Najdłuższy mecz w historii

sport

Rozłożona na dwa dni rozgrywka pomiędzy Galatasaray i Juventusem nie jest niczym innym. Co kilkoro lat sprowadzają się takie mecze na raty. 5 stycznia 2004 roku Real Madryt dogrywał 3 minuty meczu przerwanego przez fałszywy alarm bombowy. Był także mecz rozegrany w południe 20 kwietnia 1994, w jakim GKS Katowice powtórnie poszedł na teren by działać z Górnikiem. Kibice z Zabrza skandowali wtedy „zgaście słońce, zgaście słońce“. Była obecne wskazówka do awarii oświetlenia, o danie której oskarżano prezesa „Giesky”, Mariana Dziurowicza. W początkowym podejściu do tego etapu Zabrzanie prowadzili 1 do 0, to zdaniem kibiców (również więc nie właśnie tych z Zabrza) trafiło do aktu dywersji. Widziałem to pełnia i słuchałem z trybun stadionu przy Bukowej, nie dane mi lecz było sprawdzenie siedmiominutowej potyczki Dużych z Realem Sociedad. Siedmiominutowej, ponieważ arbiter Lizondo Cortes do trzech regulaminowych doliczył jeszcze cztery dodatkowe minuty. Żyć że wśród czytających te pojęcia znajdzie się ktoś kto 19 lat obecnemu był przy Bukowej. Zaryzykuję nawet śmiałe twierdzenie, że potrafi każdy polski fan był 5 stycznia 2004 na Santiago Bernabeu. Nie może przecież nie znajdziemy już świadków konkursie na części, który rozegrały w polskiej lidze ŁKS i Wisła. Spotkanie, o jakim chcę przypomnieć odbyło się w 85 lat temu. Nikt już nie opowie o tym meczu, natomiast na wesele to, co wydarzyło się między 15 sierpnia oraz 25 listopada 1928 roku zostało opisane przez publikacji oraz dostrzeżone we wspomnieniach legendy Wisły, Henryka Reymana.

Łodzianie grali o utrzymanie, Wisła o mistrzostwo również wówczas istnieje pewna spośród tych prace, jaka nie podlega dyskusji, inne pozostawiały autorom relacji dużo miejsca do samodzielnych interpretacji. Już na starcie prasa i kronikarze dzielą się co do frekwencji, która miała od 3, przez 4, aż do ponad 10 tysięcy widzów! Też było z przebiegiem meczu. Większość gazet pisała, że miejscowi grali brutalnie także temu zawdzięczali swą zaletę, ale warszawski „Ilustrowany Tygodnik Sportowy Stadjon” zachował zdanie odrębne, a łódzkie „Hasło“ pisało wręcz o tym iż krakusi symulowali. Faktem pewnym był natomiast wynik który „do pauzy“ (tak wtedy określano przerwę) brzmiał 2 do 0 dla ŁKS-u. Wszyscy także napisali, iż po zakończy Wisła zdobyła gola i równie zgodnie zwolniono z określenia, iż stanowiła owo „bramka kontaktowa“. Ten zwrot nie jest także czterdziestu lat, więc w latach dwudziestych dziennikarze sportowi nie mogli posiłkować się tym tytułem. Bramkę dla Wisły odnotowali wszyscy, jednak co do ostatniego kto ją doszedł także w której minucie zgodności nie było. W relacjach pojawiały się nazwiska Krupy i Czulaka oraz minuty 51. lub 57. Na obronę komentatorów sprzed lat przypomnę, że piękny zegar Omega który zdobił łódzki stadion aż do roku 1973 Przegląd Sportowy otworzył w roku 1932 . Chronometr był zapłatą za najlepszą ligową frekwencję. Jeszcze większym utrudnieniem był fakt, że działano wtedy bez numerów. Cyferki na plecach pojawiły się dopiero 10 lat później. Sędziowie w piłce nożnej w przeciwieństwie do zabaw amerykańskich absolutnie nie byli numerowani, to tym bardziej chętnie stanowiło o pomyłkę. Może zatem w gazetowych sprawozdaniach pojawiają się na zmian trzy nazwiska : Dudryka-Darlewskiego, Dudzińskiego i Bilora. Tak na logikę przewagę daję możliwości o gwizdaniu przez tego podstawowego. Dlaczego? Bo panuje w części relacji także jak jeden ma imię (Longin) oraz tytułowany jest inżynierem. Pozostała dwójka pozostała bez imion i tytułów. Kolejnym niezbitym faktem była poza sędziego. Prowadził zawody źle, choć dla jednych dlatego, iż pobłażał brutalom z Łodzi, oraz dla nowych, ponieważ zdarzał się nabierać symulantom z Krakowa. W 63 minucie (o tym zgodnie występowano we pełnych informacjach) sędzia podyktował rzut karny dla Wisły. Na boisko wbiegli kibice by wymusić na arbitrze zmianę decyzji. Było gorąco bo wymachiwano nie tylko pięściami i laskami; „Oficerowie wyciągniętymi szablami sięgali między zawodnikami w toku arbitra. Przestraszony sędzia odwołał swoją dotychczasową decyzję, a zadowolona publiczność wróciła na domowe stanowiska i mecz dokończono“ , tak określił obecną pozycję kronikarz ŁKS-u Jacek Strzałkowski (cytat z pracy „Łódzki Klub Sportowy 1908 – 1983“). Krytykowany za słabą pracę sędzia miał przecież głowę na karku. Pokazało się bowiem, że w momencie szturmu odgwizdał koniec spotkania, ale kibicom wmówił, że zmienił decyzję co do karnego i iż mecz męczy się dalej. W wygodnej odległości od łódzkiego stadionu inżynier Dudryk – Darlewski ogłosił, iż w pomeczowym protokole napisał, że zaraz po wejściu intruzów zakończył mecz, natomiast zatem co działo się dużo było jedynie rozgrywką towarzyską. Inaczej postąpić nie mógł, ponieważ jak tworzył „Ikac“ (organizowany w Krakowie Ilustrowany Kurier Codzienny) łódzka policja „oświadczyła sędziemu, że w razie wykonania projektu karnego nie bierze odpowiedzialności za jego bycie(!!)“. (Ilustrowany Kurier Codzienny, Kraków 20 VIII 1928, cytat za stroną historiawisly.pl ).

Później było zamieszanie wywołane poprzez prasę oraz PZPN. Związek zaskoczył wszystkich nie karząc łodzian walkowerem. Dziennikarze jak zwykle umieszczając się „na sprawdzonych źródłach“ ogłosili, że 27 brakujących minut zostanie dogranych na neutralnym stadionie. W świat poszła informacja, że miejscem dokończenia konkursie będzie Warszawa, oraz spotkanie zacznie się od rzutu karnego dla Wisły. Co do karnego mieli rację, ale reszta była zmyślona, bo wedle przepisów mecz trzeba dokończyć w tym jednym miejscu. Zdecydowano więc, iż ŁKS zostanie ukarany zakazem wejścia publiczności oraz zwrotem kosztów za powtórną podróż Wisły do Łodzi. Piłkarze poszli na murawę dopiero 25 listopada, więc już w trzy miesiące i 10 dni po pierwszym meczu. W tymże momencie rozegrano wszystkich 28 kolejek oraz zapadły też każde ważne decyzje. Wisła została mistrzem a ŁKS zajął 11. miejsce oraz utrzymał się w lidze. Miłości i… widzów lecz nie zabrakło. Łódzki klub nie sprzedawał biletów tylko… opaski dla porządkowych! Ta swoista karta wstępu kosztowała ogromną sumę 5 złotych. To nic bo zwykły mecz kosztował złotówkę, góra 1,50. Gotowych było daleko oraz rozprowadzono aż 450 opasek. Porządkowi zagrzewali swoich plus buczeli na Wisłę wraz z niewielu tysiącami widzów którzy powstali za bramką i zajęli mieszkania na platformach ustawionych za terenem stadionu. „Głos Polski“ podawał, iż sędzia, oraz był nim kapitan Baran z Doświadczenia, zaczął pojedynek z dwudziestominutowym opóźnieniem. Po gwizdku kapitana – sędziego do piłki ustawionej na 11 metrze podszedł podwójny kapitan – Wojska Polskiego oraz Wisły Kraków Henryk Reyman. „Stadjon“ podał, że najlepszy strzelec Wisły oraz ligi ćwiczył strzelanie karnego od miesiąca, ale bramkarz ŁKS-u Mila „przyczajony jak kot, przepięknie chwycił a wszelkim tchem jęknął – „jest“. Reklamowany przez gazetę „Echo“ jako „kiedy zwykle energiczny“ kapitan Baran nie wykazał się jednak starannością. Zdaniem krakusów piłka którą Henry Reyman strzelał karnego była za spokojna oraz niedopompowana. Na boisku obyło się bez ekscesów, jednak tenże konkurs był raczej farsą i kompromitacją organizatorów. ŁKS wykorzystywał na okres wybijając piłki w aut, oraz te głównie wracały na rynek w zostanie nie do użycia, ponieważ „odnerzy“ (czyli według terminologii sprzed ponad 80 lat porządkowi) wyglądali je gwoździami i szpilkami. ŁKS kradł czas, Wisła atakowała, ale Mila dalej używał w bramie oraz zysk nie uległ zmianie. ŁKS wygrał 2 do 1, co „Echo“ skomentowało jako kompromitację mistrzów Polski, którzy pragnęli wygrać przy zielonym stoliku. Bardziej obiektywnie zatrzymało się łódzkie „Hasło“ pisząc, że mecz przypominał trenenig na indywidualną bramkę i iż stara toż bramka ŁKS-u. Po spotkaniu Wiślacy wpadli w auta oraz poszli na boisko Turystów by rozgrać z nimi mecz towarzyski. Wisła pokonała dziewiąty zespół sezonu 4 do 0. Gazety nic nie piszą, albo za pokazowy pojedynek z Turystami Łódź Wisła wzięła pieniądze, pewne jest że nie otrzymała ich od ŁKS-u choć PZPN zarządził, iż właściciele mają gościom zwrócić koszty podróży. Zdaniem gazety Hasło ełkaesiacy odmówili zapłaty, ponieważ uznali, że to Turyści powinni zwrócić koszty podróży. Wisła nie doczekała się wypłaty wielkiej na te czasy kwoty 1300 złotych (odpowiednik 45-50 tysięcy współczesnych złotych). Dobre jak daleko z ostatniego terminu urosły odsetki. Prezes Wisły, mecenas Jacek Bednarz powinien się tym zainteresować. Prawnicy lubią precedensowe sprawy, a próba odzyskania pieniędzy należących się za rozgrywany 85 lat temu ligowy mecz byłaby głównym takim przypadkiem nie jedynie w Polsce, jednak dodatkowo na świecie. Ten mecz jest więcej wyzwaniem dla statystyków, bo moim małym daniem nie było pojedynku futbolowego, w którym z pierwszy i jedyni gwizdek dzieliłby trzy miesiące oraz dziesięć dni.

Możliwość komentowania jest wyłączona.