Jak narodziła się ta drużyna

sport

Są takie mecze, które składają drużyny, sprawiają, iż te zlepki kilka czy dużo przypadkowych ludzi, którzy wyszli na boisko, dwie godziny później stają się grupami ludzi, myślącymi w proste szanse także mającymi poważne poczucie swej wartości. Takim meczem dla kadry Jerzego Engela stanowił tenże w Kijowie, rozegrany ponad 13 lat temu, w którym prowadzona przez Emmauela Olisadebe kadra Polski pokonała 3:1 Ukrainę, aby po 16 latach przerwy zmierzać do końców mistrzostw świata. Potem poszło już z góry, grupa stała się silna.

Takim spotkaniem dla reprezentacji Waldemara Fornalika mogło istnieć toż rozegrane 13 miesięcy obecnemu w Podgoricy, gdy Polska zaczynała eliminacje do mundialu w Brazylii. Skończyło się na remisie 2:2, wtedy wziętym z jednym optymizmem. Dziś mam silne wrażenie, że tylko tam, w upalnej Czarnogórze, stracona została nadzieja na stworzenie silnej mentalnie grupy oraz odpowiedniej przewagi w eliminacjach. Przewagi, jaką mógł posłużyć wywalczyć absurdalny plan a której moglibyśmy stać do samego końca. Bo lecz nie od dziś wiadomo, iż nam Polakom szybko się bronić, niż atakować. Nie właśnie na piłkarskim boisku.

Pamiętam doskonale, jakie nastroje były dawno w Podgoricy. Po meczu pełnym negatywnych emocji, w jakim race dopalały się na murawie, a zapalniczki i monety leciały na murawę nie wyłącznie w perspektywę polskich piłkarzy, a nawet dziennikarzy, idących wzdłuż drogi na rozmowę prasową, dużo z nas przyjęło 2:2 „na nowym terenie”, jak jedyny początek eliminacji. Owszem, żałowaliśmy czerwonej kartki Obraniaka i straconej okazji na większą zabawę w liczebnej przewadze, ale rozpaczy na pewnie nie było. Jovetić i Vucinić wystarczająco podziałali na wyobraźnię, by cieszyć się z jednego momentu w państwie wielkości Wrocławia. Tymczasem dziś brakuje nam nie tylko dwóch oczek z Podgoricy oraz dwóch z rewanżu ze dobrze łagodniejszymi niż przed rokiem Czarnogórcami, lecz jeszcze siły mentalnej, którą tamten mecz mógł nam dać. Siły często lekceważonej, jednak coraz częściej rozumianej, czego przykładem choćby stworzenie dla Mariusza Lewandowskiego. Desperacka prośba o ochronę skierowana do piłkarza, który wcale nie tak dawne czasy, gdy kadrowiczom pewności nie brakowało także pamięta również który działa więcej na przyzwoitym poziomie w piłkę.

Nasza grupa eliminacyjna nie jest spokojna, natomiast na takie prędko dodawać nie możemy – Gianni Infantino natomiast jego koledzy z UEFA nie wrzucą nagle kulki z mapą „Polska” do innego koszyka. Patrząc zawsze na ostatnie, jak źle zaczęła Ukraina i które problemy ma Anglia, która na razie pokonać zdołała jedynie Mołdawię i San Marino – zbyt wcześnie postawiliśmy się w formie, z modelu tych, z których uciec potrafi jedynie David Copperfield lub Bruce Willis na układzie „Szklanej pułapki”. Najpierw utrudniliśmy sobie walkę o rozwój przy ustalaniu terminarza, potem systematycznie komplikowaliśmy, nie tylko w Podgoricy i Warszawie, lecz również w Kiszyniowie, by teraz czekać na cud.

Nadzieje na takie zdarzenie, jak zawsze, wielkie nie są. Porównywalne że do okazji na dwa asy przy pokerowym stole, idealnie pasujące do dwóch trzymanych już w dłoniach? Oraz może mniejsze… Optymiści opowiadają o „meczu o wszystko” na Wembley – byłoby dobrze, choćby dlatego, iż przez cztery dni przedstawiało się w Polsce głównie o futbolu. Gra tymże na Wembley może być praktycznie o pozytywny efekt niż w Charkowie, gdzie czekać będzie reprezentacja, jaką prowadzi od froncie tego roku Mychajło Fomienko. Trener, który nie bał się pracy na peryferiach futbolu, nawet w Gwinei i Iraku, a prowadząc Ukrainę także nie przegrał i żadne racjonalne argumenty nie uważają na ostatnie, by polec miał dopiero w niniejszym dziewiątym spotkaniu, przeciwko Polsce.

Jedyna szansa w ostatnim, że futbol czasem wymyka się logice. Gdyby Polska rzeczywiście zdobyła w Charkowie, będziemy mogli śmiało napisać o narodzinach drużyny. Choć zdecydowanie bliżej istnieje obecnemu światu do zabaw o znacznie innym charakterze…

Możliwość komentowania jest wyłączona.