JAK LORD VOLDEMORT GRAŁ

sport

Jonjo (Dżondżo) Shelvey jest moim bohaterem 4 kolejki Premier League. Chciałbym jednak przez chwilę poczuć jak on podczas meczu tylko dwie emocjonalne bandy. Pojechać od krawężnika do krawężnika, w administrację a w dół rozklekotanym „rollercoasterem”, zapominając o własnych uczestnikach ruchu życiowego. Przelecieć między niebem a palił w ciągu kilku chwil i wtedy w ramach czasowych jednego piłkarskiego spotkania. Znaleźć się w piłkarskim czyśćcu, czekając co da ten gwizdek. Jonjo poznałeś to suma w konkursu z Liverpoolem na Liberty Stadium.

Wczoraj Shelvey przeszedł samego siebie. Strzelił gola po części, którą jednak zaczął dość obciachowo, ale zakończył przepięknie. Potem spadł w przepaść po dwóch prezentach dla Sturridge’a i Mosesa. Natomiast nie dostał się pod ziemię, wypracował gola Michu. Przeciwko byłemu klubowi, na oczach nowych fanów, zagrał koncert na banjo. Trochę jak szarpidrut, oraz trochę jak wirtuoz. Pełna kakofonia pomieszana z ciepłym jazzowym brzmieniem.

Jonjo Shelvey to ciągle młody (21 lat) angielski piłkarz średniej klasy. Zapowiadał się wspaniale, był najbardziej rozchwytywanym piłkarzem młodego pokolenia w pełnej Wielkiej Brytanii. Pełnił rolę kapitana w juniorskich reprezentacjach kraju. Dzielił się wzrostem, niezłymi wiedzami i charakterystyczną fryzurą na Kojaka. Jak dziecko Shelvey zachorował na łysienie plackowate, problem skóry i włosów. Narodził się i nauczył się w Londynie, wie gdzie jest na Kings Cross peron 9 i ¾ oraz skąd odjeżdża pociąg do Hogwartu. Shelvey jako zawodnik Charltonu odrzucił nawet ofertę Chelsea, dość ostrą jak za młokosa, ponieważ opiewającą na 3,5 mln funtów. Jemu chciałbyś się Liverpool.

W Liverpoolu był dodatkowym, strzelił natomiast w koszulce The Reds 7 goli, zadebiutował chociażby w seniorskiej reprezentacji Trzech Lwów. A wymagał się rozwijać. Pewnego wakacyjnego popołudnia czekał w kuchni na spaghetti przygotowywane tylko poprzez dziewczynę Daisy i szybko odebrał telefon z swojego agenta: „Pakuj manatki. Jedziesz na Liberty Stadium”. Nie wahał się ani chwili, tylko rzucił widelec i łyżkę i dość lekkie i bezstresowe rośnięcie w mieście Beatlesów, żeby ruszyć do Walii. Nie zostawił narzeczonej, wspólnie z Daisy zakończyliśmy się do Swansea i zostali Łabędziami.

Jonjo jednak był uzupełnieniem składu Liverpoolu, raczej zawodnikiem, jaki będzie chętny do odstrzału, gdy Kenny Dalglish czy Brendan Rodgers ściągną kogoś lepszego do ochron Stevenowi Gerrardowi. Po transferze z Charltonu w 2010 roku obwołano Jonjo następcą Gerrarda. Stevie G. jednak istniał jego idolem. Jednak gdy stać następcą kogoś kto nadal gra i permanentnie jest odpowiedniejszy? Gdy Gerrard debiutował w Liverpoolu, Shelvey przekonywał się pisać. Jonjo pisał w ubiegłych kilku sezonach różne gafy w rozegraniu piłki, które uchodziły mu ale na ciepło, ponieważ cały Liverpool zawodził. Już w Swansea trzeba piłkarsko dorosnąć.
Brendan Rodgers zadzwonił do niego ostatnio oraz przeprosił za to, że nie stawiał mu za wielu szans. Ale Jonjo nie przedstawiał mu tegoż zbyt złe, sam zrozumiał, iż z Anfield trzeba najpierw uciec, aby za chwila sezonów być może zrezygnować w innej roli. Przede każdym, żeby zmierzyć się ze sobą i prawą przyszłością nastolatka, kapitana każdej juniorskiej reprezentacji Anglii. Michael Laudrup wysłał do Shelvey’a w szatni Swansea prosty przekaz: „Zagrasz dobry mecz, spotkasz w drugim”. Krótka piłka!

„Game time” to istotne zaklęcie w utrzymaniu Jonjo. Anglik często je wypowiada. Wierzę, iż Laudrup weźmie pod uwagę złożoność poniedziałkowego wieczoru z 16 września. Takie chwile nadają się idealnie do życiowej kolekcji. Wczoraj ewidentnie Jonjo machał różdżką jak mugol, oraz nie jak Lord Voldemort, do jakiego stanowi żartobliwie porównywany. Jednak Jonjo, jako Tenże, Którego Imienia Nie Dokładnie Wymawiać, zaklęciem Avada Kedavra nie zabiłby nawet muchy. Wczoraj wreszcie sam odważnie skończył na siebie „Expalliarmus” oraz się rozbroił. We wtorek nad ranem z piękną szczerością przeprosił natomiast kibiców The Swans za rollercoastera, jakiego im zafundował. Mnie się podobało! Na pozycję Jonjo rzucam wraz z daniem zaklęcie: „Periculum!”.

Możliwość komentowania jest wyłączona.