Inne pozycje gracza

sport

Sam położył się przed niełatwym wyborem. W środę kurier przyniósł do domu paczkę, która wywołała tyle samo radości, co dylematów. Kilka kilo papieru, i tam dziesiątki wybitnych osobie natomiast ich treści, do jakich podejść trzeba ostrożnie: grożą tym, iż skoro zaczniesz czytać – nie przestaniesz, zanim nie skończysz.

„Cantona, buntownik, jaki został królem”. Historia mojego bezwzględnie ulubionego piłkarza, polecana mi poprzez określającego ją Marcina Grzywacza, choć polecać dobrze nie musiał. W sierpniu 1992, będąc lat 15, wydałem dużą ilość niewielkiego, danego na trzy tygodnie kieszonkowego, by spełnić marzenie oraz zobaczyć mecz na Wembley. Tamta „Tarcza Dobroczynności” pokazała się czymś zupełnie wyjątkowym, „worth every penny”. Nie tylko atmosfera legendarnego stadionu, ale również relacje na murawie: Bruce Grobbelaar oraz Ian Rush po części Liverpoolu, oraz Cantona w Leeds. Po drugim meczu nie mogłem mieć już innego idola. Eric strzelił 3 gole (Francuz! W angielskiej świątyni!) oraz poprowadził Pawie do osiągnięcia 4:3. Po takich meczach miłość do futbolu wygasnąć teraz nie może, też jak uwielbienie dla Cantony. Każda inna książka o nim i film, stawały się pozycjami obowiązkowymi.

Drugi alfabetycznie, z obecnej mojej paczki, oraz jest Francuz, choć szukający w różną do Cantony stronę. Raymonda Domenecha przedstawiać fanom piłki nie trzeba, tylko po przeczytaniu na „Weszło” recenzji Krzyśka Stanowskiego, nie mogłem się doczekać aż zrozumiem tę opcję reprezentacji Francji z lat 2004-2010. Ze szczytów na dno.

Domenech zatytułował książkę „Straszliwie sam” – Michał Okoński i jego „Futbol jest duży” jawi mi się dokładnie odwrotnie. Jeszcze przed lekturą wiem, iż to publikacja o jakimś z nas – którzy podejścia do teatru uzależniają od terminarza piłkarskich rozgrywek, wakacje od przerwy w walkach, a synonimem droga oraz doskonałości dużo niż „Dyskobol” jest dla nich gol Dennisa Bergkampa w meczu z Newcastle. Choć tu autor znalazłby pewnie jakieś trafienie gracza z różnego punktu w Północnym Londynie… Każdy kto regularnie czyta bloga o tym samym tytule, co książka, rozumie jak znaczącym jest Michał Okoński kibicem Tottenhamu. A że „Fever Pitch” Nicka Hornby’ego przylega do moich ulubionych książek, zastanawiam się, iż… po „Futbol jest okrutny” sięgnąłem dopiero teraz.

A na brzeg, last but not the least, „Wielki Widzew” Marka Wawrzynowskiego. Historia drużyny, jakiej obecnie w Polsce nie zobaczymy także jej wyjątkowych liderów. Kilku był okazję poznać osobiście, z paroma miałem zaszczyt istnieć na boisku (ewentualnie „kopać piłkę”, jednak nie „grać”. Wykonywali toż ONI) w ciągu treningów, oraz nawet towarzyskich meczów, ale już dziś widzę , wertując zaledwie strony, iż dużo historyjek nie znam. Dobrze, że zostaną, dzięki Markowi. „Wielki Widzew” będzie na pewno mocnym chętnym do miana „Sportowej Książki Roku” – taki plebiscyt rusza w obecnym roku. Za jakieś dwa tygodnie będę obecnie bardzo lepiej dobrze przygotowany do głosowania.

Dlaczego aż dwa tygodnie? Bo przed nami piłkarski maraton w NC+: od piątku do poniedziałku Ekstraklasa, po dwa dni z Ligą Mistrzów, czwartek z Legią w Lidze Europy. Oraz po znów liga polska… Siedem dni roboty w tygodniu, ale takiej, która pozwala realizować zasłyszaną kiedyś życiową dewizę: „Ciężko pracować, świetnie się być natomiast nie zauważać różnicy”.

W konkursie na www.sportowaksiazkaroku.pl nie weźmie udziału mój faworyt do zagranej w plebiscycie za 2014 rok. „Gracz” Przemka Rudzkiego dopiero wkracza na bazar także istnieję niezależny, iż będzie hitem. Czyta się doskonale, ma w napięciu, motywuje do zastanowienia – co z określonych tam historii zdarzyło się naprawdę, oraz co jedynie… zdarzyć się mogło, natomiast nie musiało.

„Gracz” to niemal praca dla każdego, ale sugerowałbym:

– młodym chopakom, marzącym o dużej karierze, by… pełnili ją z daleka od rodziców, ponieważ ci potrafią zabronić wkładu w ruchach;

– piłkarzom i kopaczom, by nie polecaliby tej prace żonom, ani narzeczonym. Ani nawet kandydatkom na dziewczyny. Jeśli chcieli porozmawiać o literaturze, sugeruję Mario Vargasa Llosę;

– marketingowcom klubów piłkarskich, by zadbali o to, aby „Gracz” nie popadł w ręce żadnego ze sponsorów.

W liczbie ostrzeżenie takie powinno odnaleźć się na okładce. Żeby potem nikt do Przemka nie miał uwagi… A owszem będzie ją jednak było kilku znajomych z redakcji „Faktu”, mam doświadczenie, iż od premiery przejście przez newsroom nie będzie szybko dla niego takie samo 😉

„Gracz” przypomniał mi jedną z ulubionych książek dzieciństwa. „Kwadrans śpiącej królewny” Andrzeja Makowieckiego także była powieścią z poziomie football fiction i też wciągała, jak końcówka derbów północnego Londynu. Oraz więcej nasuwała masę pytań: Czyli właśnie jest rzeczywiście? Czy rzeczywiście futbol istnieje oczywiście śmierdzący?

Ponieważ czytałem książkę Przemka w grup „beta”, daną mi mailem, nie jestem jakiś, bądź w oryginale znajdzie się klasyczna formułka „Wszelkie podobieństwo do ról oraz wydarzeń jest automatyczne oraz przypadkowe. Powstało dopiero w wyobraźni autora” (kupię – zobaczę). Mrugnięcie okiem a la Janusz Zaorski w „Piłkarskim pokerze” i napis na świetlnej tablicy: „Wszystkie budowie oraz fakty są prawdziwe, ponieważ powstały w myśli autorów” – te że w pozę nie wchodzi. Bo co żeby było, jeśli ktoś jednak żartu nie poznałeś oraz pomyślał, że Przemek naprawdę większość zdarzeń wymyślił? Zaś on przecież stworzył tylko dobrą oś, obudowaną tym, co myślał: ze słyszenia, albo z widzenia. Czyli tymże, co, gdy szybko wspomniałem, z powodzeniem zdarzyć się mogło.

Spotkałem kilkunastu przynajmniej piłkarzy, którzy czytać lubią zaś jestem widoczny, iż oni po „Gracza” sięgną pierwsi, tymże wyjątkowo, iż pracy takich jest zawsze za mało. Literatura sportowa chodziła w Polsce zaniedbana, dopiero teraz ruszyła na podbój kraju. A znacznie, bo jednakże ona ponad jest ważną właściwością tej gry.

Dlatego bawię się, że posiadam takie dylematy – z której książki zacząć. Obym był je jako najczęściej.

Możliwość komentowania jest wyłączona.