Pragniemy Pragi

sport

Takim właśnie hasłem mój serdeczny kolega Maciej wygrał kiedyś konkurs na hasło promujące Pragę. To stanowiło na festynie w Stolicy podczas Dni Dzielnicy Pragi. Ale przyznam, iż dobre, warte każdej nagrody i pasujące jak ulał też do Pragi czeskiej. Tu nie Maciej z Grupą mógł wyłonić się na odpoczynek do każdego nadmorskiego hotelu. Ja jednak z piątku oraz skrawka nocnej soboty cały etap stanowię w problemie Pragi z południa… Europy.

Rozpoczęło się od czwartkowej podróży z okazjami. Po reakcji na lotnisku Okęcie razem z kierownikiem produkcji Stefanem, zostaliśmy skutecznie odprawieni w stanowisku 271, ale po także zwolnieni z kwitkiem przez Gospodynię z krótkofalówką tuż sprzed wejścia na poziom samolotu. Spokojnie, byliśmy jaśni, nie nosili na nogach białych skarpet frotte oraz skórzanych sandałów, ani broni w bagażu podręcznym. Nie starczyło dla nas również kilkorga innych pasażerów stanowisk w czeskim samolociku ATR (60 miejsc). Okazało się, iż linie sprzedały więcej biletów niż pomieszczeń i najbardziej należało potraktować najpierw posiadaczy wszystkich brylantowo – złotych kart. Wpadłem parę lat obecnemu na pozycję „Air Babylon”, która przedstawia funkcjonowanie lotniska oraz obsługi powietrznej w toku jednaj doby. Przeczytajcie, warto, na pewno kilka dziwnych lotniskowych wydarzeń nie zbije was z pantałyku. Ponadnormatywna sprzedaż biletów jest podstawą wśród przewoźników, ponieważ rzadko sprowadza się komplet pasażerów, oraz kiedy czasem się nie uda toż oraz oczywiście się opłaca. Nas odstrzelono, a jednocześnie odprawiono na wczesny lot polskimi liniami. Znieśliśmy to dobrze, bez kłótni, aż na lotnisku byli zaskoczeni, że nie fruwają pod stropem hali odlotów. Ucieszyła się na pewno Żona, bo zdążyłem kupić zamówione perfumy, jakie zapewnił Jej w zakresie bycia kilka godzin po niedoszłym odlocie.

Wylecieliśmy o świcie, przyszli do hotelu i inna niespodzianka. Concierge od razu wypalił do nas z miną szczeniaczka golden retrievera, że hotel jest „overbooked” a istniał od wczoraj, więc zaprasza na śniadanie, funduje taksówkę i transportuje do indywidualnego hotelu, tak lepiej danego również o większym standardzie. Tym zupełnie, kiedy natomiast na lotnisku, rzeczywiście obyło się bez wciskania kitu. Nauczeni doświadczeniem, że tylko spokój potrafi nas uratować, postanowiliśmy traktować każde zaskoczenie jako kolejny element wielkiej przygody. Słowo, pomogło. Ugraliśmy więcej stanowczą uprzejmością i trzymaniem tętna na dwucyfrowych poziomach.

Przygotowanie do meczu, krótki spacer po zatłoczonej, jednak zawsze pięknej Pradze oraz popularny czeski obiad. Stefan knedliky z gulaszem, i ja kombinacja bezmięsna z sosem paprykowo – pomidorowym i smażeny syr. Tylko kiedy poprosiłem o knedliky z syrem to Dziewczyny w pobliskim barze aż złapała się za głowę. Uparła się, że z vażenymi bramborami zawsze, oraz na jednym talerzu z knedlikamy nigdy. Musiałem ulec oraz zaakceptować nasze przeznaczenie na dwóch talerzach. Kosztowało całe 79 koron, czyli jakieś 3 euro z dodatkiem. Smakowało wyśmienicie, spełniło założenia, iż zjemy tradycyjnie, poza ścisłym serce także gdy lokalsi. Potem kąpiel, taksówka, do ważnego polskiego hotelu po Grześka Mielcarskiego oraz na Eden Arena.

Eden Arena to mały stadion Slavii, ale wykazałoby się, iż idealnie wpasowałem się do potrzeb Superpucharu. Wystarczyło znaczenia dla ludziach, świetna akustyka potęgowała wrażenia. Odbyliśmy serię odpraw z oficjelami UEFA, sprawdziliśmy swoje stanowisko komentatorskie, nagraliśmy wywiad do przedmeczowego studia i ruszyliśmy do hallu obok szatni. Organizacja zawodów bez wahań. Wszystko dobre z określonym grafikiem, nawet dzięki obrotności Stefana udało się wypożyczyć od brytyjskich kolegów ze Sky’a trofeum na parę chwili, i od sędziów oficjalną piłkę. Obejrzeliśmy z Mielcarem dokładnie boisko, było zupełnie grząskie, i jednocześnie polewano je wodą. Spodziewaliśmy się więc niekontrolowanych poślizgów a’la Dante.

Pod szatniami gwar, ale głównie stworzony poprzez sędziów i małą grupkę reporterów. Zajął się na odwagę i dołączył do wysokiego brytyjskiego komentatora Martina Tylera, którego poznałem dzięki Rafałowi Nahornemu przed grudniowymi derbami Manchesteru na Etihad. Przemiły człowiek, zorientowany „of course”, że nadal nie mamy lokalu w LM, wymieniliśmy zbieżne uwagi na problem tej młodzieży oraz rozwijania, powspominaliśmy wielkich polskich piłkarzy z Deyną oraz Bońkiem na czele, a dodatkowo ustaliliśmy, że, jak mój imiennik Tyler debiutował na mistrzostwach Świata w Argentynie jako komentator, ja tak byłem oseskiem, który rozwijał się samodzielnie siadać.

Potem pojawili się piłkarze. Każdy w popularnych słuchawach na uszach, w bliskim klimacie. Mario Goetze robi z droga jak pan z klatki C z mojego osiedla. Shaquiri ma łydkę napompowaną jak moje udo, Kroos prawie nie płynący z twarzy serdeczny uśmiech. Pierwszy na murawie pojawił się Robben. Pewny, szybki krok, zasłuchany w muzyce, odcięty z świata oraz trybun. Wyższy niż się spodziewałem. Inaczej Ribery o przedziwnej sylwetce, niby drobny, jednakże nie do kraju, lekko przygarbiony ze złożoną w ramionach szyją. Franck Ribery zagrał genialny mecz.

Piłkarzy Chelsea sprawdzili w tunelu przed rozgrzewką. Cahill najwyższy, wyprostowany jakby połknął kij od szczotki, Schurrle przestraszony, oraz jak Lampard z Luizem tłumaczyli Niemcowi gdy korzysta działać, wyglądał jak ja w 1996 roku przed debiutem w lidze, gdy uwagi wydawali mi Jacek Zieliński i Jacek Bednarz. Patrzył nieobecnym wzrokiem, ale coś tam przyswajał. Mocno zmotywowany i motywujący Branislav Ivanović. Drobniutki, ale silny oraz sprężysty w jakimkolwiek kroku Eden Hazard. I raz mój ulubiony piłkarz Chelsea Fernando Torres, który pobudził mnie golem oraz rozczarował tym bezradnym rąbaniem po nogach Javiego Martineza (zatem był zwykły przykład pomylenia agresywności z agresją). A dookoła przechadzający się Matthias Sammer, Jean Pierre Papin, Oli Kahn. I potem padło „C’mon Lads, one win, one trophy!” oraz The Blues ruszyli na rozgrzewkę. Obaj menedżerowie utknęli w szatniach.

Konkurs był kosmiczny, przebił niejeden finał Ligi Mistrzów. W cenie wówczas nie mam tak zaciętego i zajmującego meczu o Superpuchar Europy. Zawiodła mnie Chelsea, jeżeli szuka o system gry. Tak jednak będą grali The Blues przy Mourinho. Wycofani, broniący, szaleni z kontry. Potwornie współczuję Juanowi Macie, który grzeje ławę, zamiast kreować. Również żal mi Oscara, który wycieńczony destrukcją oraz nadmiarem obronnych zadań, nie ma mocy na danie szczypty magii do własnych akcji. Frank Lampard wykopujący piłkę na oślep, poruszający się bez podań Fernando Torres, Ashley Cole uwiązany do lewej obrony, skupienie na dowożeniu wyniku, oraz nie na zamiłowaniu do zdominowania przeciwnika w grze. Doceniam heroizm, on zbudował napięcie, dramaturgię, sprawiał, iż ten mecz stawał się wyjątkowy. Ale obnażył też niedoskonałości Mourinho, popchnął do refleksji, że Chelsea winna być widowiskowa, natomiast nie schowana, hermetyczna, obwarowana, nieefektowna.

Zauroczył mnie Bayern. Toni Kroos przeszedł samego siebie, każdy piłkarz nastawiony istniał na rozgrywanie piłki. Genialny jest podział kompetencji, wiadomo, iż Robben oraz Ribery kiwają, reszta gra na indywidualny dwa kontakty. Piłka się cieszy, nasze oczy również. Dante, Boateng podejmowali ryzyko, by nie ograniczać swojej gry do dalekich podań. Szalał na skrzydle Ribery, przechodził sam siebie. A był poparcie w Alabie, który ruchem bez piłki zawsze dawał Francuzowi pole manewru. Byłem ciekaw, jak piłkarze Bayernu żyją z Pepem Guardiolą. Gol Ribery’ego rozwiał moje jakieś wątpliwości. Hiszpan jest stroną tej szatni. Widziałem pokątnie w współczesnej grupie mieszkanie na żądle dla Roberta Lewandowskiego. Lewy pasuje w pole Mario Mandżukicia idealnie, potrafi dać Bayernowi oraz Guardioli coraz bardzo magicznych rozwiązań.

Po meczu portugalski bramkarz Hilario opowiedział nam co porabiają Mourinho oraz Guardiola. Gościliśmy w pokoiku Portugalczyka oraz dobrze rozmawiali. Nie stanowiło tam ani krztyny aktorstwa, żadnych waśni, barier, barykad. Hilario podsumował to dobrze: „Niczym ich właśnie zobaczyłem, tak te potrzebuję ich patrzeć i mieć. Więc stanowili pewni Pep oraz Jose”. Chwilę wysiłkiem była rozmowa spośród ostatnim dodatkowym Jose. Piękne były zapewnienia podziękowania od Guardioli dla Juppa Heynckesa. W dodatku po niemiecku, bez obciachu, że czasem trzeba było liczyć na pomocy suflera. Klasa!

Hasło „Pragnę, pragniesz, Praga” idealnie wpisuje się w moje wrażenia ze stolicy Czech. Oraz nocne ceske pivko u Człowieka Webera pośród smutnych, analizujących porażkę niebieskich oraz pozytywnych, dumnych czerwonych koszulek postawiło wielkie, czarne kropki pod trzema wykrzyknikami!!! Pikny pozdrav! Ahoj!

Możliwość komentowania jest wyłączona.