NBA OD ZMIERZCHU DO ŚWITU

koszykówka

Golden State Warriors w sylwestra wreszcie udowodnili, że nie są uzależnieni od swojego lidera. Stephen Curry opuścił dopiero czwarte spotkanie w 2015 roku (i więcej ich nie będzie, bo rok się przecież skończył), a trzy poprzednie Warriors przegrali, co jest zadziwiające, bo przecież są zdecydowanie najlepszą drużyną ligi i niby z takim wyrównanym składem. W ostatnich trzech latach mają bez lidera bilans 1:6. Dlatego na ich wizytę w Houston patrzyliśmy ze zdwojoną uwagą – czy pozbierają się po klęsce dzień wcześniej w Dallas i czy Stefek będzie miał powody, by następnym razem pomyśleć dwa razy przed zgłoszeniem niedyspozycji? Na szczęście dla niego i zespołu mecz z Rockets zakończył się zwycięstwem 114:110, a przecież nie było to jedyne osłabienie.
Harrison Barnes, Leandro Barbosa, Festus Ezeli to kolejni z nieobecnych Wojowników. Tymczasowy trener Luke Walton nie miał w tej sytuacji oporów przed korzystaniem nawet w czwartej kwarcie z Jamesa McAdoo i wystawianiem na długie minuty Iana Clarka (który dzień wcześniej Dallas był zresztą z 21 punktami najlepszym strzelcem Warriors). McAdoo osiągnął 7 punktów, 3 zbiórki ofensywne i 2 przechwyty i +7 w 9 minut i może zdobył sobie miejsce na boisku na przyszłość. Clark dołożył dwie trójki i 12 punktów, kontynuując swój świetny sezon rzutów, w którym trafia ponad 50% prób z odległości ponad 5 metrów (czyli lepiej niż Curry). On też mógłby grać więcej, gdyby nie gubił się w defensywie zespołowej. W czwartej kwarcie była taka sytuacja, w której on i Shaun Livingston nie dogadali się przy zmianie krycia i James Harden mógł trafić trójkę. Clark od razu wylądował na ławce, ale potem wrócił, więc był to chyba sygnał, że powinien się bardziej skupić.

Wydarzeniem tego spotkania nie byli jednak oczywiście ci nieźli rezerwowi, ale kolejne triple-double silnego skrzydłowego Warriors Draymonda Greena, który już w pierwszej połowie miał 11 asyst, a w sumie 16, dokładając 11 zbiórek i 10 punktów. Dziesiąte oczko dołożył w ostatniej minucie z linii wolnych, po akcji izolacyjnej przeciwko Hardenowi i tylko on sam chyba przed sobą może się przyznać, czy było to szukanie na siłę triple-double. Nie miejmy mu za złe, zasłużył w takim meczu… Klay Thompson rzucił 38 punktów, tak po prostu, mając 17 w pierwszej kwarcie i 6/11 z dystansu, a Curry celebrował jego trafienia przy ławce.Ciśnie się pytanie: czy powinien wstawać i podskakiwać z radości, skoro to uraz stopy?
Warriors pokonali problemy z tzw. spacingiem, gdy na boisku był nierzucający (jedna trójka w sezonie w 625 minut, najmniej w lidze) Shaun Livingston, bo jego inne atuty z grą tyłem do kosza na czele zostały wykorzystane do bólu. Osiągnął 14 punktów i 7 asyst. Warriors przezwyciężyli też podkoszową dominację Dwighta Howarda, który trafił 8 z 9 rzutów, miał 21 punktów i 13 zbiórek będąc poza zasięgiem Andrew Boguta, ale jednocześnie chyba zbyt rzadko obsługiwany. James Harden rzucił 30 punktów, przy 19 oddanych rzutach, lecz w końcówce spudłował trzy kolejne próby z dystansu i półdystansu, w tym jedną na remis. Marcus Thornton dwie kolejne. Tymczasem Warriors spokojnie znajdowali pozycje na obwodzie, ścinali pod obręcz przy podwojeniach i nie potrzebowali cudów, by oszukać defensywę Rockets.
Mecz dla koneserów:
To Utah Jazz są tym zespołem, który plasuje się obecnie na ósmym miejscu na Zachodzie, chociaż ich bilans (14–17) z pewnością nie imponuje. Przed wizytą Portland Trail Blazers mieli na koncie trzy porażki w czterech ostatnich występach i wymęczoną wygraną z najsłabszymi 76ers. W tym momencie jednak trudno mieć pretensje do Jazzmanów, bo grają z dużą dziurą pod koszem, nie mają do dyspozycji Rudy’ego Goberta i Derricka Favorsa. A mimo to udało im się wygrać w czwartek z Blazers u siebie 109:96, w spotkaniu, w którym mieli już nawet 29 oczek przewagi w drugiej połowie.
Jazz trafili 15 z 33 prób z dystansu, tyle że czy w obecnych czasach piętnaście trójek w meczu jest czymś wielkim? Dla niektórych drużyn dzień jak co dzień. Trey Burke poprowadził ekipę z Salt Lake City z 27 punktami przy skuteczności 12/19. To nie był chwilowy wystrzał. Swoje dołożyli też Rodney Hood i Gordon Hayward. Ten pierwszy miał 18 punktów, 7 zbiórek, 6 asyst (+27), a drugi 23 i 10 zbiórek, choć spudłował 9 z 15 rzutów z czystych pozycji, których miał nadspodziewanie dużo. Gospodarze pod nieobecność Goberta i Favorsa bardzo długo korzystali z białego „drewniaka” Jeffa Witheya (bo trener Quin Snyder nie ufa Tiborowi Pleissowi, być może słusznie) i można im tylko współczuć, chociaż akurat w tym meczu jego gra nie narobiła wiele złego, bo nie miał kto tego wykorzystać. Rezerwowy center Blazers Meyers Leonard trafił 5 z 6 trójek, ale tego to nawet Gobert by nie powstrzymał. Withey miał 10 punktów i 4 bloki, jeden bardzo męski wsad z faulem (patrz niżej), lecz tylko 3 zbiórki w 35 minut.
To zwycięstwo przyszło Jazz dość łatwo, w drugiej kwarcie włączyli czwarty bieg i potem już nie dali się dogonić, choć zdarzało im się zwalniać i jechać na dwójce. Blazers też bowiem mają swoje problemy, zabrakło im kontuzjowanego najlepszego strzelca Damiana Lillarda. Jego młodszy „brat bliźniak” CJ McCollum (32 punkty, 13/26 z gry) robił, co mógł, kontynuując przełomowy sezon swojej kariery, ale sam nie był w stanie pociągnąć zespołu do wygranej. Skrzydłowi i środkowy z pierwszej piątki uzbierali w sumie 14 punktów przy 4/13 z gry, a z rezerwowych grał tylko wspomniany Leonard. Blazers po prostu brakuje głębi składu, talentu i mocy, niczym Polfarmexowi Kutno w Tauron Basket Lidze i tym dwóm drużynom powinniśmy składać pokłony za to, że i tak osiągają niezłe wyniki przy swoim niezbyt imponującym (nawet ze zdrowym Lillardem) składzie. Portlandczycy, choć z bilansem 14–21, nadal są w walce o play-off, bo na dziewiątym miejscu.
Ale numer:
3 – porażki po 32 meczach mieli Chicago Bulls w rekordowym (bilans 72–10 na koniec) sezonie 1995/96. Warriors mają obecnie tylko dwie.
Wyścig MVP:
Ironicznie można stwierdzić, że Curry stracił trochę argumentów, skoro Warriors zwyciężają bez niego… A z poważniejszych stwierdzeń – Russell Westbrook miał 36 punktów, 12 asyst i 5 przechwytów, prowadząc Oklahoma City Thunder do sukcesu przeciwko Phoenix Suns. W Indianapolis Paul George (31 punktów) przegrał pojedynek strzelecki z Khrisem Middletonem i Bucks. W Nowym Orleanie Chris Paul gościł z Clippers i trafił tylko 3 z 18 rzutów, ale jego zespół zwyciężył.
Wyścig debiutantów:
Kolejny znakomity występ Karla-Anthony’ego Townsa – 22 punkty i 9 zbiórek podkoszowego Timberwolves w meczu z Pistons.

Komplet wyników:
Indiana Pacers – Milwaukee Bucks 116:120
Detroit Pistons – Minnesota Timberwolves 115:90
Houston Rockets – Golden State Warriors 110:114
New Orleans Hornets – Los Angeles Clippers 89:95
Oklahoma City Thunder – Phoenix Suns 110:106
Utah Jazz – Portland Trail Blazers 109:96
Z życia Marcina Gortata:
W Nowy Rok jego Wizards podejmują byłą drużynę Polaka, czyli Orlando Magic, którzy są teraz niemal pewniakiem do występu w play-offa. Czarodzieje niekoniecznie…

Możliwość komentowania jest wyłączona.