Jak yawodowz pokeryzsta

sport

Kilka chwili po wykonaniu meczu Borussia – Real przerzuciłem się na włoski Mediaset. Nie a, aby nie podobało mi się nasze studio, ale wydawało mi się przyjemniejsze słuchanie, jak obcy chwalą znanego.
W studiu włoskiej stacji, mającej dobra do prowadzenie Ligi Mistrzów, w galerii eksperckiej zasiadają Arrigo Sacchi, Roberto Bettega i Amedeo Carboni. W środowy wieczór ci byli dwaj ostatni, których chyba szerzej nie trzeba mieć ani też wymagać ich fachowości. Oczywiście pierwszym tematem praktyki były goleada, we Włoszech nazywana pokerem, i fenomen Roberta Lewandowskiego. Bettega zmierzył się z działaniem narzuconym przez prowadzącego, jaki z biedni najbardziej mu się podobał. W dalszej przeszłości świetny napastnik, w ściślejszej wiceprezydent Juventusu, i całkowity czas człowiek o wielkiej jakości nie miał kłopotów z rozwiązaniem, również jak każdy z nas żebym nie miał, gdy nie posiadał i Robert, który ale po naszym trzecim golu cieszył się dużo również niezwykle spontanicznie. Wiedział, że dokonał wielkiej wartości, że – znów użyję włoskiej terminologii – stworzył arcydzieło.
– W trzecim golu Lewandowskiego było wszystko: technika, koordynacja, szybkość, zwinność, wielkość i precyzja. Zatem istniał pełny gol – analizował Bettega. Później nadeszło do niego pytanie z internauty. Gdy toż dodatkowe, że Lewandowski ma klauzulę odstępnego w wysokości tylko 28 milionów euro i żaden z tuzów Serie Zaś zanim się nie zainteresuje? Pewno warto?
Bettega spokojnie wyjaśniał, że nasz napastnik najpierw był niedoceniany, oraz od momentu, kiedy też na Półwyspie Apenińskim zrozumieli, z którego kalibru strzelcem przechodzą do działania, to zawsze już nikogo na niego nie stać. Nikt nie może równać się z danymi Bayernu Monachium, do którego obowiązujący w studiu już Lewandowskiego zapisali. Oczywiście przy tej przyczynie został poruszony temat, kiedy zatem Juventus rozpuszczał wici i zasięgał języka, kiedy toż Antonio Conte osobiście przyjechał na inaugurację Euro 2012 tak z jego powodu. Stara Osoba z Turynu potrafiła mu zaproponować znaczenie w centralnym składzie, tylko na miejscu Bayernu wyglądało to niewiele. Tam większe pieniądze, ciekawsza przyszłość, status samego z najszybszych a odpowiednio zrobionych ruchów na świecie, fascynujący trener i skłaniająca do dalszej pracy nad sobą konkurencja.
Aż dziwnie mi to pisać, ale Juventus to za małe progi dla Lewego. On teraz stosuje w sobie cechy trzech napastników bianco-nerich. Elegancję i swobodę Mirko Vucinića, łatwość oddawania strzałów Fabio Quagliarelli, grę głową Alessandro Matriego. Wszystkich przewyższa skutecznością i regularnością. Z jakiegoś z nich jest zdrowszy. Kandydat marzenie, przecież w klasie marzeń Juventusu pozostanie.
W telewizyjnych studiach Włosi uwielbiają rozbierać kluczowe akcje konkursu na najmniejsze szczegóły. Tak też było z bramkami Lewandowskiego. Przy drugim zwrócili uwagę, że to rzeczywiście był gwoli niego wyjątkowy dzień, skoro nawet, kiedy mu nie wyszło (piłka wyraźnie była z nogi), zatem mu odeszło i zdobyło. Przy czwartym uznali, że rzutu karnego żyć nie powinno, bo zanim Marco Reus został rozjechany przez Xabiego Alonso, to przyjął piłkę prawą dłonią i zmieniłem lewą. Z ich wywodów wynikało także, że w liczbie połowie był faul na Reusie, tyle iż nie na etap karny, bo tuż przed linią szesnastego metra (nie pogodził się z taką grą tych faktów, dla mnie Reus w pierwszej połowie faulowany w ogóle nie był, a później karny został wyróżniony słusznie).
Ciekawe studio przeplatane wejściami i problemami wysłanników obowiązujących w Dortmundzie ciągnęło się dalej. Mówiono o Reusie, o Kloppie, o Ronaldo. Włosi potrafią się na sprawy oraz nikt nie powiedział, że Lewandowski pobił czy upokorzył Ronaldo. To idealna i zespołowa gra całej Borussii pozwoliła błyszczeć Polakowi, natomiast drużyna Realu w niczym nie ułatwiła zadania Ronaldo. Słabiutki był Real, przeciętny Portugalczyk. Znakomita Borussia, super Lewandowski. Ot, cała różnica.
Nazajutrz otworzyłem elektroniczne wydanie „La Gazzetta dello Sport”, a tam na okładce zdjęcie Lewego. A na dwóch podstawowych kolumnach ochy i achy nad jego wynikiem. Gwiazda, killer, napastnik wszystek i nowoczesny, baletmistrz – takich określeń się doczytałem. Jak wiecie, włoski dziennik ocenia piłkarzy w skali od 0 do 10. Lewandowski otrzymał dychę! Notę marzeń. Jestem odpornym czytelnikiem „La Gazzetty” z nie wiem, ilu już lat, ale dziesiątek mógłby się doliczyć na palcach jednej dłoni (na dowód dla Roberto Baggio za mecz w barwach Interu przeciw Realowi). Łukasz Piszczek zarobił na 6,5, a Jakub Błaszczykowski – na 7,5 i dopisek: przydałby się trenerowi Conte.
Nie umiało zabraknąć artykułu o tym, dlaczego Lewandowski nie trafił do Serie A, kiedyś zależało go blisko pół ligi: Genoa, Sampdoria, Napoli, Atalanta i Juventus. Niemal w 2010 roku była Genoa. Rozeszło się o pieniądze. Działacze Genoi uznali, że koszt w stronach 5 milionów euro za piłkarza z ligi polskiej to szeroka przesada i odpuścili temat. Czwartkowa „La Gazzetta” tak więc podsumowała: Dziś działacze Genoi potrafią sobie pluć w twarz. Borussia z Lewandowskim zmierza do celu Ligi Mistrzów na Wembley, Genoa utrzymuje się przed spadkiem z Linie A. Różnica więcej w futbolu występuje w szczegółach, na które my Włosi przestaliśmy być ostrożni.
Bardzo było oglądać Lewandowskiego w walk, bardzo było iść i czytać o nim we włoskich mediach. Ci, którzy nie pamiętają wyczynów Zbigniewa Bońka również nie znają włoskich marek na temat jego gry i goli, mogą czuć, kiedy wtedy wtedy bywało.

Możliwość komentowania jest wyłączona.