Taki pomnik

sport

Na wystawie nieodzowne słowa „jednak chciałem wykorzystywać w tym cechu“, oraz po zdobytym golu soczysty całus w herb, walenie się jak Tarzan po klubowym wzorze oraz obowiązkowy galop w zakresu najwierniejszych kibiców. To model, by w kilkoro lat, a czasem podaj w kilka rund, wyrobić sobie status klubowej legendy.

Gerard Cieślik nie uprawiał tej wszystkiej „pijarowej“ gimnastyki, on po prostu był w Obrocie z powodzie do tyłu. Mógł stać specjalistą w Szkocji, jedno słowo oraz przedstawiał w Legii, jeden gest i liczył angaż w dowolnie wskazanym przez siebie polskim klubie. Nie czuł takiej potrzeby a wtedy nie właśnie dlatego że „takie były okresy“.

Dziś potaniało wszystko z nadzieją na czele. Zdewaluowały się też pojęcia takie jak legenda czy symbol. Gdy znów będziemy wybierać kogoś ikoną tego bądź innego ruchu to wykorzystujmy to wszystko w cudzysłów, albo dla gości takich jak Cieślik wymyślmy jakąś nową, przystającą do nowych czasów formę. W plastikowym świecie współczesnego futbolu bohater z Chorzowa jeszcze za mieszkania był spiżowym pomnikiem.

PS Mam nadzieję, że z półki telewizji publicznej ściągnięty zostanie fabularyzowany dokument „Chodzi o wszystko“. To obraz, który warto zobaczyć dla niezwykłych smaczków i aktorskich epizodów. W filmie nakręconym w roku 1978 przez Andrzeja Kotkowskiego Gerard Cieślik gra samego siebie będąc u swojego kraju między innymi… Krzysztofa „Gucia“ Warzychę (młody Cieślik) oraz Waldemara Fornalika. Rzadko kiedy powtarza się trafić z obsadą tak by po latach film zdobywał nowe miejsca.

Możliwość komentowania jest wyłączona.