Następna chwila do kolekcji

sport

Nadszedł godzina na zakończenia ubiegłego roku oraz prognozy na 2014. Oszczędzę sobie powszechnej mód oraz powiem jedynie o dwóch sprawach. O moim najmilszym przeżyciu dziennikarskim w mijającym roku oraz złożę piłkarskie oczekiwania na kolejny.

Komentowałem wiele klawych meczów, a sam przebił każde w 2013 roku. Superpuchar Europy w Pradze zatem stanowił dziennikarski raj. Nomen omen na Eden Arena w Pradze. Bayern z Pepem Guardiolą kontra Chelsea z Jose Mourinho. Wielcy rywale z La Liga stanęli na tle bitwy w imieniu swoich poprzedników i nowoczesnych systemów. Jupp Heynckess uzyskałem z Bayernem wszystko, Guardiola miał powiększyć tylko kropkę pod wykrzyknikiem. Rafa Benitez choć Premier League skończył 14 punktów za United, na Stamford Bridge nie został przyjęty przez fanów The Blues, to zawsze osiągnął wiele. Przekonałem się do Hiszpana, ponieważ wywalczenie pucharu Ligi Europy, podium w Premier League oraz bliskiej zdolności do Ligi Mistrzów w takich niesprzyjających formach to niebagatelne osiągnięcie. Jose był na ostatnim fundamencie ugrać na wyjeździe coś dla siebie.

Mecz wtedy był odlot. Bayern grał jak Barca, Chelsea szukała na kontry. Cudowne gole Fernando Torresa oraz Edena Hazarda sprawiały, iż Guardiola oraz organizacja musieli gonić. Wymieniali setki podań, urozmaicali ataki, przebijali się przez niebieski mur, żeby dopiąć znanego w 120 minucie. Javi Martinez wystrzelił mnie w świat! Oraz wtedy spokojne oraz pudło Romelu Lukaku. Bezcenny triumf Bayernu, Guardiola dedykujący po niemiecku trofeum Heynckesowi, piękna scena po golu Francka Ribery’ego, który spotkał w ramiona Pepa, pokazując całemu światu, że wiadomości o scysjach w szatni po wyjściu Heynckesa to opowieści.
Ten mecz pamiętał jeszcze inny wymiar. Klimatyczny spacer po Pradze, czeskie tradycyjne knedliki z gulaszem warzywnym, piłkarze Bayernu i Chelsea w tunelu na wyciągnięcie ręki.

Przysłuchiwanie się z metra rozmowom gwiazd przed wyjściem na murawę, przyglądanie się ich wzięciu, sposobom motywacji, byciu kolejnego ważnego meczu, wreszcie okrzyk asystenta Jose Mourinho: „C’mon Lads! One game, one trophy!” oraz poszli! Ciarki przeleciały po plecach jakby mnie człowiek na moment podłączył do prądu. Lepszego pomysłu nie odda się wymarzyć. I na skutek rozmowa łącznie z Grzegorzem Mielcarskiem spośród jego kolegą z Porto, bramkarzem Hilario. O pomeczowym spotkaniu Mourinho z Guardiolą. W krótkim pokoiku na Eden Arena nie było udanego odgrywania ról, ulubionych „mind games” made by Jose, było miłe spotkanie dwóch znakomitych menedżerów, zwykłych facetów, uśmiechniętych, szczerze patrzących sobie w oczy, z wyczerpanymi bateriami po kontrastowych przeżyciach praskiej nocy. Lekarstwa na wskroś niezależnego z wpakowanego w naszą świadomość obrazu relacji Portugalczyka i Hiszpana.

W konkursie o Superpuchar zaimponował mi najbardziej Toni Kroos, który funkcjonował jak Pep Guardiola za przyszłych lat oraz doping kibiców z Bawarii. Zazdrościł go na pewno Bayernowi Jose Mourinho, który kilka razy wściekle podrywał się z ławki, żeby pobudzać wyciszoną, zdominowaną niebieską część trybun. Przed rywalizacją myślałem, że ponad 20 tysięcy mieszkań na stadionie więc co kilka dwukrotnie za kilka. Ale trybuny rozciągał w nieskończoność nieustanny strach i śpiew Bawarczyków. Wspaniałe tło do piłkarskiego koncertu.

To dokładnie moje bezcenne komentatorskie zostanie do kolekcji z 2013 roku. Godzina na życzenia dla Was. Stworzę je z poradą mojej ukochanej Jej Wysokości Premier League, której wszystkim sobą służę! Na Kolejny 2014 Rok życzę Wam fantazji Luisa Suareza, luzu Yaya Toure, dobrego zdrowia Pablo Zabalety, perfekcji Wayne’a Rooney’a, tygodniówki Wojtka Szczęsnego, stoickiego spokoju Pera Mertesackera, siły Romelu Lukaku, wszechstronności Kuna Aguero i talentu Adnana Januzaja pomieszanego z darem Rossa Barkley’a! Oraz co tam, na bogato!

Możliwość komentowania jest wyłączona.