manchesteru City czy Arsenalu. Wszyscy czterej powołani przez Roya Hodgsona zawodnicy – dwaj klubowi wychowankowie Luke Shaw oraz Adam Lallana oraz Rickie Lambert oraz Jay Rodriguez mają nadzieje na wyjazd na Mundial. A przecież „Poświęceni” są w Premier League tylko na dziewiątym miejscu, raczej bez okazji na sukces do europejskich pucharów.

Więc widocznie nie jest świetny punkt na chwalenie podopiecznych menedżera Mauricio Pochettino. Właśnie bowiem dostali łomot od Liverpoolu i przegrali trzeci mecz z poziomu. Jednak fakt, że w niniejszym etapie w drużynie z St Mary’s Stadium w konkursach Premier League mówiło już sześciu absolwentów Akademii Piłkarskiej w Southampton — oprócz Shawa i Lallany także James Ward-Prowse, Calum Chambers, Sam Gallagher oraz Harrison Reed, a w krajowych pucharach kolejnych czterech – Omar Rowe, Lloyd Isgrove, Sam McQueen oraz Jake Sinclair, nakazuje popatrzeć na zyski Świętych z własnej perspektywy. Zwłaszcza, że tylko drink z nich, 25-letni kapitan zespołu Lallana, nie jest nastolatkiem!

W tokach, gdy zespoły Premier League naszpikowane są obcokrajowcami, gdy piłkarze z Wysp, nawet reprezentanci kraju, grzeją ławę, drużyna, w której ton nadają zawodnicy powiązani z klubem od 8. czy 9. roku życia to rzadkość. A przecież Lallany, czy lewego obrońcy Shawa, lecz i Ward-Prowse’a czy Chambersa nazwać „zapchajdziurami” nie sposób.

Southampton rozpoczęło sezon nadzwyczajnie. Pod koniec listopada brało w lidze trzecie miejsce. Zyskało na Anfield z Liverpoolem, zremisowało z Manchesterem United na Old Trafford i szybko dużo widziało w „Wielkich” poważnego chętnego do zburzenia hierarchii w angielskiej klubowej piłce. To jednak kontuzji doznał Artur Boruc. Nie marzę przeceniać roli polskiego bramkarza, ale — jak ze złamaną ręką opuszczał boisko podczas meczu z Chelsea — jego Southampton stanowiło w tabeli czwarte, oraz gdyby po sześciu tygodniach powrócił do bramki — dopiero dziewiąte. Zostawił więc Polak drużynę murowaną, a zastał drewnianą? Nie pozwalajmy, ale fakt, że jej dodatkowi bramkarze Paulo Gazzaniga i Kelvin Davies niespecjalnie jej w współczesnym czasie pomogli, jest jasny. Tak toż zresztą jak psujący atmosferę w szatni gorącokrwisty Pablo Osvaldo, czy kontuzjowany Victor Wanyama.

Oczywiście, łatwiej grać na odpowiednią klubową młodzież w form, gdy o zabawie w europejskich pucharach potrafisz sobie już tylko pomarzyć, a również nie grozi ci ponad spadek z ligi. Ale menedżer Pochettino sięgał po wychowanków z początku sezonu. I a dziś – pewnie moment na wzrost – jego formę sprawdza się do ostatniego, co dwie dekady temu sprawiał Alex Ferguson (jeszcze bez tytułu szlacheckiego) w MU, kiedy nie bał się promować Davida Beckhama, braci Gary’ego i Phila Neville’ów, Ryana Giggsa, Nicky’ego Butta oraz Paula Scholesa. Tylko że związek z Old Trafford nie sprzedawał z zyskiem najlepszych piłkarzy, za to – w pełnej wartości dzięki nim — zaczął seryjnie zdobywać trofea. Jaką jedyną pójdą „Święci”? Zupełnie nie tak dawno Southampton opuścili Garteh Bale, Theo Walcott oraz Alex Oxlade-Chamblerlain. Czy Lallana oraz Shaw będą następujący?

Klub z St Mary’s Stadium to dobry przedstawiciel południowej Anglii w Premier League. Po wyjściu charyzmatycznego włoskiego prezesa Nicoli Cortese o piłkarzach przypomniała sobie szwajcarska właścicielka Southampton, Katharina Liebherr. Pani Kasia nie ma opinii osoby lubiącej futbol, ale za obecne na pewno umie liczyć. Tylko pytanie – czy zechce liczyć pieniądze zarabiane za transferach wychowanków, albo same trofea, które w perspektywy z Southampton może uzyskać. Przychód ze sprzedaży piłkarzy – tak się przynajmniej wydaje — gwarantowany, tytuły oraz puchary – niekoniecznie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.