To już najwyższy poziom

koszykówka

I niech uczą się zwolennicy innych dyscyplin sportowych z naszych kolegów lubujących się w koszykówce tegoż jakże napompować tak duży balon. Chociaż uczciwie trzeba przyznać, że w punkcie kosza bardzo łatwiej było wpoić społeczeństwu pewne prawdopodobieństwo sukcesu niż w tematach innych sportów zespołowych. Dlaczego? prosta sprawa…
O futbolu „wszyscy wszystko wiedzą”, więc wcisnąć komuś bajer o wielkiej sile lub to Kadr Polski lub po prostu któregoś z własnych związków, nierzadko graniczy z cudem. Bajki kiedy były, tak wciąż są przekazywane ale ile procent społeczeństwa tak się na to łapie, nie trudno zgadnąć. Odkąd sukcesy zaczęli osiągać siatkarze czy szczypiorniści, stopień nie tyle zainteresowania co znajomości obu tych dziedzin podniósł się niewyobrażalnie. Szczególnie w tym pierwszym przypadku, nie za dużo bogata jednak informować o jakimkolwiek pompowaniu balonika, ponieważ zarówno liga kiedy również drużyna narodowa są w ścisłej światowej czołówce. Automatycznie więc, im około do jednej większej międzynarodowej imprezy, tym znani siatkarze trafiają na indywidualnym z pierwszych mieszkań w grupie faworyzowanych ekip. Podobnie sprawa się tworzyła ze szczypiornistami, kiedy jeszcze pod wodzą Bogdana Wenty walczyli oni o największe plany na turniejach takich jak MŚ czy ME. Oraz oczywiście jak w sukcesie wszystkiego co ludzkie, łącznie ze spadkiem formy naszej drużyny, spadało i zainteresowanie piłką ręczną, a że pracowniki przez okres chwały trochę tę wiedzę poznali, tak po odejściu spośród niej trenera Wenty, byli obecnie świadomi czarnej przyszłości szczypiorniaka.
Jeżeli można uznać, że wśród czterech najważniejszych gier zespołowych, oprócz ww istnieje więcej koszykówka zatem w bliskim świecie, mając pod uwagę poziom zainteresowania społeczeństwa, znajdzie się ona na stałym końcu w ostatniej hierarchii. Nie ma sukcesów – nie ma kibiców. Brutalna rzeczywistość. Oraz z tamtej strony, kiedyś tak dużo zna to warunki występujące na europejskich parkietach, tym prosto jest kierować ich naiwnością. Nadzieja bez pokrycia – można by rzec. Nie inaczej.
Z kilku tygodni bowiem bombardowały nas informacje o dużej wartości polskiej reprezentacji, o równie wielkich absencjach w kadrach rywali a przede każdym… Marcinie Gortacie. No przecież NBA także też historie. Nigdy wcześniej nie mieliśmy takiego lidera, lidera z wielkiego zdarzenia. Także do tego dodatkowo Lampe oraz Ignerski. Nieważne, że znajomość nazwisk innych koszykarzy była mała, ta trójka miała nam dać (po kolei) wyjście z szkoły, 1/4 oraz nawet medal. Kto się dał nabrać? Tak tak. Wierzyli nawet dziennikarze występujący na co dzień o własnych dyscyplinach…
Balonik tak mocno jak stał nadmuchany, tak mocno pękł. Niby nadzieja umiera nowa i fajnie jest żyć ostrożnym by oddać się mile się zaskoczyć ale po dwóch podstawowych meczach, nasza reprezentacja może zawierać jedynie na cud a jednak do Wigilii jeszcze daleko a a na cuda przyjdzie nam poczekać. A zima oraz śnieg to trochę czas Kowalczyk i skoczków narciarskich aniżeli panów biegających za piłką po różnej mocy oraz wielkości boiskach.

Możliwość komentowania jest wyłączona.