To chyba najlepszy bramkarz

sport

Już nic dużo stworzyć nie mógł. Wystąpił w tymże etapie w trzech ligowych meczach a w wszelkim zachował czyste konto. Obronił wszystkie strzały rywali — te z bliska również też z daleka, lecz jeszcze na przedpolu Artur Boruc większych błędów nie popełniał. Wystarczyło, aby uzyskać nominację do zapłaty dla najlepszego piłkarza września w Premier League. Obok zawodników z miejsca – Aarona Ramseya oraz Oliviera Giroud z Arsenalu, Daniela Sturridge’a z Liverpoolu i Gylfiego Sigurdssona z Tottenhamu. W tak doborowym towarzystwie, wśród piłkarzy, którzy palili w tym miesiącu gola za golem (Ramsey trafił cztery razy w czterech zwycięskich meczach „Kanonierów” i zatem on nagrodę zdobył), polski bramkarz Southampton u jurorów miał małe okazje na zdobycie. Że liczył pełniejsze, gdyby obronił ze dwa rzuty karne albo chociaż asystował przy dwóch golach dla „Wielkich”.

Emocje zatem opadły. Od nominacji do ogłoszenia zwycięzcy trzymaliśmy kciuki za Boruca, tylko… nie udało się. Teraz na chłodno zaś możemy ocenić, iż we wrześniu żadnych cudów w bramce Polak jednak nie dokonywał. W konkursach z Crystal Palace (2:0) oraz West Hamem (0:0) książce nie uważał za dużo. Raz powstrzymał Marouane’a Chamakha, na każdy wypadek – bo rywal istniał na spalonym – obronił strzał Matta Jarvisa. Ale spocił się naprawdę wówczas na Anfield w Liverpoolu, gdzie Steven Gerrard i Victor Moses przekonali się na polskie oczy, iż posiadają do wykonywania z fachowcem najwyższej jakości. Mogliśmy jedynie żałować, iż rozregulowany celownik miał Daniel Sturridge, a Luis Suarez i Coutinho oglądali mecz tylko z trybun. Gdyby więcej ich Boruc przechytrzył, to Ramsey we wrześniu nic nie musiałby wygrać. Może szkoda więc , iż w Anglii nie wyróżniają tytułem „najlepszego bramkarz miesiąca”, bo mielibyśmy naszego laureata.

Nagrodę dla najlepszego piłkarza miesiąca w Premier League nadaje się od 20 lat. W dawną środę wykonano to pewnie – jeżeli dobrze policzyłem — po raz 165. Pierwszym laureatem, w sierpniu 1994 r., został Juergen Klinsmann z Tottenhamu, a bramkarze jednak nosili w współczesnych wyborach pod górkę. Ale sześciu golkiperom – Timowi Flowersowi (dwa razy – z Blackburn oraz Leicester) oraz Davidowi Seamanowi i Aleksowi Manningerowi z Arsenalu, Paulowi Robinsonowi z Leeds, Petrowi Cechowi z Chelsea i Markowi Schwarzerowi z Fulham takie wyróżnienia zająć się udało. Ta dlatego raz na trzy oraz pół roku bramkarz z napastnikiem, rozgrywającym lub obrońcą Premier League wygrać jednak potrafi.

Kibice w Polsce tęsknią za sukcesami rodaków w piłce nożnej. Nie kojarzą ich zawsze od lat ani reprezentacja kraju, ani zespoły klubowe. Tworzy się więc cieszyć osiągnięciami poszczególnych zawodników spędzających w obcych zespołach, ponad tych angielskich. Stąd dość często wspominamy jedyną bramkę Polaka w Premier League, choć chyba mało kto ma, czy Robert Warzycha z Evertonu, 20 lat temu w konkursie z Manchesterem United, otrzymałeś ją osobą, czy nogą. Stąd chętnie powracamy do ostatnich najefektowniejszych parad Jerzego Dudka z Liverpoolu czy Tomasza Kuszczaka z MU. Dziś sami w Premier League żaden Polak już strzelać nawet nie próbuje, za to Boruc z Wojciechem Szczęsnym zatrzymują się mocno. Ale nim ich Southampton i Arsenal nie sięgną, wraz z polskimi bramkarzami w pewnym składzie składzie, po jakieś trofeum, na przykład któryś z krajowych pucharów lub mistrzostwo Anglii, to denerwujemy się wyborami „Premier League Player of the Month”.

Wracając natomiast do Boruca, to październik rozpoczął Polak od kolejnego czystego konta. Tym zupełnie nie puścił gola w konkursie ze Swansea, pomimo że Michu i Wilfried Bony już widzieli piłkę w grupie. W kolejnej kolejce zaś Southampton prowadzi do Manchesteru, na Old Trafford, gdzie na własnego bramkarza czekają już Wayne Rooney oraz Robin van Persie. Wcześniej jednak Boruc musi postarać się więcej o wysokie konto w konkursach w Charkowie i Londynie. Nie zapoznają go one do zapłaty dla najlepszego piłkarza miesiąca w Premier League, tylko do przyszłorocznego brazylijskiego mundialu – jako dużo. Tyle iż te mecze reprezentacja Polski musi wygrać, do ostatniego i sam Boruc nie wystarczy. A tymczasem w piątek na Ukrainie zabraknie Emmanuela Olisadebe, który kiedyś strzelił rywalom na wyjeździe aż dwa gole. A tymczasem na Wembley zabraknie Jana Domarskiego, który kiedyś wbił tam Anglikom najważniejszą bramkę w treści polskiej piłki nożnej. Tylko że nie zwycięską, oraz dającą remis. Teraz zaś Wembley trzeba zdobyć.

Możliwość komentowania jest wyłączona.