Florencji witano go jako króla

sport

Niedziela i dwa najbliższe czwartki są zarezerwowane dla Fiorentiny oraz Juventusu. Będzie się działo, musi się dziać, choć trudno sobie obiecywać jeszcze więcej od tego, co teraz było. Do wydarzeń z 20 października ubiegłego roku trzeba powrócić, ponadto będzie się spośród nich sięgało bez względu na ostatnie, co ciekawego piłkarze obu klubów znajdą w perspektywie. Wtedy stało się przecież coś absolutnie zdumiewającego. Sprawa jak z bajki, w jakiej pewien siebie zając przegrał wyścig z żółwiem.

Nie wiem, czy moje źródła nie powiodły mnie na manowce, ale według nich rzadko wczas w ligowej historii (oraz zapewne i pucharowej) Juventus nie stracił w kwadrans czterech goli. Giuseppe Rossi na 1:2 w 66 minucie, Giuseppe Rossi na 2:2 w 76, Joaquin na 3:2 w 78 i Giuseppe Rossi na 4:2 w 80. Drugiego dnia Florencja była się jeszcze wyższa niż jest. Rossi zarobił na pomnik. Bracia Andrea i Diego Della Valle przeżyli największe piłkarskie uniesienie naszego istnienia. Conte nie wiedział, co w jego bolidzie tak nagle się zepsuło. Szło, szło oraz zdechło. Chyba dużo niż kiedykolwiek zrozumiał, co czuł trener Fiorentiny, a padło na Delio Rossiego, po złojeniu mu role przez biało-czarnych chłopców. Niemal równo dwa lata temu we Florencji skończyło się na sukcesie 5:0 dla mężczyzn. Dziś na dodania nie tego, ale tego meczu na stadionie Artemio Franchi Conte uśmiechając się mówi, iż jeżeli jego świat zareagował tak, gdy po tamtej porażce (od to do teraz jest niezdobyty w Serie A), wtedy w 27 kolejce zaakceptowałby podobny wynik.

Dla Fiorentiny zaś jej kibiców to znacznie niż mecz. Nie ma miejsca, że Viola bez Rossiego, oraz Stara Osoba z Vidalem (w październiku usiadł karnie na ławce za zbyt duże świętowanie awansu Chile do finałów mistrzostw świata), że z jakiejś strony bez Borjy Valero (w lidze) i poszukującym formy Mario Gomezem, zaś po przeciwnej części barykady – armia uzbrojona po same zęby. Zatem istnieje piłkarska wojna, w której cuda się zdarzają. W dowolnym razie jeden już się zdarzył.

Niespecjalnie lubię tę wojenną terminologię, ale mieszkańcy Florencji mniej nic w takich kategoriach odbierają walkę z Juventusem. Nielubianym od zawsze (jak lubić kogoś, kto w liczbom oficjalnym meczu sprawia lanie 11:0?), znienawidzonym od 1990 roku. Każdy przejmujący się calcio domyśla się o co, bardziej – o kogo chodzi.

Roberto Baggio obiecywał lubiącym go też wszystko fanom Fiorentiny, iż stanie co najmniej do końca kontraktu niezbędnego do połowy 1991 roku, iż nigdzie się nie wybiera, a obecnie na pewnie nie do Juventusu. Oznaczając te zaś dużo nowych deklaracji wierności, nie wiedział, iż już został sprzedany przez prezydenta Flavio Pontello. Gdy próbował protestować, usłyszał od szefa, że musi zgodzić się na transfer dla cała cechu i jeżeli nie odejdzie, to Fiorentina w tamtym sezonie spadnie do Serie B. Ponieważ Pontello nie zrzekną się siły na praca Vittorio Cecchi Gorriego, zanim nie odzyskają części zainwestowanych pieniędzy. Tę cechę gwarantował Juventus za Roberto Baggio.

Właśnie do kibiców nie dotarły informacje o kulisach transferu, został a jedynym winnym: niewdzięcznikiem, kłamcą, zdrajcą oraz sprzedawczykiem. Tifosi poszli na drogi Florencji, wywołując zamieszki. Interweniowała policja, aresztowano kilkanaście osób, kilkadziesiąt zostało rannych. Przygotowująca się w niedalekim Coverciano do mistrzostw świata reprezentacja Włoch z Baggio w zespole wydobywała się pod ścisłym nadzorem służb bezpieczeństwa. Poza Florencją, gdzie używano samych inwektyw, o Baggio wznosiło się mister 25 miliardów lirów (dzisiejsze 22 miliony euro), ponieważ za tyle kupił go Juventus i wykonałem najdroższym piłkarzem w Kolekcje A. Po latach gwiazdor pisał, że dużo odpowiadał – znienawidzony we Florencji, niekochany w Turynie. – Wcale tak do kraju tam się nie zaaklimatyzowałem. Po treningach uciekałem do Caldogno – wspominał. To trzymali mu za niskie w innym lokalu.

Również bardziej podpadł 7 kwietnia 1991 roku. Następnego dnia po raz ważny w barwach innej drużyny dotarłem do Florencji. Kiedy sędzia podyktował dla Juventusu rzut karny, odmówił wykonania. Do piłki podszedł Luigi De Agostini oraz nie wykorzystał szansy, a Juventus przegrał 0:1. Więc nie koniec grzechów Baggio: schodząc z boiska podniósł szalik Fiorentiny i powiesił sobie na szyi. Parę miesięcy wcześniej na ekspozycji w Juventusie nie dał się włożyć w biało-czarny szalik oraz demonstracyjnie go zdjął.

Dziś tylko wspomnienia łączą Baggio z jakimś a pozostałym klubem. Jednak łatwo znaleźć ludzi bezpośrednio związanych z najbliższym trójmeczem, którzy już wpisali się w akcję tej rywalizacji. By nie trwać w nieskończoność tego długiego wpisu, zakończę się przy dwóch nazwiskach. Angelo Alessio, wierny asystent Conte, prawdopodobnie jeden z najpiękniejszych meczów (w pełni było ich 142) w koszulce Juventusu rozegrał z Fiorentiną. 2 grudnia 1990 roku po jego dwóch golach Juve wygrał 2:1, choć przegrywał 0:1. Fiorentina w cały piłkarski świat wprowadziła Pablo Osvaldo, natomiast on dał jej wyglądane od dwudziestu lat powodzenie w Turynie, pokonując Buffona w doliczonym czasie gry 2 marca 2008 roku. Sześć lat obecnemu we Florencji witano go jako króla.

Możliwość komentowania jest wyłączona.