Jak zwykle nieszczęścia chodzą parami..

sport

Pep Guardiola wykazał się zbyt chwila elastyczny w dwumeczu z Realem. Oraz dziś w tym widzę główną przyczynę porażki 0:5. Jej kształty są o tyle duże, że nic goli Bayern stracił po stałych elementach gry niż po kontrach. A jednak niby tajną bronią Królewskich planowały być inne szarże Cristiano Ronaldo, Garetha Bale’a, Karima Benzemy, Angela Di Marii, gdy rywali będzie trochę z końca, natomiast nie sytuacje, gdy pole karne będzie pękać w szwach od nadmiaru piłkarzy w czerwonych koszulkach. Oczywiście nikt nie mógł wybierać trafień CR7 z rzutów wolnych, pewnie nieco w okienko niż szczurem pod murem, przecież nie brano pod uwagę zagrożenia po dośrodkowaniach ze będącej piłki. Bohaterskie wyczyny Sergio Ramosa rozstrzygnęły losy półfinału. Mnie Bayern bardziej zawiódł jako liczba ludzi niż zespół. Przegrać wychodzi z grupą.

Tejże nie zabrakło piłkarzom Bayernu po gwizdku sędziego Pedro Proency, ładnie poprzybijali piątki z Królewskimi na zabiegu boiska, do pomeczowego wywiadu ze mną powstał z cierpkim wprawdzie uśmiechem, ale honorowo Arjen Robben a nie odpowiadał półgębkiem, lecz swobodnie oraz dokładnie. To Holender zresztą pozostał poza podejrzeniem, wytrzymał ciśnienie, był najłatwiejszym piłkarzem Guardioli. U różnych w trakcie meczu frustracja brała jednak górę nad zdrowym rozsądkiem a delikatnymi manierami. Apogeum niesportowej złości wykazał oczywiście Franck Ribery, ale rano oraz później nakręcali niebezpiecznie się jeszcze inni. Głównie Mario Mandżukić, który pozbawiony podań i okazji na gola zainteresował się podwórkowymi przepychankami. Najbardziej dostawało się Daniemu Carvajalowi, potem Angelowi Di Marii, Sergio Ramosowi oraz Pepe. Dobrze ten mecz prowadził sędzia Pedro Proenca. Ignorował zaczepki i małe spinki między piłkarzami. Szedł na pewną grę. Dobrze ocenił atak wślizgiem Dantego w nogi Cristiano Ronaldo. Brazylijczyk był spóźniony, ale atakował piłkę, nie kostkę. Fart sprzyjał Ronaldo, bo występ w rezultacie Ligi Mistrzów także w Brazylii wisiał na włosku. Wtedy jest odpowiednio ten drobiazg, który stanowi o kolorze kartki. Portugalczyk zdążył oderwać stopę od murawy, uniknął poważniejszych obrażeń, bo gdyby zarył w idealnie przystrzyżonej trawie, staw rozpadłby się na sceny pierwsze. Przypadkiem, bez grama parszywej złośliwości. Wielkie więc brawa dla sędziego za wszelki mecz. Niby prosty do zarządzania patrząc na produkt, ponieważ jednostronny, ale jednak wielokrotnie złożony.

Poniekąd dużo się stało, iż Bayern odpadł. Na że to poradzi Robertowi Lewandowskiemu wejść do szatni i jedenastki mistrzów Niemiec. Misja Pepa Guardioli z powodu była niezwykle trudna. Potrójna korona Bayernu z Juppem Heynckesem zadarła poprzeczkę pod chmury. A przecież udało się polecieć dość wysoko. Potwierdzanie zwykle jest następstwem zdobywania. Na jednym zakresie w współczesnym okresie Bayern w Europie się nie utrzyma, tylko z lipca może znów kształtować się do ataku na z góry upatrzoną pozycję. Już z Lewym w składzie a być może z dodatkowym Pucharem Niemiec w kolekcji. Ostatni tydzień to istotny etap dla Pepa Guardioli jako trenera i człowieka. Strata przyjaciela Tito Vilanovy, skoro tak zależę ich uważać oraz porażka zawodowa wpisały się w starożytne porzekadło, iż nieszczęścia chodzą parami.

Pep Guardiola dotarłem do bandy. Stawał się niewolnikiem zamiłowania do doskonałości. Ale kto powiedział, że dominowanie przeciwników za wszą cenę to ostatnia droga. We całym co czynimy istotna jest równowaga. Bayern chciał zagrać na Santiago Bernabeu jak u siebie. Prowadził grę, pokpił dar od losu jakim jest główny mecz na wyjeździe w półfinale Ligi Mistrzów. Przegrał i nawet gola nie strzelił. A potem dostał tęgie manto na oczach całego świata. Natomiast ten świat się wcale nie zawalił. Lista osiągnięć Guardioli w Niemczech będzie się wydłużać. Hiszpan wymaga jednak uwolnić się od bandy, na którą siebie wrzucił.

PS. Brawa dla Carlo Ancelottiego, faceta, jaki w kształcie Jose Mourinho, Pepa Guardioli, nowej fali trenerów jak Diego Simeone, Brandan Rodgers, Jurgen Klopp pakuje do naszego życiorysu wielkie sukcesy. Gdy w dziedzinie wywiadów spoglądał na Włocha, wyczułem w nim trenera, jaki musi stanowić w szatni bardzo ceniony. Potrafi zażartować zamiast usilnej motywacji, sprzedać piłkarski kit, zdjąć presję i mistrzowsko rozegrać dwumecz o finał Ligi Mistrzów. Co będzie dalej? W Lizbonie to pewnie Real będzie musiał budować, bo rywal zapowiada się raczej z modelu tych, którzy uwielbiają kontry. Ancelotti z Zinedinem Zidanem lekarstwo na pewno wymyślą.

Możliwość komentowania jest wyłączona.