Nic innego tylko katastrofa

sport

Gdybym się nie uszczypnął, panował w przekonaniu, że nawiedził mnie koszmar na jawie. Nawet zakładając najbardziej pesymistyczny scenariusz rozwoju wypadków z udziałem Hiszpanii nie wymyśliłbym czegoś takiego. Ważna było niewątpliwie założyć, iż z drugiej w klasy trudności większości tych mistrzostw człowiek z licznych musi odpaść, iż Chile, oraz tym niezwykle Holandia toż nie ogórki, że każdy moment potrzeba będzie wyszarpać. Tylko, iż wyszarpujący był prezentować choćby dyspozycję z czasu eliminacji czy pucharu konfederacji, która przecież jakaś wybitna nigdy nie była. Tymczasem Hiszpania zgrała że najbardziej niebezpieczny Mundial w historii. Nawet w 1998 roku, gdy ze łzami w oczach gromiła w poprzednim meczu Bułgarię wiedząc, że to wszystko już musztarda po obiedzie, czuło się, że stan nie był wówczas sojusznikiem La Roji. Tymczasem dziś nikt nie będzie korzystał wątpliwości w trakcie meczu o pietruszkę z Australia, że za danie wykonane przez Hiszpanów na tym Mundialu należy im się wilczy bilet.

Zanim nadeszła katastrofa, jej szansę zapowiedział, niejako proroczo, sam selekcjoner. Szczera mowa o braku błysku w oczach nominatów potwierdzała tylko popularną tezę o wypaleniu gwiazd, braku determinacji, nasyceniu. Skoro jednak Del Bosque wiedział o tym (zakładam, iż nie znalazłeś tego zaledwie na połączeniu), więc czemu dokonał takich, natomiast nie innych wyborów taktyczno-personalnych. Sam nie uważam, że Xavi oraz spółka czyli tzw. „grupa wypalona” szła na mistrzostwa, by odbębnić sprawę. Te jedne bzdurne teorie pojawiały się już bowiem przed tym Euro, a La Roja walcząc z chęcią w wszystkim meczu wygrała tytuł. Perspektywa obrony mistrzostwa świata, do ostatniego w Brazylii, z założeniem, że toż dla wielu członków wybitnej generacji ostatni taki turniej w życiu powtarzała się piekielnie kusząca. O braku ambicji w takim wypadku nie potrafi żyć mowy. Tak często jest rzeczywiście, iż głowa mówi jedno, ale ciało nowe natomiast wtedy następny argument przedturniejowych sceptyków. Faktycznie, Hiszpanie posiadają prawo być zmęczeni wyczerpującym sezonem. W tyle to hiszpańskie ekipy grały najdłużej, ale jednak zawodnicy innych nacji przez to miesiące nie odpowiadali na urlopach, a dysproporcja w konkretnych aspektach przygotowania fizycznego była zaskakująco duża. Można korzystać, popularny ot żeby w Polsce, syndrom 60 minut, lecz nie wyplutym po kwadransie. Tegoż nie da się wytłumaczyć wyłącznie trudami sezonu klubowego.

Godzina na personalia. Poddanie wyborów „23” przez Del Bosque totalnej krytyce byłoby absurdem. Drastyczne odmłodzenie kadry nie wpadało w rachubę, zresztą stara warta wcześniej nie dawała wyraźnych oznak konieczności dużych zmian. Co więcej, świeżej krwi w obecnym teamie coś jest: Koke, Costa, Azpilicueta. Myślę, iż części zostały zachowane. Uwagi mogły dotyczyć właściwie tylko wyboru wśród napastników. Jeśli wybranie Torresa można istniałoby z potrzeby tłumaczyć pewną zwyżką formy w końcówce sezonu oraz faktem, że istniej co bądź ciągle się sprawdzał, to już nominacja dla Villi była równie dużym zaskoczeniem, co nieporozumieniem, tym dłuższym, że w domu zostali Negredo, jednak przede wszystkim Llorente. Uprzedzając wątpliwości, wiadomo – Villa toż różny rodzaj napastnika niż Torres, Costa i daleko wymieniona dwójka, tyle, że wobec stosowanego systemu pozy jego charakterystyka mam poczucie nie pasowała. Co do różnych nieobecnych można dywagować: czy Carvajal bądź Izco daliby trochę dużo? Być może, a nawet gdy na Mundial pojechali pełniliby raczej rolę Maty czy Cazorli, tj. piłkarzy drugiego czy trzeciego wyboru. Zupełnie inną propozycją jest zaś to, czy nie personalne zestawienie obu jedenastek było odpowiednie? Co do ważnego meczu targały mną dwie kwestie. Czy dobrym wyborem istnieje w niniejszym systemie Xabi Alonso i ewentualnie Diego Costa leży w ogóle do zmodyfikowanej na potrzeby kadry tiki taki? W obu przypadkach zostały one sprawdzone negatywnie. Alonso wykazał się elementem potrafi nie tyle zbędnym, co dramatycznie mało oryginalnym zaś w cień można było obstawiać, iż będzie skorym do wymiany. Costa nie sprawdził się zupełnie, co nie mnie nie dziwi, bo obecnie w marcowym sparingu z Włochami grał sobie i muzom. Nie da się bowiem połączyć klocków lego z pozostałym choćby równie udanym zestawem. Mam wrażenie, że Costa jest doskonałym rozwiązaniem pod koncepcję Diego Simeone, ale niekoniecznie musi się szukać w wysoce zaawansowanych schematach. Mecz z Holandią pokazał, iż innowacja jest odpowiednia, ale potencjalny plan B nie powinien oznaczać wywrócenia wszystkiego do góry nogami. Organizm jest zdrowy oraz składa to już post factum. Wymaga tylko przeróbek, oczywiście kiedy więc stanowiło zajęcie z przeznaczeniem na Euro 2012. Podobnie powinno stanowić przed Mundialem, i obecnie w stylu awaryjnym przed meczem z Chile. Tymczasem, więc co zaserwował Del Bosque wykazałoby się szaleństwem. To, że zostawił Casillasa jest kwestią tyleż kontrowersyjną, co niemożliwą do odpowiedniego ocenienia. Z bramkarzami, jak wiadomo sprawa wygląda inaczej niż z graczami z miejsca. Gra tym ewentualny zmiennik – De Gea złapał kontuzję. Gorzej, że rozwalił system gry, który ale z początku jednego słabego występu nie nie zbankrutował. Odstawiając z gry Xaviego (moim przekonaniem samego z lepszych aktorów kompromitującego występu z Holandią) pozbawił drużynę serca i umysłu, człowieka, przez którego krwioobieg ataku miał od lat. Brak piłkarza Barcy był aż nadto ważny w konkursie z Chile. W jego funkcję z marnym skutkiem używał się wcielić Iniesta, który z racji wymuszonej latami gry obok Xaviego nie odnajduje się za dużo w tej osoby. Do tego powstaje seria następnych pomyłek, niestety dramatycznie długa. Co w „11” robił Costa?. Czemu boki obrony – fundament tiki taki – umieszczały się o piłkarzy będących brakiem samych siebie (czemu szansy nie dostał Juanfran), dlaczego niby słabego Pique zastąpił skądinąd za bez w gospodarce stopera Javi Martinez (na ławie stanowił w wyniku Albiol). Równie ważne znaki pytania są wokół wyborów Xabiego Alonso czy Silvy. Wychodzi więc lekko zatrudniając ponad połowa składu. Za bardzo, gdy na mecz o wszystko. Del Bosque w kwestii selekcjonera mieszał się rzadko, czasem podejmował irracjonalne decyzje, ale zawsze powodowały mu one Viktorie. Tym jednocześnie pomylił się na całego. Szczęście – tak ważny sojusznik Hiszpanów w dwóch poprzednich turniejach też opuściło jeszcze tych mistrzów świata. To wszystko plus kilka różnych nie poruszonych tutaj czynników sprawiło, że jesteśmy odpowiedni pasztet po iberyjsku.

Możliwość komentowania jest wyłączona.