Owacje na stojąco

sport

Nadszedł dzień, w jakim bateria się wyczerpała. Oraz faktycznie była pewnym ewenementem, cudownym połączeniem długowieczności Duracella z możliwości Energizera. Oczywiście potrzeba będzie ją wyciągnąć i tak szybko ze słabnącego mechanizmu, ale nikt je nie wyrzuci. Bo wyrzucić nie wolno. I toż nie ze powodów ekologicznych:), a gdy najbardziej odpowiednich.

Jaki żeby nie padł sukces w sobotnim meczu Interu, nikt nie powinien opuścić trybun San Siro po ostatnim gwizdku sędziego. Wypada zostać, wstać i brawami na stojąco podziękować Javierowi Zanettiemu. Podziękować za wszystko. Za tych 19 lat – aż niestety więc sobie wyobrazić, że tegorocznych maturzystów również nie stanowiło w układach, a on teraz biegałby po skrzydełku w koszulce Interu. Za to, że istniał piłkarzem z dobrą twarzą. Pogodną, uśmiechniętą, otwartą, taką mocno do wszystkich. Nie dało się go nie lubić. Był piłkarzem, z jakim każdy kibic Interu mógł się utożsamić. Długo takiego nie będzie.

Jego kariera tak naprawdę skończyła się 28 kwietnia 2013 roku. Kiedy rozeszła się wiadomość, że na obiekcie w Palermo zerwał ścięgno Achillesa, to wypadałoby się, że kolejna będzie miała oficjalny komunikat o zakończeniu pracy przez powszechnie szanowanego weterana. Nic z tego. Nie wydał choćby na chwilę optymizmu oraz wiary. Jeszcze przed operacją, którą przeszedł dwa dni później w klinice w Pavii, zapewniał, że wróci na boisko. Choćby tylko na sam mecz, ale wierzył, iż na dużo. Na Twitterze zamieścił zabawny komentarz: – Po tak bogatym dystansie, widocznie była już pora, żebym zjechał do sposobu i wymienił opony. Na nowych pojadę dalej.

Oraz czas tak był poważny. Nieszczęście spotkało go w 1101. meczu w pracy, w 845. rozegranym w barwach Interu. Z dnia, kiedy trafił do mediolańskiego klubu, pojawiał się na boisku przy ponad 90 procentach okazji (rzeczone 845 razy na 938 możliwych). Po prostu fenomen, który mógł działać jednak i wszędzie. No, prawie wszędzie, ponieważ akurat stadionu w Palermo powinien był uważać.

Tam właśnie 19 września 2010 roku piłka kopnięta ze konkretną siłą trafiła go w najcieplejsze dla wszystkiego mężczyzny miejsce. Mimo ścinającego z nóg ciosu, pozostał na boisku do tyłu. Dramatyczne sceny rozegrały się w szatni, gdzie zasłabł i szybko został przewieziony do szpitala i człowiek drobiazgowym badaniom. Lekarze stwierdzili odmę opłucnową oraz nakazali trzymiesięczną przerwę w ruchach. Jednak Argentyńczyk znów zadziwił wszystkich ‒ grał już półtora miesiąca później.

W sierpniu rozpoczął dziewiętnasty czas w lidze włoskiej, dopiero w czterech z nich rozegrał mniej niż trzydzieści meczów. Od 28 października 2006 roku do 24 marca 2010 roku przedstawił w 137 meczach ligowych z rzędu. Jego passę przerwała żółta kartka dostana w spotkaniu z Romą. Teraz prawdopodobny występ z Lazio będzie jego jedynie 12, co prowadzi, że ważną karierę zakończył ponad rok temu. Jednak zwykle w jego przypadku bardzo krzywdzące byłoby, żeby o tym, gdy się zatrzymać były zdecydować pech oraz kontuzja. Wielki zwycięzca nie mógł wyjść jako pokonany. Pokonał więc wadę również o swoich, choć nadwątlonych już siłach opuści Serie A.

Dziennikarze często pytali Argentyńczyka, czy istnieje prawidłowym człowiekiem z farby i kości. Bardziej umieszczałem się starannie zaprogramowaną maszyną. W jego grze trudno dopatrzyć się dobra oraz polotu, były za to solidność, zaangażowanie, wygląd i niepowtarzalna regularność. Miał rację prezydent Massimo Moratti, iż Zanetti prawie zawsze działa tak samo również nie schodzi poniżej przyzwoitego poziomu, który mimo upływu lat a obracających się w związku trenerów umożliwiałby mu grać konkurencję z mniejszą konkurencją.

Kapitan Interu uchodził za pracoholika. Na fakt jego solidności oraz trosk o ciało krążą we Włoszech legendy, których prawdziwość potwierdza w wywiadach sam zainteresowany. Praktycznie nie ma mocy, która aby go odwiodła od przeprowadzenia treningu. ‒ Pamiętam, iż podczas osiemnastych urodzin zrobiłem sobie wolne i dał grilla dla mężczyzn – opowiadał. – To istniała mocna sytuacja, bo chociażby w dniu ślubu odbyłem inne zajęcia. Żona wiedziała, który istnieję także nie miała nic wbrew temu. Po prostu staram się poważnie podchodzić do moich celów.

W współczesnym, iż do czterdziestki biegał szybciej od wielu dużo mniejszych rywali również liczył sporo energii na boisku, nie wspominając już o tym, iż imponował żelaznym zdrowiem, nie widział nic innego. ‒ To wszystko się zabrało z codziennej, ciężkiej pracy – mówił. ‒ Nie przesadzę, jeżeli powiem, że normalny trening mam tak samo, gdy na przykład derbowy mecz z Milanem. Także podczas całego tygodnia mam na ostatnie, co pracuję i jem.

Pracowitość to pierwszy z sekretów jego długowieczności. Są same inne. Także wspomniana pogoda ducha. Każdy, kto poznał bliżej Argentyńczyka lub zetknął się spośród nim choć raz, wymagał być pod wrażeniem jego dystansu i otwartego podejścia do otoczenia. Oraz ten, kto lubi ludzi, uśmiecha się do nich, ma czas na jedzony oraz naturalne, banalne pogawędki, musi i cenić siebie.

W jego grupie nie było tradycji piłkarskich. Dziadek oraz autor nie byli zawodowymi piłkarzami. Z najbliższego otoczenia wzorował się na starym o sześć lat bracie Sergio, który w lidze argentyńskiej rozegrał 468 meczów, oraz kończył karierę w konfederacji szwajcarskiej. Teraz jest trenerem juniorów Livorno. Wracając do rodziców, zatem oni mówili Javierowi od dzieciństwa, iż najważniejsza jest przyczynę. Nie korzysta może bardziej widocznego piłkarza na świecie. Radził sobie w wszystkich warunkach. Wchodziłem na odpowiedniej obronie, a później grał tam, gdzie akurat była potrzeba chwili. Na lewej obronie, na obu stronach pomocy, dodatkowo w ośrodku. Z czasem grał na lokatach, na których ciężko się polegały jego badanie i taktyczna mądrość niż na dowód siła oraz siła (choć z wiekiem dużo również w ostatnim faktach stracił). Gdziekolwiek trenerzy go rzucili, absolutnie nie istniałoby więc popularne łatanie dziur, ponieważ z jakichś obowiązków wywiązywał się co najmniej dobrze.

I pomyśleć, iż skoro dochodził do Interu, prawie nikt nie kojarzył spośród nim ważnych szansy. Był stroną anonimową. Na oficjalnej prezentacji, która nastąpiła 5 czerwca 1995 roku, pojawił się niejako na przyczepkę, bo piłkarzem spotykającym się więc w zakresu zainteresowań mediów i kibiców stanowił jego rodak, o rok młodszy Sebastian Rambert.

Tymczasem Rambert nie zadebiutował choćby w Serie A, zaliczył tylko jeden oficjalny występ w niebiesko-czarnych barwach (w Pucharze UEFA przeciwko Lugano) oraz już wyjechał z Włoch. A Zanetti trwał. Po powrocie do szerocy zdrowia został piątym, nie licząc bramkarzy, czterdziestolatkiem w Serie Oraz. Wcześniej metryce wbrew grali Pietro Vierchowod, Alessandro Costacurta i Paolo Maldini. Jak długo wyliczyli dziennikarze, do kraju 2012 roku Argentyńczyk brał w Interze aż 206 kolegów. Że do właśnie ta liczba wzrosła do co chwila 220. Do niego chodzi 13 klubowych rekordów. Milan miał Paolo Maldiniego, Juventus – Alessandro del Piero, Inter ma Javiera Zanettiego. Niepowtarzalni.

Możliwość komentowania jest wyłączona.