Nazywany samograjem

sport

W siedmiu ligowych meczach w ostatnim terminie, w których Wayne Rooney oraz Robin van Persie wystąpili razem w centralnym składzie, Manchester United nie poniósł ani jednej porażki. Lub to świadczy jednak, że gdyby obaj byli pełny okres zdrowi, to „Czerwone Diabły” znajdywały się dziś na czele tabeli Premier League?

Na to wydarzenie odpowiedzieć nie sposób, choć płaci się, iż oczywiście z RvP oraz Rooneyem byłby dzisiaj MU znacznie niż na siódmym miejscu. Z kolejnej strony, wówczas nie strzelanie goli jawi się jako najszybszy problem świata z Old Trafford. Bo gorzej wygląda bronienie dostępu do innej bramki, a kuleje też – zaś toż niezwykle – współpraca pomocników z napastnikami. Czyż nie trafia do wyobraźni porównanie efektów gry w ofensywie Michaela Carricka, Marouane’a Fellainiego, Toma Cleverleya, Shinjiego Kagawy i Darrena Fletchera z dokonaniami Juana Końce z Chelsea?

Piątka spośród MU w niniejszym czasie w Premier League stworzyła kolegom z świata tylko 30 okazji do zdobycia bramki, czyli… tyle samo co sam Hiszpan. Tak, wiem, że Carrick działa na następnej funkcji niż Hiszpan, wiem, iż Fellaini z dłuższego czasu leczy kontuzję, ale przecież Mata też grzeje ławę częściej niż gra. Oczywiście, jeśli zastąpimy Fletchera i Cleverleya na przykład Adnanem Januzajem oraz Antonio Valencią, to „okazyjne” zestawienie już żebym tak bardzo nie szokowało. Gdyby a z zmian Matę zamienić na Edena Hazarda, to wprawdzie znów liczby obnażyłyby słabość drugiej grupy MU. Przecież nie róbmy ich, gdyż to odpowiednio hiszpańskim królem asyst z ubiegłego sezonu wybiera się związek z Old Trafford wzmocnić jeszcze tej zimy. Oraz jeśli Jose Mourinho uzna, że MU z Matą w zespole może urwać punkty Arsenalowi oraz MC także w niniejszy technika pomóc Chelsea w zdobyciu tytułu, to transfer naprawdę potrafi uzyskać do końca.

Ktoś może powiedzieć, że te porównania , te cyferki to jedynie statystyka, że w skórze nożnej najważniejsze liczby wydobywają się tylko w pozycji „bramki”, iż jednak mecz można zdobyć nie oddając strzału (gol samobójczy), gdy rywal w teraźniejszym okresie obija słupki oraz poprzeczkę naszej bramki, wykonuje róg za rogiem. Zwycięstwo można odnieść także, będąc przy piłce tylko przez 20-30 procent czasu meczu, przekraczając linię środkową raz na kwadrans. To wszystko prawda. Ale nie w przypadku MU teraz liczby że aż tak bezczelnie nie kłamią.

Nieprzypadkowo – szukając winnych niepowodzeń mistrzów Anglii – nie wymieniłem również do tej chwili menedżera Davida Moyesa. Nie utworzył tego, ponieważ nie wiem, czy w liczbom sezonie rzeczy na Old Trafford miał Szkot jakiekolwiek szanse, by utrzymać zespół w mieszkaniu, w jakim odszedł go sir Alex Ferguson. Oczywiście, Moyes błędy popełniał (transferowe lato!), ale pewnie nawet spece pokroju Mourinho czy Pepa Guardioli – tak myślę – mogliby, zaraz po wykonaniu ery Fergiego, połamać sobie zęby na „Czerwonych Diabłach”. Nie bez przyczyny bowiem odwołuje się losy MU po wyjściu – pod koniec lat 60. ubiegłego stulecia –menedżera sir Matta Busby’ego. Wtedy najpierw prowadził zespół, jak dziecko we parze, Wilf McGuinness, i potem w 1974 roku, już za kadencji Docherty’ego, obudziły się „Diabły” w Division Two. Bo zastąpić legendę praktycznie nie jest…

O naszpikowanych gwiazdami zespołach, które seryjnie – jak MU za sir Aleksa – wygrywają trofea, lubimy mówić, że potrafiły je powodować nawet teściowe starych oraz… same by wygrywały. Nieprawda. Teraz MU bardzo nie dzieli się od świata z ubiegłego czasu a już wiadomo, że nie istnieje to samograj. Oraz po raz ważny z 23 lat prawdopodobnie go nawet zabraknąć na ligowym podium. I jeśli faktycznie tak się stanie, to – już tak na zimno – nie oceni się tego zbyt aż naprawdę mocno sensacyjne rozstrzygnięcia. No chyba, że ukończą „Czerwone Diabły” ligę nie na czwartym, a na posiadanym obecnie siódmym miejscu.

Możliwość komentowania jest wyłączona.