Jestem liderem a nie mam żadnego tytułu

sport

Gubię się w piłkarskim świecie. Albo więcej warte jest chronienie czy atakowanie? Piękne rozgrywanie piłki czy porywające kontraktaki z dalekiej defensywy? Utrzymanie się na nogach, kiedy w polu karnym sprowadza się dla napastnika okazja do nurkowania czy szukanie faulu oraz jedenastki za wszą cenę? Wybicie piłki w aut, gdy ktoś zabiera się z bólu czy nieprzerywanie dobrej prac? Zmierzanie do prania goli nade wszystko czy kunktatorstwo oraz liczenie potem na potknięcia innych?

W poniedziałkowy wieczór współczucie dla Liverpoolu wiązało się oraz piekło na ciepli z irytacją. Poślizg i potknięcie z Chelsea, która w Licznej Czwórce była najwartościowsza w bliskich meczach, potraktowałem jako mów naturalną. Nie inaczej czuł się Man City czy Arsenal, ten nawet mimo remisu bez goli obok siebie, ostatecznie może zawierał się najgorzej po ciężkim laniu 0:6 na Stamford Bridge w rewanżu. Jednak na Selhurst Park takiego „kambeku” Orłów a oczywiście słabej i młodej, podwórkowej wręcz obrony The Reds się nie spodziewałem.

Tak legło gruzach wielkie marzenie, pielęgnowane w sercach z dumą od 24 lat. Anie istniał obecne dobry czas, gdy kolejne pokolenia piłkarzy i bogaci przedsiębiorcy nie potrafili zbliżyć się do kupienia z 1990 roku. Tytuł przepadł, dotychczas nie na pewno, ponieważ jest obecna chwila na ostatnie, by trochę się odmieniło. Ale toż kwestia wielokrotnie złożona, zależna o tyle od The Reds, iż muszą pokonać Newcastle, choć jednym golem oraz oczekiwać na pewną wpadkę – porażkę City w dwóch meczach. Pozycja lidera Liverpoolu nie przechodziłaś w tym terminie tak trudnego smaku.
Nie ufam, że Manchester wypuści tytuł z rąk. Stawiałem przed startem rozgrywek na City po zmianie menedżera z gorącego oraz delikatnego Roberto Manciniego na mądrego i pokojowego Manuela Pellegriniego, tym bardziej po transferach Inżyniera. Tylko w trakcie rozgrywek zakochałem się w Liverpoolu. Brendan Rodgers doprowadził do perfekcyjnej wręcz momentami równowagi między polotem, fantazją i snajperskimi popisami duetu SAS przy wsparciu Raheema Sterlinga oraz Phillipe Coutinho, oraz rzetelną defensywą z bardzo skutecznym Martinem Skrtelem w obu kierunkach, bezpardonowym Jonem Flanaganem oraz dobrze wyprowadzającym piłkę z defensywy, choć niezgrabnie obracającym się Mamadou Sakho. Do tego uzyskało rewelacyjne wykorzystywanie stałych elementów sztuki oraz dwucyfrówka Stevena Gerrarda. Mecz Liverpoolu gwarantował w współczesnym sezonie coś ekstra przy starciach innych klubów.

Gdy skończyłem komentarz po najwspanialszym meczu, który komentowałem, gdy Liverpool podczas obchodów rocznicy Hillsborough na Anfield pokonał po thrillerze The Citizens 3:2, nagle ktoś trącił mnie w plecy. Odwróciłem się i zobaczyłem starszego Człowieka, który wyglądał w domowym rodzaju w wężyku do opuszczenia trybuny. Cały okres było mocno, więc tylko pokazał na pomysł meczowy z linią kapitana Stevena Gerrarda na okładce. Dałem porozumiewawczo znać, że usuwam ze sobą na pamięć. Zawód w przeszklonych jeszcze od łez radości oczach był tak głęboki oraz silny, że odwróciłem się oraz dał ten niesamowity dla nas obu program starszemu jegomościowi. Wyglądał jak młody chłopiec, który zdobył wymarzony prezent. Dorzuciłem w bonusie lekko pobazgrane narodowościami piłkarzy sklepy z logo The Reds oraz przybiłem serdeczną piątkę. Wtedy każdy fan Liverpoolu czuł się prawdziwym mistrzem.

Ale doświadczenia na Selhurst Park definitywnie sprawiły, iż puchar za tytuł znów wylądował za dużą, pancerną szybą. I pewno będzie zdobił gablotę innego klubowego muzeum niż toż z Anfield. Bezcenne dla mnie natomiast były reakcje Daniela Sturridge’a i Luisa Suareza po każdym golu. Zabawę w rozwoju z piłką pod pachą w miejscowość środka boiska. Trochę kiedy na podwórku, gdy chwila na boisku obleganym przez mężczyzn z nowych bloków kurczył się jak ukochana koszulka meczowa wrzucona nieopatrznie do pralki na 90 stopni razem z pościelą. Jak w konkursu marka na jakość o tytuł mistrza szkoły. Jak podczas najdłuższej przerwy, gdy zamiast na obiad w stołówce spieszyło się na piaszczyste klepisko. Sama zdobyta to stanowiło zbyt mało, uważało być wyjątkowo, żeby nadrabiać bilans bramkowy. Piękne, rzadko spotykane podejście. Znam jaki istnieje futbol, znam śpiewki trenerów z szatni, czuję kaca moralnego, który prowadzi The Reds. Spokojnie, wystarczyło zatrzymać się na 3:0, utrzymać czyste konto bramkowe, pobronić, może skontrować, nie dać się ponieść emocjom i umiejętności, niech się City wykaże pod wielką presją w środę i niedzielę. A tu drugi gol dla Orłów tak z kontrataku po pewnym fragmencie dla Liverpoolu. Takie straty bolą najbardziej, rozwalają na całej rodzinie. Było tyle miejsc, by faulować Yannicka Bolasiego, ponieważ czym stanowi żółta kartka przy cenie takiego remisu? Ustąpili pierwszeństwa, to poleciał oraz ciągle zaliczył asystę wypluwając płuca po długim rajdzie.

Pierwszy gol Damiana Delaney’a to wysoki przypadek. Rykoszet od Glena Johnsona zmienił średni strzał w cudo. Wtedy istniały obecnie jednak niewybaczalne błędy obronne. Tak i dobra akcja Palace na 3:3. Dwight Gayle, sam z bliższych zawodników beniaminka, głównie rezerwowy, wbił The Reds hattrick w dwumeczu. Najpierw honorowo na Anfield i dwie bramki dorzucił również honorowo w Londynie. Ponieważ Orły dokładnie tak zagrały. Hats off przed drużyną Tony’ego Pulisa. A łzy Luisa Suareza, który dogonił niezawodnych Alana Shearera i Cristiano Ronaldo w tabeli strzelców Premier League, mogą też zetrzeć z policzków Urugwajczyka nieoczekiwane na razie uśmiechy piłkarzy oraz dyrektora Liverpoolu. Za nami już 24 zmiany lidera w obecnym okresie. Mogą być też maksymalnie dwie po całych meczach. Moja naiwność idzie pod rękę z nieprzewidywalnością Premier League. Moje suche prognozy przedsezonowe stają naprzeciw typowaniu emocjonalnemu. W głównej rozgrywce o tytuł zostało nam pięć drużyn. Poza głównymi zainteresowanymi także Aston Villa, West Ham oraz Newcastle. Każde w podobnej sprawy kiedy Crystal Palace. Niby na niczym im szybko nie zależy. Poza zwyczajnym wygrywaniem.

Możliwość komentowania jest wyłączona.