Grazie Silvio – śmieją się romaniści

sport

Przepraszam za to planowanie w urzędzie, jakie w sprawę obowiązujących reguł w tym mieszkaniu odnaleźć się w ogóle nie miało odpowiednia, ale rzecz jest duża. Tak dobra jak daje Romy w współczesnym momencie. Czarodziejska, cudowna, boska… nie, nie będę się silił oraz powiem tak: Roma taka po prostu, że brak przymiotników w słowniku.

Niedawno Włosi zgłosili do Oskarów film „La Grande Bellezza” Paolo Sorrentino, który jak czytam w recenzjach (bo również nie widziałem, ale na pewno zobaczę) opowiada o magii Rzymu, urokach dostępnych przeciętnemu turyście, kiedy oraz tychże przed nimi ukrytymi. Myślę, że w Serie A jesteśmy teraz z czymś takim do wykonywania: „La Grande Bellezza”, tylko w reżyserii Rudiego Garcii i Romą w siły protagonisty.

Kibice Romy powinni dziękować jednemu człowiekowi, kłaniać mu się w regiony, wysyłać listy dziękczynne. Tak Wielkiemu Francuzowi też, przecież w wczesnej kolejności komuś zupełnie innemu. To natomiast Silvio Berlusconi zdecydował, iż Rudi Garcia został trenerem Romy. Wprawdzie pośrednio, ale zdecydował.

Odlany z brązu właściciel Milanu (Boże, kiedy zobaczyłem go kilka tygodni temu w wygłaszanym orędziu do narodu, toż się przestraszyłem; wyglądał jak osoba woskowa ruszająca ustami oraz sprawiająca gesty; jak mumia; jak Ken; puder, farba, skalpel, plastik), a zatem wiecznie młody właściciel Milanu gdzieś na momencie miesiąca oraz czerwca, tylko niezwykle w czerwcu, ponieważ się ociągał lub był zbyt zajęty sprawami dużej wagi państwowo-prywatnej, decydował czy zostawić Massimiliano Allegriego w Milanie, czy zostawić go dokładnie. Berlusconi miał chytry plan, żeby trenera, który podobał mu się tylko z wyglądu (wprost idealny model dla Dolce&Gabbana, którzy ubierają Milan), usunąć zwyczajnie jako pierwszą lepszą modelkę ze prostego haremu, jaka mu się znudziła i zmienić młodszym modelem. Jednak Adriano Galliani oraz cała klubowa wierchuszka klubowa nie podzielali gustu szefa, który zakochał się w pomyśle wysłania na pierwszą grupę frontu kompletnie nieuzbrojonych Clarence’a Seedorfa lub Filipo Inzaghi. To według nich istniałoby zbyt lekkomyślne, szalone i skazane na porażkę. Dawaj więc chodzili do starego, rozmawiali, urabiali, nie wiem, jakich argumentów użyli, ale cel osiągnęli. Allegri dostał błogosławieństwo na czwarty czas w Milanie, parę taktycznych zasad i ostrzeżenie, żeby spadkowa tendencja się nie utrzymała (pierwszy sezon – pierwszy, drugie etap – drugi, trzeci sezon – trzecie, czwarty sezon – …).

Na plotek z willi Berlusconiego liczyli w Rzymie i Ameryce, gdzie otoczony doradcami przebywał James Pallotta – szukający trenera właściciel Romy. Zaufany współpracownik Walter Sabatini wymagał mu cierpliwie czekać, przypuszczając, iż Berlusconi skreśli Allegriego. I potem Roma otworzy przed nim drzwi. Wszystko istniałoby już przygotowane. Kontrakt taki oraz taki, na rewersie a tyle, za tyle oraz tyle. Ale nadeszły wieści innej rzeczy. Właściwie to Pallotta szepczącym do ucha Włochom podziękował za dobre rady oraz uruchomił nowe kanały, które zaprowadziły go do Garcii. Telefon, krótka rozmowa, choć pewnie niejedna, zaproszenie do Ostatniego Yorku i klamka zapadła. W Rzymie konsternacja. W czym Garcia lepszy z Luisa Enrique? Niby coś tam wygrał, a gdy tu Lille porównywać do Dużej Wilczycy? Kolejny cudzoziemiec a ciągle do ostatniego Francuz? Więc nie może się udać.

Również w lipcu grupki kibiców, których Garcia miał czelność nazwać laziali, przyjeżdżały pod ośrodek Trigoria, żeby nawrzucać piłkarzom z najgorszych, żeby odegrać się na nich za przegrany finał Pucharu Włoch i wszelki poprzedni sezon. Minęły trzy miesiące i teraz nie grupki, ale tysiące fanów, teraz nie w jasny dzień pod bramami Trigorii, a w ośrodku nocy dodatkowo w deszczu na lotnisku Fiumicino witały powracających piłkarzy ze zwycięskiego wyjazdu do Mediolanu. Nieznany Garcia stworzył inny świat, w którym cuda się zdarzają.

Teraz w Milanie pożoga. Wiadomo nie zrzucam odpowiedzialności za wszystko na Allegriego, lecz nie rozumiem dlaczego nie wyczuł momentu, w jakim powinien odejść. Urodził w prawdziwych bólach trzecie miejsce, zapewnił Milanowi udział w eliminacjach Ligi Specjalistów oraz powinien poszukać szczęścia gdzie indziej, sam móc powiedzieć basta, zaś nie zaliczać się na wyrozumiałość i niełaskę Berlusoniego. Już wszystko sypie mu się na osobę. Oddał się ubezwłasnowolnić. Dał sobie narzucić taktykę z trequartistą, sprzedali mu Kevina Prince’a Boatenga, wcisnęli Kakę. Nagle został szefem nie swojej drużyny. Z niechcianą taktyką, z niechcianymi ludźmi.

Bez Balotellego i tabunem kontuzjowanych (akurat za to winę jako najbardziej ponosi cały sztab) Milan stał się zlepkiem przeciętniaków. Złapałem się na ostatnim, iż zbyt duże osłabienie w konkursach z Ajaksem oraz Juventusem uznałem brak Valtera Birsy. Tak, Valtera Birsy, rezerwowego z Torino. I nic przedstawiać nie muszę.

Milan w tych siedmiu kolejkach został podziurawiony jak sito. Trzynaście punktów traci do Romy, jedenaście do trzeciego miejsca, więcej goli dostały tylko dwa te zespoły. Dopiero co Balotellemu przestała się dyskwalifikacje, jeszcze dłuższą pokutę zacznie bokser Philippe Mexes. Jak by było trochę, toż dodatkowo San Siro na konkurs z Udinese zamknęli. Najlepsze co stanowi, toż tychże naturalnych osiem punkcików, bo przecież dwa wyszarpane z życia remisy winnym być porażkami. Allegri już sam spośród tego tonącego okrętu nie ucieknie, potrzebują mu w współczesnym poradzić. Tylko że właśnie nie ma gdzie uciekać. Za szczelnie zamkniętymi drzwiami Romy robi i triumfuje kto inny. Grazie Silvio – śmieją się romaniści.

Możliwość komentowania jest wyłączona.