Raz, Dwa, Trzy, do Hymnu!

sport

Już się zaczyna. Również w ubiegłym tygodniu nie czułem, iż łączą się Mistrzostwa Świata. Nasycony piłką klubową, z Nasz, poprzez wszystek Stary Kontynent, aż po Wyspy, potrzebowałem oddechu, dystansu, głodu. Wczoraj pojawiło się łaknienie. Otworzyło się od drobiazgów, oraz nie spraw wagi państwowej. Nawet niespecjalnie dotyczyło bezpośrednio futbolu, składów, selekcjonerów, ostatnich rezultatów czy zapowiadanej formy sportowej. Rozpoczęło się od hymnów uczestników Mundialu.

Dyskusja na punkt hymnów, ich sile, pomysłu na światy zaliczające do walk oraz warstwę czysto emocjonalną i artystyczną raczej stawiała wśród faworytów Włochów. Trudno oponować, natomiast we mnie stawia przede każdym muzyka nie tyle patriotyczna, co kibicowska. Na mnie działa brytyjski hymn Anglików. Krótki, dynamiczny, sprawia, iż wiele rośnie, ciarki wielkości skarabeuszy używają poprzez plecy. Już wiem, że starcie Włochów z Synami Albionu będę odtwarzał w gronie przyjaciela, który całym sercem zdany jest Azzurrim. Myślę jak podczas Euro 2012, gdy Anglia oraz Włochy zderzyły się w ćwierćfinale, odśpiewywaliśmy w Dębkach donośnie oraz uroczyście hymny, a swoje starej oraz zaskoczone dzieciaki pukały się w czoło. Oczywiście ja „God save the Queen”, oraz Siano „Fratelli d’Italia”. Obaj jak przebierańcy w japonkach, kąpielówkach a w koszulkach – ja z Trzema Lwami kontra Siano w pięknym trykocie Squadra Azzurra.

Dwa lata temu Anglicy partaczyli karne a toż Włosi dążyliśmy do półfinału. Ale najpierw była obecna niezapomniana, kunsztowna wcinka Andrei Pirlo przy stanie 2:1 dla Anglii. Potrzeba mieć niezwykłą moc, spokój, wiarę, technikę, żeby tak pokonać Joe Harta. Natomiast na dodatek bez najdrobniejszej nawet chęci skompromitowania rywala. Pirlo zdjął wtedy presję z drugich kolegów, a przerzucił ją na rywali. Zaraz po nadeszły pudła Ashley’ów Younga oraz Cole’a. Teraz nadchodzi moment na rewanż obecnie w kolejce grupowej. Anglia to mój faworyt, nie tyle do zgarnięcia Pucharu Świata, lecz po prostu reprezentacja, której kibicuję pod nieobecność Polski. Sympatia zmuszona jest niewątpliwie też uwielbieniem dla Premier League. Słabo widzę jednak drużynę Roy’a Hodgsona w Brazylii. Mam nadzieję, iż zaśpiewam z nimi hymn więcej niż trzykrotnie. Tylko czyim kosztem? Włochów? Urugwajczyków? Głowa zaczyna boleć.

Obecnie w sobotę o północy znów nasze żony będą tworzyć kółka na czołach. Dzieciaki powinny spać, a kto wie. Nam nie przeszkodzi późna pora, żeby odśpiewać hymny. Nie na pół gwizdka. Wykażemy przy tym wzajemny szacunek, obaj doceniamy oraz lubimy moment należny każdemu zespołowi, kibicowi, narodowi. Przyznam, że Włosi zmontowali na Mundial coś dobrego. Zaśpiewali hymn opierający się z nazwisk wybranych przez Cesare Prandellego zawodników. Dobre!
W Manaus otworzy się droga do Rio de Janeiro. Oba miasta dzieli prawie 3 tysiące kilometrów, czyli czterogodzinny lot samolotem. Włochów oraz Anglików po bezpośrednim starciu jeszcze pięć meczów, by znów w obecnym pierwszym siódmym, zaśpiewać razem i jeszcze z Sianem hymny, a po zatonąć w miłościach w wyniku 13 lipca. Na ważny ogień nocne czuwanie z soboty na niedzielę. Moje piłkarskie podium hymnów to: „God save the Queen”, „Fratelli d’Italia”, Marsylianka!

Możliwość komentowania jest wyłączona.