Jak władca pierścieni!

sport

Mecz Anglików z Włochami więc było szaleństwo. Dla mnie północ to inna faza NREM (non-rapid eye movement), czyli snu głębokiego. Przeważnie opieram się spać z kurami, a praktycznie z pewną kurką, moją córeczką. Wiedziałem, co mnie czeka podczas najbliższego miesiąca. Walczę z nawykami. Wytrwałem dobrze w temperaturze sobotniej nocy. Adrenalina buzowała. Domownicy jakoś przetrwali głośno nastawiony telewizor i momentami nieposkromione reakcje moje oraz Siana. Hymny odśpiewaliśmy na pół gwizdka, ale ciarki poszły po plecach. Zgoda z znajomym, który łączyłem kciuki za Azzurri wisiała na… włosku.Obyło się bez szamotaniny, doceniłem kunszt drużyny napędzanej poprzez powolnego pozornie Andreę Pirlo, z bólem zaakceptowałem wynik. Włoski środek oraz kapitan przypomina mi jednego z hobbitów z Władcy Pierścieni. Jednakże w odróżnieniu od Frodo Bagginsa nie nie waha się, co sprawić z całym skarbem pierścieniem, czyli skórą i nawet poprzez chwilę nie traci wiary w osiągnięcie misji swojej drużyny. Gdy był stroną Drużyny Pierścienia, to Tolkien musiałby zamiast trzech tomów nakreślić kilkustronicową nowelkę, ponieważ pierścień wylądowałby w trymiga oraz bez szwanku w piekle Góry Przenaczenia. Dla mnie Pirlo to ideał rozgrywającego. Niestety, różnica między Pirlo a Gerrardem była za widoczna w długą weekendową noc. Niby rzucają się po kole środkowym zaś jego przestrzeniach w jednakowym tempie, ale szybkość operowania skórą istnieje w wypadku Pirlo kosmiczna. Przyglądałem się każdemu daniu w wczesnych ośmiu minutach meczu. Nie całkowicie, iż urozmaicone, więc do przodu, zagrane z łatwością, nawet niedbałością, ale wymierzone co do centymetra, nieosiągalne, nie do przeczytania. Zero paniki czy chropowatości w budowaniu piłki na pomalowanej na soczystą zieleń trawie w Manaus. Pirlo to ideał! Najbardziej boli mnie jednak zwycięski gol Mario Balotellego. Łatwiej byłoby mi przełknąć swojaka mojego ulubieńca Leightona Bainesa niż bramkę byłego napastnika City. Life hurts!

Włosi byli czyściejsi. Nie jedynie dlatego, że częściej dotykali piłki. Występ piłkarzy Roy’a Hodgsona i był opłacalny. Bez kompleksów, podwójnej gardy. Danielowi Sturridge’owi, Wayne’owi Rooney’owi i Raheemowi Sterlingowi zabrakło farta, by mecz skończył się remisem. A tak się walka z Włochami. Sensownie podsumował zatem w wywiadzie Stevie G. Na tym stylu chwila nieuwagi kosztuje fortunę. Cahill niby kontrolował Super Mario, ale kontakt wzrokowy to stanowczo zbyt kilka. Pamiętam jako obrońca dwie grupy. Albo przyciągać wzrok na skórze, lub na rywalu. Połączenie obu przeważnie dokonywało się stratą gola, zbyt bardzo pracy do spięcia w tak bliskim czasie. Ja stawiałem na kontakt koszulka w koszulkę kosztem pełnej nawet orientacji na skórę. Nawet jak napastnik oddawał strzał, to potrzebował liczyć pod uwagę również spychanie, zderzenie, przytrzymywanie. Gdy szybko czmychnął, to umarł w butach.

Czekam gdy na rozżarzonych węglach na wstępie Anglii z Urugwajem. Ciekawe, czy wystąpi Luis Suarez. Toż będzie mecz o wszystko. Ale najpierw mój cichy faworyt, czyli Belgowie pokażą na co ich istnieć. Ich paczka jest atrakcyjna. To taka moja druga Anglia. Widzę również nie dowierzam, kiedy ważna dochować się takich piłkarzy jak Lukaku, Hazard, Kompany, Curtois, Mirallas oraz pozostali. Mundial mnie zachwyca! Dobre są sędziowskie „szpraje”, niesamowita średnia goli, brak kunktatorstwa i remisu, zawrotne tempo, rozśmieszają mnie trochę nieustanne powtórki „goal line”, chwalipięctwo i tyle. Ale technologia przydała się w meczu Francuzów, ponieważ trafienie Benzemy istniałoby nie do wyłapania przez sędziów gołym okiem. Wbił mnie w fotel gol holenderskiego kapitana Wrony – Robina van Persiego. Powinien mieć fantazję, aby stworzyć takiej pracy. Dla mnie toż gol tych mistrzostw! Nikt tegoż nie przebije. Uwielbiam w strzelaniu wyobraźnię, technikę, styl. Tu nawet lądowanie bez wysuniętego podwozia RvP nie bolało. I forma Arjena Robbena to teraz odlot. Niedawno przeprowadzałem z nim problem po tęgim mancie z Realem w Monachium. Był równie wyluzowany gdy po triumfie nad mistrzami Świata. Jak mnie irytował, głównie w końcówce w Chelsea także w Realu, tylko w Bayernie zacząłem doceniać jego wartość. Choć jak ujrzał w obronie betonowego Rona Vlaara, to spodziewałem się spacerku dla Hiszpanów. Sorry Ron! Hiszpanów nie skreślam. Dalej będą duzi.

Każdy mecz to drugie doświadczenia. Wciągnęło mnie na maksa! Czuję się zahipnotyzowany jak Gollum wpatrzony w prywatny skarb. Już zapomniałem o błędzie Nishimury z karnym ze słomkowego kapelusza czy wielbłądach sędziego Humberto Clavijo. Wczoraj w konkursu Szwajcarii z Ekwadorem arbiter dla równowagi zachował się perfekcyjnie. Zastosował korzyść tego Mundialu! Dużo się stało, bo wcześniej sędziowie nie uznali prawidłowej bramki. Rzecz istniała zawsze złożona, a zawiodła między liniowym a głównym komunikacja. Krótkie pytanie: „dotknął piłkę?”, odpowiedź głównego: „nie” i flaga idzie w górę. Liniowy był pewny, iż zawodnik wykonujący zwód nad piłką, zmienił cel jej lotu. Nie zdołał ofsajdu w terminie podania, dopiero po awangardowym uniku. Oraz znowu wracam tendencjami do Pirlo. To rzeczywiście on miesza ten tekst klamrą. Przepuszczenie piłki między nogami do Marchisio, oczy dookoła głowy, precyzja. Człowiek bez układu nerwowego. Władca Pierścienia!

Możliwość komentowania jest wyłączona.