Sezon 2012/13 same rozczarowania

sport

W obecnej liczbie można wyróżnić dwie podgrupy. Z jakiejś cechy Tych, po których słabszej formy, bądź same zawodu się spodziewaliśmy (dobry przykład to dyżurny rozczarowujący – Kaka), oraz z pozostałej tzw. niemiłe niespodzianki. Oczywiście przydział do ostatnich zbiorów ma często charakter subiektywny a tak też będzie w moim przypadku.

Real Madryt: nieważne czy istnieje się Madridista czy Antymadridista, ocena ligowej gry Królewskich wymaga stanowić jakaś. Można przegrać morderczą walkę z Barcą, co w nowych latach było prawdą dla Królewskich, jednak nie można poddać się tuż po starcie, lub co gorsza, jak stworzyli to mam poczucie niektórzy już przed zawodami. Tej pozy nie da się usprawiedliwić ani konfliktami w szatni, ani zniechęceniem wywołanym wyjątkową, czasem przyznajmy bardzo zadowoloną (mecze z Osasuną czy Sevillą) regularnością rywala. W lidze, o której powtarza się, że istnieje uciążliwa z racji walki o tytuł tylko dwóch klubów, Real odebrał nam nawet tą przyjemność. Wstyd.

Gonzalo Higuain: ktoś pewnie wstawiłby tutaj z mieszkania po nazwisku Argentyńczyka przekazane jego konkurenta z ataku, ale akurat Ja, co do Benzemy nigdy jakoś złudzeń nie miałem. Pipitę zaś z czasów zabawy w River Plate darzyłem dużą sympatią. Mimo bardzo młodego wieku (miał 19 lat, gdy trafił do Realu) od razu oddał się poznać nie ale jak wysoce utalentowany, a także zadziorny, sprytny napastnik, zawsze optymistycznie dochodzący do wyzwań oraz przeciwności. Taki przez lata był Gonzalo. W poprzednim czasie było jednak inaczej. Miałem doświadczenie, iż po murawie biega, a raczej człapie piłkarz sfrustrowany, zmęczony walką o znaczenie w zespole. Brakowało tego błysku w oku, tej radości. Każde odejście gwiazdy z La Liga do walki stosuje jako porażkę. Tym zupełnie jednak powiem szczerze. Argentyńczyk powinien zmienić piłkarskie powietrze.

Michel – tu dziś mam do robienia z oczekiwanym rozczarowaniem. Ten wspaniały piłkarz niestety nie pewno nie będzie dumnym trenerem, choć jeden jest w tej liczbie zdanie całkowicie odmienne. Oczywiście funkcja w dzisiejszej Sevilli do najłatwiejszych nie należy, a co innego znaczy nie sprostać wygórowanym ambicjom żyjących przeszłością kibiców, oraz co drugiego zawieść totalnie. Michel nie miał wizji, nie dokonał żadnych dużych zmian taktycznych, gubił się w decyzjach meczowych oraz „zeznaniach” po porażkach. Stracił prace o kilka miesięcy za późno, ale trzeba pojąć nie mającego wartości w nadmiarze Jose Marię del Nido, że nie chciał dawać wielkiej odprawy. Na obronę Michela można tak wziąć przykład Unaia Emeriego, który te nie dał rady wypoziomować tej szalonej sinusoidy wyników, lecz bądźmy czyści Michel jedyny w sobie się nie broni.

Marcelo Bielsa – gdy rok temuż jego Athletic Bilbao czynił cuda, wszyscy dawali sobie pytanie: dlaczego ten trener jest tak ubogie w efekty CV, czemu nie kończą się o niego najdłuższe kluby świata? Dziś już znamy znamy odpowiedź. Bielsa zbudował co prawda piękny dom, tylko ten rozpadł się znacznie mocno, jak budynek z stron. Już tygodnie przed rozpoczęciem minionego sezonu zwiastowały, iż Wielki Budowniczy Bielsa zmieniłem się w Ogromnego Destruktora. Poróżnił się z rządem, niektórymi piłkarzami oraz naobrażał przedstawicieli firmy przebudowującej razem z harmonogramem centrum treningowe. Potem dotarły do ostatniego perturbacje ze sprzedażą gwiazd. Nie zbyt wszystko tak można winić Argentyńczyka, tylko za bałagan taktyczny, ciągłe zmiany wizji oraz słabiutką formę zespołu na że tak. Pytanie w której mierze bezbarwny czas takich asów, jak Ander, Muniain czy De Marcos zatem stanowiła przyczyna samego szkoleniowca? Głębsza analiza tego występuje że w biurku dyrektora sportowego baskijskiego klubu, który obecnie z Bielsą się pożegnał.

Getafe – ciężko nazwać rozczarowaniem 10 mieszkanie w tabeli zdobyte przez ostatni związek. Dla mnie jednak drużyna ciągle się wzmacniająca (wyciąga odznaczających się piłkarzy ze mniejszych klubów La Liga) powinna funkcjonować dobra oraz efektywnie. Komentowanie meczów z udziałem Getafe to żadna przyjemność. Na trybunach nie ma atmosfery, a zawodnicy nie kwapią się z wylewaniem siódmych potów, choć powinni, bowiem na Coliseum utrzymuje się solidnie, a co istotne regularnie. Myślę, iż formuła pierwszej ligi w niniejszym mieście się wyczerpała, no jak raz miało wtedy środowisko we Wronkach czy Grodzisku Wielkopolskim. Marne jednak szanse, by Getafe przestało nas męczyć sobą za 12 miesięcy.

Adrian – uważał być powodem napędowym Atletico, co kilka trzecim po Falcao i Turanie gwiazdorem zespołu. Jeśli nim stanowił więc wyłącznie w złym tego pojęcia znaczeniu. Nie chciało mu się trenować, pracować w defensywie (u Simeone to obowiązek), a czasem nawet grać. Potrafił strzelić genialną bramkę, by w pozostałym meczu dodawać się do zmiany już po 20 minutach. Jeżeli w najkrótszej przyszłości rady nie przekaże mu taki trener, jak El Cholo, to marnie widzę dalszą karierę Adriana.

Granada – trochę to przypadek Getafe. Są pieniądze, są nawet kibice, ale jakoś piłkarskiej chemii w obecnym wszelkim brakuje. Tworzyła być grupa na co kilka środek tabeli, choć była gra niemal do tyłu o utrzymanie. Przed premierowym sezonem dwa lata temu świat kompletowano „pięć po dwunastej”, w poprzednim „za dziesięć dwunasta”, teraz wzięto się za to jakby z jednego rana. Piti, Riki, Iturra – nazwiska brzmią bardzo obiecująco, oby wreszcie i produkty istniały na skalę realnych oczekiwań.

Do tego niechlubnego grona można doliczyć również wiele nazwisk albo choćby klubów. Są przypadki śmieszne (Evaldo z Deportivo – chyba najgorszy obrońca w współczesnej dekadzie), są zaskakujące (Alexis Sanchez czy Alberto Botia), są oraz raczej tragiczne, jak Jose Mourinho. Bez wątpienia każdy kibic La Liga tworzy bezpośrednią listę subiektywną.

Możliwość komentowania jest wyłączona.