No i 7 meczów z głowy

sport

Najbliższe trzy ligowe mecze z udziałem Newcastle obejrzy lecz w telewizji. Oraz kiedy „stadionowy zakaz” straci już dużo, kolejne cztery spotkania „Srok” zobaczy z wysokości trybun. A stale na dodatek zapłaci Alan Pardew 60 tysięcy funtów grzywny. Za co? Za to, że podczas ligowego meczu z Hull City, przy linii bocznej, uderzył „z głowy” zawodnika gospodarzy Davida Meylera. Wprawdzie poszkodowany bardzo nie ucierpiał, ale czyn menedżera związku z St James’ Park miał bez wątpienia znamiona futbolowego przestępstwa oraz – bez dwóch zdań — zarabiał na konkretny osąd. Czy to sprawiedliwości stało się zadość?

O oferowanej przez kogokolwiek dożywotniej dyskwalifikacji nie słyszałem. Jednak już o wykluczeniu Pardew na dłużej niż na siedem meczów, na wzór na dziesięć, więc do kraju sezonu, jako dużo. Zwłaszcza, iż w przeszłości menedżer kilka razy zrywał się teraz do bójki, a nietykalność cielesną sędziego prostego (w ubiegłym sezonie, w konkursie z Tottenhamem), najzwyczajniej w świecie naruszył.
W niniejszym tłu warto przypomnieć, iż niedawno, w Championship, za „gwałtowne popchnięcie” sędziego technicznego, byłego już menedżera Blackpool, Paula Ince’a oddalono z prowadzenia drużyny w pięciu spotkaniach. Dlatego też — między innymi — władze Football Association rozważają apelację od wyroku, gdyż ich daniem niezależna komisja dyscyplinarna obeszła się z oskarżonym Alanem Pardew zbyt łagodnie.

W relacji Premier League żadnego menedżera aż tak surowo więcej nie ukarano, choć ćwierć wieku temu najznakomitszego angielskiego szkoleniowca w treści (wtedy ale ciągle nie tak powszechnego) Briana Clougha, za start w kampanii w związkiem trzech kibiców, którzy wtargnęli na murawę podczas meczu Nottingham – Queens Park, zdyskwalifikowano do celu czasu (z trybun musiał obejrzeć aż 20 meczów swojej drużyny). Menedżer „Srok” , aż tak szybki nie był, a i oczywiście nabroił co niemiara.

Pardew — choć nałożona na niego kara nie jest nie symboliczna — miał więc sporo szczęścia oraz że, gdy usłyszał wyrok, głęboko odetchnął, jednak już wcześniej musiał zapłacić karę w wysokości 100 tysięcy funtów. Pokazało go nią Newcastle United, które odpowiedziało na zły postępek swojego menedżera najszybciej. Dostał więc szkoleniowiec po kieszeni, a to zdrowo, ale klepał biedy – tego dzisiaj potrafimy stanowić bezpieczni – nie będzie choćby przez chwilę.

Ukarany przeprosił wszystkich, którzy poczuli się jego niskim zachowaniem urażeni, niemal natychmiast. Obiecał też poprawę, a już jest wielu czasu na przemyślenia, bo że już zna, iż inna potyczka z futbolowym wymiarem sprawiedliwości może przeprowadzić się dla niego klęską. Przed dożywociem mogą go bowiem nie obronić nawet najlepsi prawnicy oraz najatrakcyjniejsze osiągnięcia sportowe, gdyż w sukcesie recydywistów piłkarskie sądy litości posiadać już nie będą.

Oraz kiedy sobie poradzą bez naszego menedżera piłkarze Newcastle? Jeśli „Sroki” zaczną przegrywać mecz za meczem, to winnego porażek kibice wskażą bez trudu. Jeżeli natomiast odniosą kilka zwycięstw, to mogą wypromować dotychczasowego asystenta Johna Carvera, oraz władze klubu zastanowią się wtedy, czyli w aktualnej sprawie potrzebują krewkiego menedżera. Może dlatego powinien Pardew — mając racja zszargane nerwy oraz wywiady z noszeniem ich na wodzy — mecze swojej drużyny patrzeć w przyszłości już wyłącznie na trenerskiej ławce, a pod żadnym pozorem nie powinien łączyć się do grup bocznej.

Ale zanim coraz w istocie Alana Pardew zapadł skazujący wyrok, na występek menedżera zareagował uderzony prze niego piłkarz Hull City. Przyjął przeprosiny, wybaczył sprawcy, a tydzień później, po wejściu bramki w pucharowym meczu z Sunderlandem, podbiegł Meyler do chorągiewki narożniku boiska oraz… rzucił ją „z głowy”. A owo w dodatku bezkarnie, za ostatnie z doświadczeniem humoru.

Możliwość komentowania jest wyłączona.