Czy ktoś zamknie to okno?

sport

Gdy tylko wykazałoby się, iż Tottenham zajmie piąte, i nie czwarte mieszkanie w Premier League również w Lidze Mistrzów nie wystąpi, broniło się jasne, iż na przyszły etap Garetha Bale’a na White Hart Lane zakończyć się już nie da. Ponieważ wymieniany jednym tchem w ciele trzech najlepszych piłkarzy świata Walijczyk – obok Lionela Messiego i Cristiano Ronaldo – nie mógł jednak znów grać chociaż w Lidze Europy.

Wycenianego dlatego na kilkadziesiąt milionów funtów zawodnika od razu przymierzano do Realu Madryt, ale te – fakt, że dość krótko – do Manchesteru United. Wkrótce jednak, już wszyscy znali, iż piłkarz zakończy się na Santiago Bernabeu. Ale transferowa saga z Bale’em w ziemi głównej szła w najpiękniejsze, aż do poprzedniej niedzieli. Tak długo bowiem zwlekano ze odpowiednimi podpisami na układzie, choć Tottenham już wtedy zdążył stracić na transfery więcej pieniędzy, niż spodziewał się kupić za swoją największą gwiazdę.

Wielu menedżerów na Wyspach uważa, że letnie transferowe okno włącza się zbyt późno, że powinno się je zawierać wraz z inauguracją ligowego sezonu, a nie liczyć z obecnym aż do przodzie września. Zamiast bowiem gromadzić się na treningu, na dodatkowych meczach, szkoleniowcy – często ci, którym udało się zakończyć kompletownie kadry już do połowy sierpnia – musieli pilnować, aby ich najprawdziwsi piłkarze nie wyfrunęli przez otwarte okno natomiast nie osłabli zespołu. – Zamknijcie raz to okno! – krzyczeli Alan Pardew z Newcastle oraz Roberto Martinez z Evertonu. Menedżerowie mają obecnie nawet poparcie szefa UEFA, Michaela Platiniego, który zapewnił, że, kiedy tylko znajdzie odrobina czasu, transferowe okno weźmie pod lupę i postara się na ten „przeciąg” coś zaradzić.

Atmosferę niepewności podgrzewały też prasowe spekulacje. Zawodnicy czytali gazety, natomiast w nich transferowe plotki. Padały nazwy wielkich klubów rzekomo zainteresowanych zakupem tego lub innego piłkarza, padały rzekomo oferowane wysokie czasami sumy. Natomiast nie wszyscy czytający byli na ostatnie kategorie – często ostatnie z sześcioma lub siedmioma zerami — odporni. Niektórzy się obrażali na klub (Luis Suarez z Liverpoolu), inni strajkowali (Yohan Cabaye z Newcastle), znaleźli sie także tacy, którzy – owszem — grali, ale naukami stanowili w tym czasie gdzie indziej (Leighton Baines oraz Marouane Fellaini z Evertonu). A jednak wszyscy mieli istotne kontrakty!

Tymczasem sprzedający piłkarzy, raczej ich agenci, ale także klubowi starzy oraz prezesi, nigdzie się nie spieszyli. Liczyli na finalizację kontraktów do ostatniego dnia, do ostatnich godzin, i nawet minut, ponieważ transfer Fellainiego do Manchesteru United, czy wypożyczenie Romelu Lukaku z Chelsea do Evertonu „klepnięto” dosłownie tuż przed zamknięciem okienka. Właściwie obaj „wypadli” już przez dopiero co uchylony lufcik. Bo agenci, ale i kluby, które nie widziały już okazji na zatrzymanie piłkarza (w świadomość zasady, iż z niewolnika nie ma pracownika), działając na zwłokę liczyły przynajmniej na to, iż zdesperowani kupcy w spokoju ustąpią, i dadzą więcej, niż początkowo proponowali. I w mało przypadkach taka taktyka się opłaciła. Na przykład Evertonowi, bowiem MU za Fellainiego dał tyle, ile wcześniej oferował za dwóch zawodników – sprzedanego ostatecznie Belga oraz Bainesa.

Kibiców w Polsce transferowe okno na Wyspach interesowało ze względu na przewidywany na startu wakacji – przez media polskie, angielskie i niemieckie – transfer Roberta Lewandowskiego. Do obu klubów z Manchesteru, do Chelsea, Arsenalu i Tottenhamu. Ostatecznie polski napastnik stał w Bundeslidze oraz — być potrafi dlatego — dwa tygodnie temu minęło dokładnie 21 lat, odkąd piłkarz z Polski (Robert Warzycha w meczu MU – Everton 0:3) strzelił podstawowego a do ostatniej pory jedynego gola w Premier League.

Jesteśmy więc w angielskiej ekstraklasie z trzema bramkarzami. Oraz tak Arturowi Borucowi z Southampton rywali do walki w bramce „Świętych” latem nie przybyło, a bo z Paulo Gazzanigą oraz Kelvinem Davisem na treningach wygrywa, zatem jego sprawa w związku raczej się nie zmieni. Za to Wojciechowi Szczęsnemu oraz Łukaszowi Fabiańskiemu z Arsenalu konkurenta Arsene Wenger, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, ściągnął. A niezwykle dobra! Niech ich Emiliano Viviano trochę postraszy, niech zagoni do rzeczy. I potem, jak wtedy jego rodak Vito Mannone, niech… będzie tymże trzecim.

Możliwość komentowania jest wyłączona.