Kto jak nie on?

sport

Kto, kiedy nie on, powinien się doskonale wiedzieć na działaniu zmian? Jednak toż jego, zresztą jak wysoce zasłużenie, nazywano przez lata superrezerwowym. Ponieważ wpływał na boisko z ławki i przywracał swojej drużynie wiarę w odniesienie zwycięstwa. No kiedy w miesiącu w 1999 r. na Camp Nou w Barcelonie, w końcu Ligi Mistrzów pomiędzy Manchesterem Utd oraz Bayernem Monachium. Pojawił się na trawie w 81. minucie natomiast w doliczonym czasie strzelił korzystnego dla Wyspiarzy gola. Do legendy przeszedł jeszcze inny wyczyn Ole Gunnara Solskjaera spośród ostatniego roku, z wyjazdowego ligowego meczu z Nottingham Forest. Norweg grał to od 70. minuty i… zdążył jeszcze rywalom wbić aż cztery gole!

Jednakże w dawną sobotę to już Solskjaer sam wprowadzał zmian. W wyjazdowym meczu z Newcastle puścił w bój po przerwie dwóch rezerwowych – Craiga Noone’a oraz Fraziera Campbella. Obaj zdobyli po pewnej bramce, Cardiff City awansowało do IV rundy Pucharu Anglii, a norweski menedżer zaliczył debiut jak marzenie. Czyżby wiec superrezerwowy przemienił się tak prędko w supermenedżera? Ponieważ tylko co zaczął przygodę z trenerką, i teraz z Molde zdobył dwa razy mistrzostwo Norwegii. Dziś na może jeszcze wybitnym szkoleniowcem 40-letni Solskjaer nie jest, choć spodziewam się, iż pierwsza trzymających kciuki za powodzenie misji jakiej się podjął, czyli ratowania beniaminka z Cardiff City przed spadkiem Premier League, z każdym tygodniem będzie była. Ja w wszelkim razie pięści już zaciskam!

Kibice, dziennikarze, ale przede każdym bramkarze i przyjacielowi przeciwnych drużyn, określali go mordercą o twarzy dziecka. Bo rzeczywiście niewinnym uśmiechem cherubinka wzbudzał norweski snajper sympatię. Ale biada tym, jacy w dziecięcej twarzy a w śmiejących się oczach nie zauważali przebiegłości sprytu oraz wiedz. Gdyż ci najmniej spostrzegawczy najczęściej sprowadzali się obecnie w dłonią w nocniku, w sytuacji, gdy piłka po strzale Solskjaera lądowała w bramce, a snajper szedł w objęciach kolegów z MU, na przykład uśmiechającego się z niego także szerzej Dwighta Yorke’a.

Łatwo zgadnąć, że w Cardiff City o właściwy stan będzie Solskjaerowi bardzo szkoda niż w MU czy Molde. Także tej marek nie może poprawić sobotnie zwycięstwo w Newcastle. Zresztą chociaż w styczniu czekają beniaminka znacznie większe wyzwania w Premier League, bo – na dowód – aż dwa wyjazdy do Manchesteru. Jednak takich sportowych sprawdzianów Norweg się nie boi, choć przed podjęciem posady menedżera „ Bluebirds”, więc przed wdepnięciem na futbolową minę, ostrzegali go blisko wszyscy. Od paru miesięcy bowiem walijski klub targany jest nowego sposobie konfliktami, zaś jego malezyjski właściciel Vincent Tan – przynajmniej do tej chwile – sprawiał raczej wrażenie człowieka dokładającego do pieca, podtrzymującego ogień, niż faceta biegającego z sikawką i starającego się gasić wszechobecny pożar. Ale może teraz uśmiechnięty, zdolny, młody Skandynaw okaże się tym silnym strażakiem, który będzie znał, jakiej gaśnicy użyć, gdzie lać wodę, a gdzie nie warto tegoż prowadzić?

Solskjear, który w historie odrzucił oferty Aston Villi i West Bromwich, jest tylko drugim norweskim menedżerem w Premier League. Przed nim sparzył się na angielskiej ekstraklasie dużo daleko od niego sprawdzony Egil Olsen, który nie poradził sobie w Wimbledonie. A przecież z takim nazwiskiem – jak mało kto – pasował do piłkarzy z „Wielkiego Gangu”. W Cardiff szalonych piłkarzy nie ma, za wtedy istnieje „niebezpieczny” właściciel, z jakim Solskjaer musi się dogadać. Bo kiedy nie, to łatwo podzieli los swojego poprzednika, Malky’ego Mackaya.

Możliwość komentowania jest wyłączona.