Dosłownie jak w cyrku

sport

Rzuciłem wczoraj na TT pytanie: rollercoaster czy diabelski młyn? W wczesnej połowie jakby w parku rozrywki mieli mała awarię zasilania, tylko po skończy rozpoczęła się jazda. Ponad pięćdziesiąt strzałów to magiczny bilans tego wydarzenia. Zresztą cały mecz Belgów z Amerykanami, z samego serdecznego, kumplowskiego przywitania Klinsmanna z Wilmotsem, stanowił dla mnie najmocniejszym z wydarzeń w grze o ćwierćfinały. Grali przecież piłkarze, których zajmuję co tydzień w Premier League. Anglia już z powrotem na Wyspach, to została mi Belgia. I jeszcze nieobliczalne, bezpretensjonalne piłkarsko Stany Zjednoczone, kapitalnie stworzone przez Klinsiego.

Gdy Amerykanie dominowali w klasie Kapitanem Americą był Clint Dempsey, na pożegnanie z turniejem bohaterem został Tim Howard. Uważa stanowić różnym ministrem obrony narodowej USA, nawet prezydentem w 2016 roku, a nie wiem z ramienia jakiej partii. Howarda poznałem przelotnie, gdyby byłem w Liverpoolu z wizytą u Janka Muchy. Janek wyciągał mi z szatni po zmiany swoich znajomych, nagle pojawiła się jakaś luka, więc wyjrzałem z salki konferencyjnej na korytarz, i tam już czekał bez zniecierpliwienia bramkarz Evertonu. Więc nie były wywiady rzeki tylko krótkie rozmówki, ale obudowane uśmiechem i swymi dialogami przed pojawieniem się czerwonego światełka. Na pewno trochę niespodziewana, poza niezbędnym w lokalu protokołem forma przepytywanek. Howard nie wykazał żadnych manier gwiazdy, nerwowości, znużenia, i wprost przeciwnie: serdeczność, humor, naturalną zwyczajność. To pewnie zbliża mnie zawsze do piłkarzy, którym kibicuję nie znając ich, a nierzadko wpływa i na konkretną zmianę subiektywnego uprzedzenia z głowy. Howard bronił jak w transie, nawet Vincent Kompany napisałem na twitterze w dowód uznania tylko dwa słowa: Tim Howard. Teraz dla Belgów przyszedł okres na Argentynę.

W walki Europa – Reszta Świata jesteśmy remis 4:4. Teraz rozpoczną się ostre przepychanki, kto będzie górą w półfinałach. W fazie grupowej szkolona w lokalach przez Europę Reszta Świata, dawała Europie szkołę. Ale teraz przyszedł chwila na ostatnie rozdanie. Na pewno padnie kontynentalny remis po rywalizacji Brazylii z Kolumbią i Francji z Niemcami. Moje typy, choć niekoniecznie faworyci, to zawsze Canarinhos oraz drużyna Joachima Loewa. Zdecydowanie najprzyjemniej kieruje się na Jamesa Rodrigueza w pracy, ale Felipao oraz firma gwarantują obok siebie w lokalu nieporównanie większe emocje. Tak globalnie. Znów się prześlizgną. W czwórce widzę i Holendrów, coraz chwila będzie języka hiszpańskiego na boiskach w Brazylii. I nigdy nie pomstuję na Arjena Robbena, ponieważ zrobił więc co powinien napastnik w meczu z Rafą Marquezem. W imię wyższego celu. Jest zbudowana zbyt pochopnie noga, jest możliwość na rzut karny. Fakt, że lot z lekkim postrzałem w plecy, ale Robben posiada to odegrać jak mało kto. Idealny kandydat na statystę do filmu wojennego.

Sam już wydaję się komu kibicować. Na pewno Belgii, również Holandii, ale te Argentynie, zaś to obecnie konflikt zysków plus to potężny z Belgami. Niezły magiel się szykuje. Tak i pojawia się teraz wtedy wrażenie, że wielka impreza zaraz zniknie, odda się, choć jeszcze 12 czerwca jej cel płacił się tak odległy. Ta skompresowana liczba meczów w fazie grupowej przeleciała migiem. Oraz faza pucharowa to zazwyczaj krótka piłka, dlatego nie narzekam jak są dogrywki, i nawet karne.

Kiedy zasiadałem z rodzicem do pierwszego świadomego mundialu w Meksyku w 1986 roku, wybudzany w ośrodku nocy, dopingując Polaków do samego bolesnego końca, zakochałem się jak wielu w Argentynie. Jasne, że w Maradonie, Valdano, Burruchadze, ale najbardziej kibicowałem Jose Luisowi Brownowi, który wykonywałeś z ramieniem ułożonym na brzuchu wskutek urazu stawu barkowego. Bohater, który nawet strzelił w finale Niemcom gola. Ta miłostka została jednak bardzo zastąpiona największą skłonnością do Holandii z Euro ’88. Oraz tu również poza wielką trójką van Basten – Rijkaard – Gullit najbardziej ceniłem rolę drugoplanową – Adriego van Tiggelena. Na złotowych, lekkich, miedzianych monetach wyklejałem plasteliną obciążenie, natomiast na nim wycięte z papieru pokolorowane w pomarańczowe barwy nazwisko piłkarza z numerem. Bramki z klocków lego, tylko nie żadne techniczne tysiąc oraz niepowtarzalny drobiazgów do sprawienia Gwiazdy Śmierci czy campera Westfalii, tylko najprostsze, klasyczne dwójki, trójki oraz czwórki. Konstrukcja masywna, z kwadratowymi słupkami oraz grupą z gazy. Skórą była młoda kulka albo nieduża moneta oraz dwa sposoby gry. Pstrykanie jak kapsle w kulkę lub naciskanie piłki monetki jak w mikście cymbergaja z pchełkami. Wtedy zawierały się dla mnie tylko Argentyna oraz Holandia.

Dziś w ćwierćfinałach przejmuje się zestaw półfinałowy z Meksyku. Vincent Kompany do organizacji z Argentyńczykiem Martinem Demichelisem nie dali rady Leo Messiemu w Lidze Mistrzów, i miał przecież geniusz długi piłkarski, klubowy moment w Barcelonie. W Brazylii Messi przepycha jednak Albicelestes z klasą coraz dobrze. Ale Belgia się rozkręca jak diabelski młyn. Stosuję na Europę w ćwierćfinałach. Będzie 3:1!

czytaj wiecej: http://www.canalplus.pl/sport/blog-diabelski-mlyn_1562_19#ixzz3QgGxN8Di

Możliwość komentowania jest wyłączona.