I to jest polska gorączka

sport

W dłoniach mikrofon z częstym logo Ligi Mistrzów, w polu przepiękny Stadion Polski w Bukareszcie, w uszach adaptacja hymnu koronacyjnego Georga Händla – w takich chwilach nie jedynie na plecach kibiców pojawiają się ciarki. Stając przed tygodniem w studio CANAL+ w siedziby Rumunii czułem napięcie też trudniejsze niż 17 lat wcześniej – gdy jako wysłannik krakowskiego „Tempa” pojechałem w własną pierwszą zagraniczną delegację. Do Kopenhagi, na mecz Broendby – Widzew.

Wtedy w Danii wiedziałem, że dzieje się nieco wielkiego, przecież nie miał tegoż jak wydarzenia wyjątkowego. Rok wcześniej w Lidze Mistrzów doskonale radziła sobie Legia i powtarzało się, iż mistrz Polski będzie często pasował do fazy grupowej. Kto mógł wtedy przypuszczać, że szefowie Legii i Widzewa tak prędko roztrwonią gigantyczne pieniądze od UEFA oraz zamiast iść do przodu, zaczną się staczać?

17 lat… Gdy polski oddział ostatnio występował w Lidze Mistrzów, dopiero zaczynałem studia, oraz relację do „Tempa” wysyłałem z Kopenhagi faksem. Telefon komórkowy był to luksusem, a transfer danych za jego pośrednictwem czymś dla naszego dziennikarza dość odległym. Meczu polskiej drużyny w Lidze Specjalistów i emocji związanych z oglądaniem go na żywo nie posiada dobra pamiętać żaden z ostatnich licealistów. Ba, nie tylko licealistów – kluczowy dziś dla wszystkiej gry Legii Dominik Furman miał wtedy 5 lat, oraz zdobywca bramki w Bukareszcie, Jakub Kosecki, tylko dwa lata bardzo. Szmat czasu, w którym przyzwyczailiśmy się do kilka lub bardziej trudnych porażek Polaków w krążki o Champions League. Koszmarna seria, która już dziś może się skończyć. Także dlatego, iż też jak przed 17 laty, nie wykorzystali swojej możliwości skandynawscy piłkarze. Wtedy z uśmiechem na ustach pudłowali napastnicy Broendby, za co skarcił ich Widzew, już swoje mocne możliwości zmarnowali w zeszłej rundzie Norwegowie z Molde.

„Po trochę dużo 10 latach takiej form albo kupujesz w mistrzostwo, albo nie, tak, jak w Boga. Rzecz jasna, uznajesz, iż to dodatkowe oraz usiłujesz szanować poglądy tych, którym jakoś udało się zachować wiarę.” – pisał w „Futbolowej gorączce” Nick Hornby, oraz jego badania dotyczące stanu ducha fana Arsenalu doskonale oddają nastroje polskiego kibica, liczącego w sukces do Ligi Mistrzów. Kanonierzy na wykonanie okresu niepowodzeń czekali wtedy 18 lat, aż do dobrego wyjazdu na Anfield Road w 1989 roku. Wygraną z Liverpoolem oraz przynoszącego mistrzostwo gola Michaela Thomasa w doliczonym czasie gry, Hornby próbował standardowo porównać do seksu. Szybko doszedł jednak do wniosku, że to, co się dzieje, nie wytrzymuje żadnych porównań. Choćby dlatego, że seks daje się jednak znacznie częściej… Dziś uczucia większości kibiców potrafią żyć dużo podobne do tego, co został Nick Hornby. Tak toż, jak polska piłka może przeżyć to, co szło się po 1989 roku udziałem futbolu angielskiego.

Historyczny mecz na Anfield miał znaczenie sześć tygodni po tragedii na Hillsborough, gdzie zginęło 96 kibiców Liverpoolu. Wielką Brytanię ogarniało zwątpienie w skórę nożną, wielu kibiców obiecywało sobie, że wcale więcej nie pójdzie na stadion. Rywalizacja Liverpoolu oraz Arsenalu przywróciła im wiarę. Wielu do dziś określa ten kończący sezon mecz, jako początek odrodzenia.

Dla Własny takim renesansem planowało być Euro, a tam szansę zaprzepaściliśmy. Obecnie mamy nową okazję, by przybliżyć się do popularnego piłkarskiego świata, przyciągnąć na stadiony kibiców, jacy nie będą należeć dopiero na Legię, ale a na mecze swoich drużyn, jakie z obecną Legią rywalizują. Liga Mistrzów z polską drużyną może pobudzić wyobraźnię tych, którzy dotąd woleli tylko zerkać na futbol w telewizji. Ostatnia kolejka ligowa pokazała, że o funkcjonować na Ekstraklasę – świetne widowiska stworzyli piłkarze w Białymstoku oraz Krakowie, a Lechia wykonała w Warszawie wszystko, aby w piątek zapełniły się trybuny przepięknej PGE Areny. Zachwycający w pucharach Śląsk Wrocław sprawił, że w czwartek zmierzy się z Sevillą przy komplecie publiczności, choć możliwości na awans ma molekularne.

Wierzę, że Legia może dziś dodatkowo pobudzić ligowy futbol również zatem nie ale za sprawą ogromnych pieniędzy, które zarobi plus będzie wtedy reinwestować, także w Polsce. Zwłaszcza, iż w Lidze Mistrzów łatwiej jest pracować niż do niej pasować. Natomiast tegoż, iż odskoczy całej konkurencji bym się nie obawiał – organizacyjnie, wizerunkowo oraz sportowo wyjdzie do przodu, ale inni spróbują równać w górę, gonić obecnego mistrza. Oraz wykorzystać skupienie na walce w Europie, tak jak skończyła zatem w sobotę Lechia.

Wierzę, iż Legia awansuje. Iż jeszcze przynajmniej trzy razy usłyszymy w Polsce hymn Ligi Mistrzów nie ale przy okazji telewizyjnych relacji, ale na żywo, na stadionie. Tak, jak teraz przy Łazienkowskiej. Za długo obecnie na to wyglądamy.

Możliwość komentowania jest wyłączona.