Na start dla biegacza

sport

Gdy skończyłem kopać piłkę zawodowo, postanowiłem przebadać serce. Rodzina zaakceptowała plan, potrzeba było zaprezentować go na forum, ponieważ impreza powtarzała się dość kosztowna. Duża kwota na pakiet „Dzień dla serca” w własnej klinice zakręciła się koło 1500 złotych. Nic innego, że mój entuzjazm opadł, przecież ja byłem zawsze zdrowy jak koń. Fakt, jak dziecko dostawałem znienawidzone zastrzyki w tył z debecyliny (teraz już zabroniona!), zżarłem dziesiątki różnych antybiotyków, w wieku przedszkolnym moim najgorszym Kumplem było zapalenie ucha, Koleżanką angina, gorączki chętnie rozpędzały słupek rtęci do 40 stanów i mało prostych. Spociłem setki piżam, kołder, poduszek. Jako mężczyzna i dorosły grałem niedoleczony, przeziębiony, podczas kuracji antybiotykowych. Powikłań żadnych nie było, trochę tylko wyższe tętno, mocniej zatykało, w całości wiadomo czemu. Biegałem, chorowałem, kopałem, zdrowiałem oraz był dobrze. Wysoka wartość badań 30-letniego już Marcina, mnie przystopowała. Ale rodzinne zaufanie i zrzutka (czapka z osoby przed Teściową) pchnęły mnie krok dobrze. Obecne stanowiły doskonale zainwestowane kapitały w moim byciu.

Kardiolog dwa tygodnie później poprosił mnie, żebym usiadł, przed nim był gruby plik papierów. Zatem byłem ja, a właśnie moje serce w sytuacji pisanej, wykreślonej zmiennymi, warunkami do norm, magicznymi projektami i komputerowymi bazgrołami. Lekarz zapytał: „W którym celu „młody” człowiek decyduje się na takie pytania?”. Opisałem powyższy akapit. Z ciekawości jak mój organizm zasilany nadwyrężaną pompą zniósł 30 wiosen. Jak zniesie kolejne. Trwała dokładnie ta droga trzydziesta pierwsza. A ja tworzył własną nową pasję, swoje nowe plany oraz potrzebowania. Bieganie opanowało mnie do szaleństwa.

Dwa tygodnie wcześniej pojawiłem się w klinice. Wszyscy bardzo intensywni, w celu placówka prywatna, cena umowna konkretna, termin nieodległy. Dominowało zdziwienie, iż przyszedł „młody”, wysportowany człowiek bez skierowania ze szpitala. To „zdrowy” prześladowało mnie podczas ostatnich pytań na jakimś kroku. W badających oczach lekarzy, laborantów, pielęgniarek, nawet recepcjonistki. To istniał już gotowy, żeby przetrwać, przelew poszedł. Ruszyłem po gabinetach i piętrach. EKG, echo serca, próba wysiłkowa, krew w ilościach ponadnormatywnych, wywiad środowiskowy, mierzenie tętna spoczynkowego, wreszcie dwa holtery równocześnie oplotły moje ciało. Jeden ciśnieniowy, drugi monitorujący pracę serca. Ten idealny pompował się, burczał nieznośnie co pół godziny poprzez całą dobę. Mieszkał w zakładu oraz sprawiał hopla. Chciałem go zrywać, ale wygrywało przekonanie, iż to tylko pewien dzień. Noc do niczego, raczej stanie na wznak. Oraz słuchanie burczenia. Oraz uczucie nacisku na bicepsie. Drugiego dnia wreszcie jazda na rozliczenie sprzętu. Uff.

Dwa tygodnie później kardiolog poprosił mnie, żebym usiadł. Znacie już o co zapytał, znacie już moją odpowiedź. Wytłumaczył skąd zainteresowanie. Po pierwsze, bo byłem jego liczbom elementem homo sapiens, który zgłosił się sam, z swej nieprzymuszonej chce oraz ciekawości. Po drugie, bo wyniki badań było ponadnormatywnie dobre. Po trzecie, ponieważ pewna prognoza oznaczona wykresem, przy moich produktach oraz zapisanych w problemie wiedzach o przebytych wadach oraz stylach (ich braku), klasyfikowały mnie na boku łańcuszka o nazwie „zawał”. Jednak lekarz zdecydowanie kładł wpływ na słowo „prognoza”.

Jestem biegaczem z nowego bieguna niż wielu uczestników ostatniego „Biegnij Warszawo”. Amatorem, który złamał „trójkę” w maratonie, który lubi bieganie nie za buty, markowe ciuchy i eleganckiego „dżipiesa”, nie za koszulkę z pakietu startowego, ale za przesuwanie granic. Czasem z górą, czasem bez. Przez cztery lata przeleciałem biegi nieosiągalne dla wielu. Czasy, które wykręciłem są ale moje, własne, nie muszę nikomu się z nich rozumieć, przed nikim udawać, niczego się wstydzić. To moje „życiówki”. Zawsze jednak nadwyrężałem, „gwałciłem” sportowo (piłkarsko, biegowo), wykorzystywał swój organizm. Ja nie umiem rekreacyjnie. Nie rozumiem które mam błędy w sobie, czy mój pakiet startowy (szkielet, serce, mięśnie, krwioobieg) nie zderzy się ze ścianą. Pomagam to sobie badaniami. Raz w życiu fundamentalnymi, dniem dla WŁASNEGO uczucia. Ale same serca moich bliskich, którzy odrobinę spokojniej patrzą jak przekraczam linię mety w Chamonix, Kuźnicach, Kaliszu albo po jakichś 42195. metrach w tempie 4:05 na kilometr. A dodatkowo regularnie sprawdzam kontrolnie krew oraz mocz.

Ludzie pytają mnie o maraton jak o bieg na „dychę”, bo przecież przebiegłem stówę. Oraz start na 10 kilometrów w moim przypadku traktują niezbyt serio. Ale ja się w ogóle nie spocę. Tłumaczę spokojnie, że aktualne nie dystans, oraz strategia, przygotowanie do stresów i otwarte tempo stanowią o zmęczeniu. Gdy lecę „dychę” grubo poniżej 4 minut na kilometr (życiówka po 3:35) jestem daleko, hen od strefy komfortu. Puls dołącza do 190 uderzeń na minutę, rozmowa to jedyna rzecz o której marzę, ścigam się z okresem, krokiem, myślami. Sam ze sobą na sam tak się mam. Sam więc płacę za siebie, grupę i owoc.

W „Biegnij Warszawo” nie wystartowałem. W „Maratonie Warszawskim” również nie. Nie istniał stworzony. Poleciałem do naszego lasu. Fakt, w obecną samą niedzielę, gdy zmarł Biegacz przebiegłem 19 kilometrów, ale można, w szerokim komforcie tlenowym. Na Ursynowie tydzień wcześniej kibicowałem maratończykom, jednak wybierał stanowić jednym spośród nich. Dałbym radę machnąć dystans królewski wolniej, bez przygotowania, do kolekcji. Dopiero po co? Pokazałeś się już, iż lokalu nie odda się zbudować z trzeciego piętra. Biegi nie uciekną. Ja potrafię nie dobiec.

Wszystek z nas podpisuje zdanie na swoją odpowiedzialność. Zaręcza za siebie. Sporo dokumentów podpisujemy bez czytania oraz poznania. Polecam list mojego Znajomego. Wszystkim Nowym, tym jacy do dychy tworzą się jak do najszerszego swojego biegowego wyzwania, ale te takim Mistrzom Klientom jak ja, jacy są dobrzy jak konie pociągowe oraz pełne rozumy pozżerali. Dotyczy wszystkich Miłośników tak toż. Co do pewnego. Zawodowiec wie co to ruch, badania, dieta, suplementacja, restauracja i spokój. Zna zasady, kolejność, stopnie ważności, proporcje. My Amatorzy się gubimy. Polskie prawo. Oto list Mikołaja:

„Kiedy przeczytałem wczoraj pierwsze doniesienia o śmierci biegacza na mecie największego ruchu w Polsce poczułem niewyobrażalną trwogę. Jak to dodatkowe, że właśnie straszna i szybka krzywda dotknęła samego z nas – pomyślałem. Oraz toż w dniu tak atrakcyjnego biegowego święta, w blasku słońca, w świetle cel zaś w burzy oklasków. I suma to niemalże równo rok po podobnej tragedii, która wydarzyła się podczas ostatniego maratonu poznańskiego. Taż może trochę spektakularna, bo nie na mecie, na odrobinę mniej medialnej imprezie, ale tak jedno kiedy taż przynosząca najgorsze – śmierć biegacza.

Zdążyłem tylko przeczytać, iż pracownik, który właśnie stracił działanie w Stolicy to zapewne dwudziestoparolatek, który przybiegł na czele stawki, a domniemaną przyczyną jego śmierci była wada serca. Dużo z biegaczy pomyślało sobie to pewnie, że na jego położeniu mógłby być jakiś spośród nas. Ja dodatkowo pomyślałem o czymkolwiek innym – w górze zakołatało mi wspomnienie nieprzyjemnego uczucia wywołanego poprzez mikro laser wpuszczony w klatkę piersiową przez tętnicę udową, jaki planowałem za zadanie usunąć zbędny nerw, nadprogramową drogę prowadzenia z samego środka mojego serca. Zatem stanowiło niemało lat temu, laser podołał, nerw został unieszkodliwiony, i ja dobrze mogłem być dwudziestoparoletnim biegającym chłopakiem. Dziś wiem, że posiadał furę szczęścia, bo gdyby nie sukces oraz czujni przyjaciele, mógłbym nigdy się nie dowiedzieć o wadzie, która leżała we mnie niczym tykająca bomba natomiast w każdej sekundy była pierwsza sprawić aby po prostu zgasł. Tak jedno kiedy człowiek, dla którego wczorajsza meta Biegnij Warszawo była nową w byciu.

Pragnę podzielić się tym dodaniem dlatego, że – jak nie widać – takich jak ja jest sporo. Ludzi, jacy w całkowitej nieświadomości każdym startem czy treningiem kierują nasze zdrowie i spędzanie na szali. Przy okazji tamtego zabiegu zapytałem kardiochirurga, który mnie operował, czyli w jego reputacji jestem faktem odosobnionym czy raczej jednym spośród wielu. Odpowiedział, iż żal to zauważy, ponieważ ludzie – w szczególności młodzi – sprawdzają się bardzo również oraz całe szacunki byłyby dokładnie intuicyjne. Ja aczkolwiek nie odpuszczałem oraz kończyć usłyszałem w sumie, że innego typu potencjalnie groźne choroby serca (często małe i trudno wykrywalne) potrafi posiadać nawet jedna osoba na dziesięć. Gdy dziś pomyślę, iż jest dosyć prawdopodobne, że dziesięć procent z ponad ośmiu tysięcy osób, jakie ukończyły wczorajsze zawody w zespole nie powinno uprawiać sportu, bądź przypominać obecne w prawidłowej komunikacji z specjalistą, czuję, iż należy coś zmienić. Oraz dlatego daję sobie tu zapytać każdego, kto będzie czytał ten artykuł: Kiedy ostatnio robiliście sobie dobre EKG? Czy choć raz w życiu odbyliście próbę wysiłkową?

Jak sam zlekceważyłbym te pytania, dziś wiem, iż duże badanie serca to stałe ABC każdego biegacza i najwspanialsza inwestycja w siebie a prywatny trening. Można przyjąć takie nawoływanie za nazbyt wzniosłe, ale uważam, że wszystek kto więcej o więc nie zadbał, powinien czym już zadbać o dobry przegląd serducha. Stanowimy więc winni temu nieszczęśnikowi, którego obecnie z nami nie ma. Niech jego niepotrzebna śmierć sprawi, że biegacze tłumie ruszą na gabinety kardiochirurgiczne z taką tąż pasją z którą szturmują dziś sklepy sportowe w poszukiwaniu nowych butów, ubrań i gadżetów treningowych.
ˆMikołaj Kowalski-Barysznikow

PS. Stanowię jedynym z cichych bohaterów tego listu, drinkom z kolegów, którzy założyli Mikiemu własny pulsometr na rozgrzewce przed superważnym halowym meczem w piłkę o nic. Aby sprawdzić, o czym mówi spośród obecnym prostym kołaczącym sercem. Jak zauważył pomiar tętna przy wspólnym truchcie to pukałem w zegarek, bo myślałem, iż się popsuł, zawiesił. Potem popukałem się w oblicze i powiedziałem Mikołajowi, że nigdy ze mną w nic nie zagra, choćby w warcaby, dopóki nie zbada serca. Dwanaście miesięcy temu przebiegliśmy „Maraton Warszawski” w 3:26, byłem zającem Mikiego. „Stracił” rok, że bardzo, zyskał całe życie. Zyskaliśmy obaj. Zadbajmy o nasz pakiet startowy. Niech najpierw odnajdą się w nim: badania, oraz następnie koszulka, broszurki, żel i mapka biegu.

Możliwość komentowania jest wyłączona.