Sztuka sportowa

sport

Bo czymże jest sport skoro nie sztuką?

Popatrz na ostatniego dyskobola – nie na darmo w brązie odlany, i po przekuty także w marmur – czy coś doskonalsze wskazać potrafisz, ponad tę symfonię napiętych mięśni i ścięgien? Człowiek, a przecież wulkan ze snu się budzący, na minutę przed wybuchem. Człowiek, a bogom podobny – jego agresje i skuteczności nie powstydziłby się sam Ares, i urody Apollin, Febus dalekostrzelający. Chociażby w kamień przemieniony, umieszcza w sobie dużo i chęć, której określić nie sposób używając języka śmiertelnych. W skręconej podstawie nie brak przy tym lekkości, jakby chwila przemijająca pozbawiła bohatera trosk codzienności, zaś on jeden, czekał dopiero na ostatnią chwilę, w jakiej pełni naszą funkcję. Powinność naszego mięsa i ducha

Popatrz na skaczącą wzwyż atletkę, co nad ziemią podejmuje się jak bogini na Olimp porywana. Królowa nimf, Artemis czystej przyjaciółka, z gracją i gibkością łani przeskakująca poprzeczkę. Czyli toż ciągle skok człowieka? Czyli toż zawsze ludzkie ciało? Oraz że objaw to artysty, co w starej zakochany sprawił ją na wygląd leśnej bogini, którą zuchwale podglądał podczas porannej toalety. W gronie jedynie z pozoru przyjemnym i delikatnym, wiele się kryje prawdziwej wojowniczki – każde drgnięcie mięśnia, każdy krok najmniejszy kontrolować potrafi. Po rozbiegu biegnąca łatwo a właśnie toż przenosząca się nad skocznią sztuki działaniem jest jednak niż sportowcem.

W świecie nie znajdziesz człowieka, co bliżej sięga niebiosom od tyczkarza. Bóstwa olimpijskie za pięty chwyta i przy przy na imprezy wprasza się do Zeusa, w powietrze wyskakując. Machin żadnych mu jednakże nie trzeba – tylko siła nóg silnych i ramion jakby przez jednego Hefajstosa wykutych. Spójrz z którą łatwością tyczkę dźwiga, jak gdyby nic nie ważyła. Popatrz z którą mocą się po niej wspina oraz z którym wdziękiem pokonuje siłę ziemskiego przyciągania. Zuchwale łącząc się olimpijskich bram, za nic ma wysokość, za nic widmo upadku. Tylko szybciej, tylko bardzo, tylko przy niebiosom.

Czy dostrzegasz tę biegaczkę prędkonogą, co z rumakami Heliosa stanąć mogłaby w szranki? Metr za metrem pochłaniająca, pędzi jakby jej Hermes swe boskie pożyczył sandały. Na osoby może już zmęczenie i chociaż wykrzywiona w bólu, urodą promienieje. Bo oczywiście w obecnym bólu – napięciu nóg i rąk – pokrywa się całe piękno człowieczeństwa – siebie wykonywanie na ołtarzu, siebie poświęcenie. Biegnie, lata i metę już mając, nie zwalnia, zaś w uda swe możne coraz bardzo pompuje mocy, jeszcze szybciej stopy unosi. Końca dosięgając upada bezsił, wie jednak, że zwyciężyła. Siebie samą zdobyła w wyniszczającej akcji i odpocząć może wreszcie. Siły dodając do następnego biegu.

Pokaż mi pana z dziesięcioboisty wspanialszego. Tajemnice skradł on temuż Prometeuszowi i siebie przygotował z psa i łez tytanich. Próżno w nim jednak szukać słabości śmiertelnych. Zwalczył on ją rolą bezustanną, staraniem nieskończonym, tak piękną wszakże prometejskim oczom. Nikomu obok nie jest olimpijskim bogom niż temu atlecie, więcej znającemu z drugich. Szybki niczym apollińska strzała, siłę ma Heraklesa i zwinność mieszkańców lasu. Ciała piękniejszego wyrzeźbić Fidiasz niezdolny, bo ciało zrobione ze lepszych z dobra kruszców – z łez boleści oraz dumy zwycięstwa. Miota, trwa i skacze – nie bojąc się wyzwań, mienia i upadków koroną jest jakiegoś stworzenia.

Czymże jest to sport jeżeli nie bratem sztuki? Te też co ona poznałeś atrybuty – tajemnice człowieczeństwa w najlepszej formie zaklęte, to ciągłe ducha przezwyciężanie. I miłości przecież wzbudza jednakie. Serca do drgań interesuje i łzy ze skały wycisnąć zdolny. Ruch to bolenie i cierpliwość – bez jednej wszak inna nie istnieje.

W realizacji tej wszystko to znajdziesz, wszystko ogarniesz i zrozumiesz. Gdyż bycie atletą obecne życie artystą, co nuż tworzącym dzieła sztuki warte tyle, co sale całych świata Muzejonów.

Możliwość komentowania jest wyłączona.