Największe bogactwo Abramowicza

Stara rzymska zasada głosi: „Zwycięzców się nie sądzi”. Zatem nie zamierzam osądzać zwycięskiej Chelsea, jednak warto przybliżyć kulisy tego triumfu. Roberto Di Matteo napisałem na konferencji w Monachium: „Funkcjonowali na skalę sił, jakimi mieli”. Sił, które złapały się z powodzenia właściciela angielskiego klubu, Rosjanina Romana Abramowicza.
Po przejęciu klubu przez Romana Abramowicza a ważnych dużych zakupach, kibice Chelsea zaczęli głosić hasło – „We are fucking loaded”. Co ważna przetłumaczyć – nie używając po polsku wulgaryzmów – „jesteśmy nadzwyczaj bogaci”. Mając pod uwagę tylko cenę zakupu Chelsea, a i sumy odstępnego wydane na piłkarzy przez Abramowicza, to ilość jego inwestycji przekroczyła grubo ponad miliard euro.
Jakże dwa inne światy się wpadły w finale Ligi Mistrzów 2011/2012. Bayern Monachium wzorcowo zarządzany. Uli Hoeness, przed laty świetny piłkarz, oraz później fabrykant w części wędliniarskiej, zaczynał z budżetu 12 milionów marek. To stanowiło w 1979 roku, gdy zaczął rządzić Bayernem w sile menedżera. 12 milionów jakości to już 6 milionów euro. Hoeness doprowadził do tego, że właśnie budżet monachijczyków sięga 330 milionów. Zaraz po opłaceniu podatków, klub wykazał zarobek 1,3 miliona euro. Jak na tym miejscu wyraża się budżet Chelsea? Prawie 280 milionów euro, a przy stracie 80 milionów – również wtedy przed opłaceniem podatków. I gdzie tutaj jest położenie na finansowe fair-play, które decyduje wprowadzać prezydent UEFA, Michael Platini? Czy Francuzowi starczy konsekwencji, aby doprowadzić do bilansowania budżetów klubów, gdy inwestują bogaci Rosjanie lub bardzo bogaci szejkowie?
Abramowicz ostatnio urządził Sylwester na karaibskiej wyspie St. Barth. Koszt? Bagatela 6 milionów euro, z czego 1,7 miliona kosztowała gaża dla największej przyjemności wieczoru – zespołu Red Hot Chili Peppers. 400 gości raczyło się między innymi 2000 butelkami wybornego Louis Roederar Champagne. Nic dziwnego, że Abramowicz potrafi zaszaleć na zbycie transferowym, jak mało kto. Zimą ubiegłego roku kupił Fernando Torresa z Liverpoolu za około 60 milionów euro, oraz latem 2011 roku nie żałował funduszu na drugiego Hiszpana Juana Matę z Valencii, za którego wyłożył 26 milionów euro. Nie przechodzi co jednak ukrywać – kręgosłup drużyny dostaje się także z czasów Jose Mourinho. To Portugalczyk sprowadził Didiera Drogbę, jaki został „piłkarzem meczu” w finale Ligi Mistrzów sezonu 2011/2012.
Gianluca Vialli – który bliskiego czasu był menedżerem Chelsea, a teraz czuli się z Roberto Di Matteo – tak opowiada na łamach „Sueddeutsche Zeitung” o minionym sezonie: „W trakcie rozgrywek klub przestał wspominać o charakterach długofalowych. W gorących miesiącach wszystko było pod hasłem – tu także właśnie. Za Villas-Boasa drużyna była za zadanie bronić, grając o moc wyżej, starała się dłużej utrzymywać przy piłce, i jednocześnie nie brakowało eksperymentów personalnych. Villas-Boas starał się narzucić swoją filozofię. Z zmian Di Matteo pokazałeś się pragmatycznym myśleniem. Doskonale zdawał sobie sytuację, iż najstarsi piłkarze dużo są najlepsi. A całą muzykę im podporządkował. Chelsea grała obronę z głębi pola, dobrze zorganizowaną. Oczekiwała na chorobę rywala i zwracała się na krótkim kontrataku. Nierzadko zagrywane są długie podania do Drogby, który stanowi aktywny do każdego”.
Drogba wykazał się skłonny do wygrania finału Champions League. Piłkarze Chelsea po stracie gola na 0:1 w 83 minucie – jak dał Di Matteo – „odnaleźli się pod presją czasu”. W 88 minucie wykonywali pierwszy etap rożny w wszelkim spotkaniu. Drogba uprzedził Jerome’a Boatenga oraz doskonałym uderzeniem głową zaskoczył Manuela Neuera. Zawodnicy Chelsea poprzestali na ostatnim samym jedynym rzucie rożnym przez 120 minut. Piłkarze Bayernu rogów bili 20. A co spośród tego? – można śmiało zapytać. Puchar Europy nie został w Monachium, a poszedł do Londynu…
Obecny triumfator Ligi Specjalistów w kolejce pucharowej uporał się z Napoli (po nadzwyczajnym dramacie i dogrywce w rewanżu), z Benfiką oraz raz z przyjacielem trofeum, Barceloną (co spośród tego, że w obu meczach oddał bodaj trzy strzały, a rywal ponad czterdzieści). Raz w celu rzucił na kolana Bayern, który kontrolował muzykę oraz przygotował mnóstwo sytuacji. Stara piłkarska prawda głosi, iż na skutek dodają się tylko bramki – po 90 minutach, po 120 minutach, czyli w obrębie w konkurencji na jedenastki. Po trzeciej serii karnych sytuacja była piękna dla Bayernu. Neuer obronił karnego Maty, oraz sam i zdołał trafić. 3:2 dla Bayernu w karnych i nic tylko trafić dwa kolejne…
Strzały Chorwata Ivicy Olica i Bastiana Schweinsteigera obronił Czech Petr Cech. 29-leniemu bramkarzowi wypada poświęcić końcówkę tego artykułu. Bez tego wspaniałego golkipera nie byłoby zwycięstwa Chelsea. W 87 meczach Ligi Mistrzów został pokonany tylko 77 razy. W współczesnej edycji Champions League obronił 80 procent strzałów w odległość bramki! Dziś Cech świętuje 30-urodziny. Pytany przed spotkaniem w Monachium, jaki tort sobie życzy, odparł: „Dziękuję, wolę puchar”. Od 2006 roku broni w 80 gramowym hełmie, po tym jakże zderzył się z kolanem rywala w konkursu ligowym oraz musiał kilka miesięcy pauzować. Nie utrudnia mu to świetnie czytać gry, oraz dodatkowo kapitalnie interweniować.
Doceniam zwycięstwo Chelsea, ale warto zwrócić uwagę, iż to jakby zwycięstwo za całokształt inwestycji Abramowicza, który zachwycił się futbolem i z około dziesięciu lat buduje swoją pasję z funduszu, którym ma. Że ubogie środki stosowała Chelsea w bieżącym sezonie, jeśli idzie o charakter gry? Vialli już przed meczem zapowiadał: „Do Monachium po Puchar Europy wydobywają się cwani, dobrze przygotowani do tego wyzwania gracze, mający w dodatku włoskiego trenera. To faktycznie zabójcza kombinacja”. Iż zabijali piękno gry z Barceloną i Bayernem? Na pewnie nie

Możliwość komentowania jest wyłączona.