Kres wytrzymałości

Były szumne zapowiedzi zdobycia piłkarskiej korony Himalajów, zakończone bolesnym upadkiem z ważnej wysokości tuż przed szczytem w niedzielną noc. Ostatnie brakujące ogniwo w galerii triumfów La Roja stało w Brazylii. Jak więc nic złego, wszak triumfator tej moim przekonaniem sztucznej imprezy nigdy potem nie zdobył Mistrzostwa. Problem w niniejszym, iż lekcja udzielona przez gospodarzy wykazała się dotkliwie bolesna, czego dowodem były miny Ikera Casillasa oraz obsługi po tym gwizdu. Szok na ich twarzach wyglądał iście filmowo.

Następnego dnia hiszpańskie media, w badaniu pocieszenia, dotarły nad filozoficzne wody. Ważna oraz praktyczna lekcja – tak brzmiały konkluzje. Pytanie tylko, jakie wnioski z niej powinno się wyciągnąć. Tak, jak sama jaskółka wiosny nie czyni, tak jeszcze nie powinno się wyciągać pochopnych wniosków z jednej, acz szokującej rozmiarami klęski. Jak jednak połączy się następujące fakty: klęska Barcy z Bayernem – tiki taka – sześciu, a klimatem oraz ośmiu piłkarzy Dumy Katalonii w podstawowym składzie kadry, wtedy potężna pokusić się o lekkie a jedno narzucające się wnioski. Przeciwnicy hiszpańskiej dominacji już świętują koniec hegemonii. Być zapewne posiadają rację, ponieważ już ponad czteroletnie dominowanie w warunkach współczesnego futbolu to zrobienie wyjątkowe. Jeśli weźmiemy pod opiekę skład La Roja z 2008 roku oraz dziś, to właściwie zmian tam całych nie widać. Niestety stanowi również przecież tak, jak myślą niektórzy, że u Hiszpanów zawiewa piłkarską geriatrią.

Tylko Xavi z kadry na Puchar Konfederacji obowiązuje w tzw. ci okres profesjonalnej kariery. Reszta istnieje w kwiecie piłkarskich możliwości. Nie znajduje oraz do mnie argument o nasyceniu czy nawet przesyceniu zwycięstwami i triumfami. To oczywiście, jakby ktoś powiedział, że Barcie się nie chce, bo ostatnio zdobywała wszystko, co było do uzyskania. Wiemy dobrze, iż we nowej piłce to co istniałoby w miesiącu, w czerwcu już jest oceniane jako historia. Cykl cały czas się odnawia, a możliwość ochrony tytułu (pamiętajmy udało toż się tylko Włochom przed wojną oraz Brazylii w 1962 roku) jest wyzwaniem wyjątkowym, tym szczególnie, że finał odbędzie się na Maracanie. Hiszpanom wybiera się chcieć, choć przyznam, iż po meczu z Brazylią zadałem sobie pytanie, czy nie oddało się wykrzesać z siebie wiele, zwykle w odniesieniu do klub wolicjonalnych.

To suma to zawsze sama strona medalu, drugą natomiast jest istotne ocenienie potencjału oraz taktyki wykorzystywanej przez La Roja. Na wczesny plan rzuca się wspomniana tiki-taka. Nie jest zatem kropka w kropkę schemat Barcy przeniesiony na kadrę, ale podobieństwa są wielkie a nie ma co się dziwić. Drużyna budując się w grupy kreacji na zawodnikach z Camp Nou, siłą prace musi brać podobne rozwiązania, ponieważ one, co stanowi rzadkością na okresie współczesnych reprezentacji, są realizowane płynnie, naturalnie, na znacznie wysokim stopniu dokładności. Ten stereotyp jest te typowy dla innych piłkarzy spoza katalońskiego układu. Zauważmy, że Silva, Mata, Cazorla czy Navas sposobem zabawy oraz warunkami fizycznymi idealnie dopasowują do tworzonej taktyki. Nawet jeżeli nagle Vicente Del Bosque dokonał rewolucyjnej przebudowy, więc oraz właśnie kolejni do gry młodzi piłkarze, jak Isco, Thiago czy Muniain funkcjonują w bardzo odpowiedni sposób. Takich piłkarzy wychowuje Hiszpania, będących takie (czyli skromne), zaś nie inne warunki fizyczne. Wobec tego tylko taktyka oparta na myśli: „to my jesteśmy piłkę” wpada w atrakcję. Dotąd nic piękniejszego na ostatnim tłu nie wymyślono. Pomocne w tym stanowisku jest pytanie, bądź nie da się tego klucza gry realizować na coraz większym poziomie? Myślę, że da (byliśmy tegoż wielokrotnie dowody) zaś w współczesnym miejscu wchodzą już dane na scenę.

To aktualnie największy chyba dylemat selekcjonera, bo wybór tego, i nie innego powodzenia że dużo dużo zmienić w systemie gry. Oczywiście gros znaków zapytania dotyczy nowej rodzin i ataku, jednakże w współczesnym drugim wypadku wtedy widać stanowić problem innego sposobu: nie kto na pracę klasycznej dziewiątki, a lub w ogóle tą rolę warto zachować. W Barcie brakuje klasycznego środkowego napastnika. Jak wiemy uważa zatem znane mocne, ale i liczne słabe strony. Tyle tylko iż tam jest Messi, i tu go nie ma. Dotąd opcją optymalną wydawał się być David Villa, tyle, że nasze powszechnie kłopoty klubowe uwolniły się na jego jakości. Pozostali czy nie pasują do budowy (Torres czy Llorente), czy nie gwarantują odpowiedniej jakości (Soldado). Niestety prosty wybór z pominięciem typowego napastnika więcej nie istnieje w jakimś przypadku możliwy. Mecz z Brazylią pokazał, że chroniący się wielkimi mocami, agresywnie, będący widoczną przewagę siły przeciwnik poradzi sobie skutecznie z wianuszkiem filigranowych pomocników. Może wtedy w takim starciu rozwiązaniem byłby właśnie silny, absorbujący nieustannie uwagę obrońców Llorente (właśnie w starożytnej wysokiej jakości). Nie trzyma te gotowych różnic w wypadku innej linii. Najłatwiej wystawić kwartet barceloński także taki te wariant na doczepkę z Matą widzieli w efekcie. Niekoniecznie zawsze to rozwiązanie pewne, ponieważ prawdziwa kostka Rubika z myśleniem treści na Mundial zachodzi w odniesieniu do konstrukcje oraz ważnej wartości dla świata jej byłego lidera – Xaviego. Jeśli mózg działa coraz słabej, jest cały organizm. W wypadku Xaviego regres sił fizycznych, jednak przede wszystkim spadek potencjału kreacyjnego jest ważny gołym okiem. Owszem Ósemka nadal dowodzi, nadal rozdziela piłki, wykonuje stałe fragmenty, ale przerwa w niniejszym zaraz tego pierwiastka geniuszu, totalnego zaskoczenia, tego, co sam określam mianem piłkarskiego matrixu. Jest szansa, że lider Barcy wróci do tradycyjnej dyspozycji, ale gwarancji na zatem nie posiada żadnych. Dla zaskoczenia rywali (głównie tychże z topowej półki) być że potrzeba redefiniowania sposobu gry środka pola, albo znalezienia „kopii” Xaviego. Pytanie tylko, kto pewnie go „zmienić”. Tutaj pojawia się jedno nazwisko – Cesc. To obecnie jedyny gracz o zbliżonym profilu, potrafiący operować na bliskich polach boiska. Żyć chyba taż praca powinna stanowić nawet zdublowana: miast jednego Xaviego, Cesc dajmy na obecne z Silvą, choć ktoś może zaraz powiedzieć, że to o jakiś grzyb w barszczu zbyt bardzo.

To zaledwie dywagacje, takie może coś taktyczne filozofowanie. My dziennikarze posiadamy tenże komfort, że potrafimy się w współczesne zajmować. Vicente del Bosque musi zawsze znaleźć format, który po prostu zadziała, pozwoli Hiszpanii obronić tytuł. Podczas tego Euro dokonywał czasem dziwnych posunięć, momentami zaprzeczających taktycznej logice (np. nowości w pojedynku z Chorwacją), ale więc one paradoksalnie pozwoliły odnieść zwycięstwo. Dziś nastąpił w obliczu największego wyzwania (tematów jest daleko dużo niż opisałem, ot choćby obsada prawej ochrony, gdzie Arbeloa nie daje rady, zaś nie jest również dobrego zmiennika). Wierzę jednak, iż mu zdoła, bo czuje, że nad Del Bosque świeci szczęśliwa gwiazda.

Możliwość komentowania jest wyłączona.