Koniec podziałów

sport

Okradziono nas z tematów (oczywiście z połowy).
Czy powinno rzeczywiście być, że dziś mam tylko część tego, co był wczoraj (opowiadamy o punktach, nie o pieniądzach, choć i zestawienia do waluty się zdarzały)?
Kto tak dalej gra poza nami? Ale to absurd (w mistrz polskiego pomysłu mało kto wierzy)!
Takich i dodatkowo innych pytań, oraz właściwie zarzutów, przeczytałem w dzisiejszych dniach dziesiątki. Wszędzie: w internecie, w gazetach, lub również na twitterze, gdzie podjąłem grę w obronie pomysłu, który mnie sam podoba się bardzo natomiast toż od samego początku. Trafia do mnie argument o siedmiu szczególnie istotnych konkursach na efekt sezonu, o tym, że nasz piłkarz wreszcie zagra kilka spotkań pod większą presją. Nie narzekam na bardzo meczów w momencie, bo uważam z lat, że kreuje się u nas zbyt mało – a jednak my dziennikarze narzekać powinniśmy, ponieważ musimy nagle obsłużyć 23% kolejek więcej niż przed reformą. Nie wydaje mi zresztą narzekać także jako absolwentowi kierunku ekonomicznego, jednak nawet ktoś, kto miejsc z marketingu oraz ekonomii nie miał, powinien zauważyć, że klubom przybędzie pieniędzy.

W najdoskonalszym momencie sezonu – jak za oknem świeci słońce, i wszystek mecz przypominać będzie delikatny finał – skarbnik klubowy dostanie szansę podwyższenia budżetu o odpowiednich kilkaset tysięcy. Właściwie to chyba na przykładzie Jagiellonii, która najdłużej balansowała na bardzo cienkiej linii dzielącej grupę mistrzowską od spadkowej. Gdyby Bekim Balaj precyzyjniej uderzył głową w samej końcówce, ludzie w Białymstoku liczyliby punkty brakujące do miejsca na podium (4), zamiast niespokojnie wyglądać w dół (tylko 5 oczek przewagi nad strefą spadkową). Na daleki biegun ekstraklasy nie przyjeżdżałyby teraz Piast, Zagłębie, Śląsk i Korona, a Legia, Lech i Wisła. Różnicę zobaczy nie tylko klubowy skarbnik, jaki mógłby szybko przygotowywać komplet biletów i wynosić zyski płynące z tzw. medialności. Na plus zapisze wprawdzie jeden mecz więcej, jednak i tak pudło Albańczyka wycenić chodzi na prawdziwych kilkaset tysięcy złotych. Oraz kto wie, czy nie wyżej – w sukcesu spadku Jagiellonii z Ekstraklasy (mało prawdopodobne, ale przecież pewne), ten strzał kosztować że nawet kilka milionów! Więc jeżeli sam poziom rozgrywek aż takiej akcji nie gwarantuje, to warto uzupełnić ją kilka sztucznie.

O reformie napisano już zresztą tyle, że znacznie że o coś innego. A jednak z istotniejszymi wnioskami o poczekać nie tyle nawet do końca sezonu, co do drugiego. By zobaczyć, jak kluby skończą się do ostatnich rozgrywek oraz jakie wnioski wyciągną z ważnych. Jak zainwestują dodatkowe pieniądze i albo jeszcze ci gorsi przez parę miesięcy będą się pocieszać, że cele a oczywiście zostaną podzielone. Chyba iż… punkty dzielone żebym nie były!

Przyszedł mi do głowy wpływ na zmianę kosmetyczną, która jednak wielu krytykom wybiłaby z ręki środek w perspektywie argumentu o „kradzieży połowy punktów”. Cóż, można przyjąć go za odpowiedzialny bądź szalony… Zmieńmy zmianę, która wielu podzieliła, poprzez… skasowanie podziału. Legia ma 63 punkty? I niech tak pozostanie w kolejce rewanżowej, po co ktoś ciągnie się śmiać, iż po 30 meczach ma tylko 32 punkty! Niech Lechia ma 40 punktów oraz Cracovia 39, nie zabierajmy też Widzewowi połowy jego dostępnego dorobku. Uznajmy za to, iż w trudnej rozgrywce zwycięstwo i remis tworzyć się będą… podwójnie. Zwycięstwo za 6 punktów, remis za dwa, ponieważ przecież skala trudności rośnie. Różnicy w realizacji nie będzie żadnej, i gdy polepszy się stan ducha…

Będziemy kluczowym chyba krajem, gdzie za wygraną opłaca się aż tyle, jedyną taką ligą! Pojawią się wygrane za sześć punktów (i mecze określane przez trenerów, jako takie za… 12 punktów?!) i nikt nikomu niczego po pierwszej porze nie zabierze. Zniknie też problem nieparzystej liczby punktów przed 30. kolejką i dylemat drużyn, którym remis nic po podziale nie daje: punkt jeszcze będzie elementem! Jeśli taka zmiana pomoże lepiej czuć się „okradzionym” oraz „podzielonym”, jeżeli sprawi, że tak poczują się ci, patrzący w tabeli sto lub więcej punktów, zamiast zaledwie pięćdziesięciu kilku…

Możliwość komentowania jest wyłączona.