Trzymajmy kciuki za Wieczorka

sport

Czytając dane o kłopotach ze stadionem Górnika Zabrze przeżywam deja vu. Deja vu w mierze mnogiej. Na start aspekt techniczny. Mam poczucie, iż Śląsk bronił się dla budownictwa stadionowego miejscem przeklętym. Rozpoczęło się od przebudowy Stadionu Śląskiego, czyli dramatu na miarę całego świata. Z niewiadomych przyczyn chciano zabytek architektury sportowej przebudowywać natomiast nie budować od nowa. Archaiczny stadion miano poddać liftingowi oraz przykryć dachem. Jeśli dodatkowo było lekko i trochę więc można by powiedzieć – „tnąc koszty unowocześniają obiekt z naturą“. Tymczasem dusza powoli idzie ze „Śląskiego” gdyż ten kończy na ciężką chorobę, której na imię nieudana przebudowa.

To poziom frustrujący kibiców oraz podatników ze Śląska. Wyłącznie od 2009 roku podzielono na „Kocioł Czarownic“ blisko 600 milionów złotych. Do tej sumy należy doliczyć wydatki związane z pierwszą przebudową, która posiadała zajęcie w latach 1993-97. Drogo, bardzo drogo szczególnie dla chorzowskiego Ruchu, który nie mogąc się doczekać nowego obiektu brał na przynajmniej czasową przeprowadzkę z Nieznanej do Parku Śląskiego. Teraz do Niebieskich dołączają ich odwieczni rywale, czyli Górnik Zabrze. Nowy stadion miał być kołem zamachowym klubu, tymczasem termin otwarcia trzech trybun przesunął się z 30 listopada ostatniego roku na sierpień roku przyszłego. Idzie to źle, bo jest więc kategoria optymistyczna, jaka będzie dokładna tego nikt nie jest w kształcie określić. Same co jest skuteczne to zadyszka, którą potrafi korzystać Górnik w dwóch najbliższych okienkach transferowych. Historia Śląskiego zatem istniałoby trochę co mogło się wydarzyć w świecie tylko raz, dlatego wpadka przy budowie stadionu przy ulicy Roosevelta jest jak kolejny senny koszmar albo deja vu. W niniejszej form kibice ze Śląska powinni zakończyć się śmiać z Gliwic oraz stadionu Piasta. Pewno zatem nie jest mister piękności, może dobrze nazywany jest „Tesco Arena“, ale nie zmienia to faktu, że jest zatem w obecnej chwili najlepszy cel na Śląsku. Najbliższe derby z Górnikiem będzie mogło sprawdzić 10 tysięcy widzów, wszyscy pod dachem oraz ludzie na miejscach z jakich dobrze widać doświadczenia na boisku.

Tyle o aspekcie technicznym deja vu, już o dobrym. 1 maja 2007 roku w Bełchatowie Ryszard Wieczorek stanowił o krok od wpisania na trenerski szczyt. Czterdziestopięcioletni szkoleniowiec, który dobrze radził sobie w Odrze Wodzisław miał wskoczyć na ogromniejszą półkę. Odra była klubem z ograniczeniami, których nie wiedziano w Kielcach. W siedziby województwa świętokrzyskiego był drugi obiekt i rozmiłowany w futbolu, bogaty właściciel. Szło daleko. Już kolejny sezon gry w ekstraklasie Wieczorek i Korona mogli zakończyć zdobyciem dubletu! Na sześć kolejek przed końcem rozgrywek Korona była trzecia w tabeli także miała jedynie trzy punkty straty do lidera. Za plecami Kielczan były znane firmy, oraz przed nimi koniec Pucharu Polski. Rywalem był Groclin, zespół solidny, ale bardzo ustępujący Koronie w lidze (11 punktów straty). Była przewaga w artykułach, była dodatkowo ta psychologiczna, ponieważ jesienią „Scyzory“ skorzystały z Groclinem 2:0. W Bełchatowie karta odwróciła się jak rzadko kiedy. W 16 minucie gry Wieczorek mógł przecierać ze zdumienia oczy gdy po niegroźnym, asekurowanym przez Mielcarza strzale Majewskiego piłka weszła do bramki Korony. Gol kuriozum, i w 13 minut później z boiska wylatuje Mariusz Zganiacz. Ostatecznie Korona i Wieczorek przegrali swój najważniejszy mecz 0:2. Obecne stanowił ale tylko początek koszmaru, ponieważ kielczanie zaczęli seryjnie grać w lidze, a Ryszarda Wieczorka zwolniono. Ostatecznie zespół zakończył konkurencje na siódmym miejscu ze stratą aż 15 punktów do mistrza (strata zwiększyła się o 12 oczek w zaledwie 6 kolejek!). Koszmar trwał dalej, ponieważ Korona przeszła wkrótce przez czyściec degradacji, a Wieczorek w czasie 2008/09 stanowił jednym z trzech trenerów którzy firmowali spadek Górnika. Kolejny sezon (2009/10) przyniósł mu rolę dla obu spadkowiczów (Odra Wodzisław oraz Piast Gliwice). Między 1 maja 2007 roku a 15 maja 2010 w trenerskim życiu Ryszarda Wieczorka wydarzyło się tyle katastrof, że dużo określiło go raz na zawsze. Wieczorek jednak podniósł się oraz odzyskał zaufanie pracą w Dole Rybnik. Zaowocowało to kontraktem w zestawie wicelidera ekstraklasy, Górniku Zabrze. Pracę przy Roosevelta Wieczorek zaczął dobrze, ponieważ od pewnej wygranej z Podbeskidziem, ale z kilkorgu dni szkoleniowiec może kosztować deja vu.

Siedem lat temu w Bełchatowie jego funkcja zaczęła pikować w dół po błędach Mielcarza i Zganiacza, teraz zamiast nazwisk piłkarzy trener że osiągać w uszach wiedzę o stadionowej katastrofie. Przesunięcie się na „Świętego Nigdy“ otwarcie trzech kolejnych trybun oznacza, że przeżywający od kilkorgu lat finansowe kłopoty Górnik będzie tworzył również bardzo. Utrzymanie w budżecie przychodów z biletów na obecnym poziomie (stadion w zmianie liczy tylko 3000 miejsc) oznacza, iż nowe okienko transferowe na pewno nie przyniesie wzmocnień. Co dużo, trudno będzie negocjować wygasające kontrakty, natomiast stanowi wtedy przedmiot który obchodzi większości graczy z Nakoulmą i Zacharą na czele. W styczniu Ryszard Wieczorek że się dowiedzieć, iż kilku czołowych piłkarzy posiada teraz nowe kontrakty, jednakże w przeciwnych klubach. Niestety jest ostatnie wygodna sytuacja, ponieważ z normy zaczynają się wtedy negocjacje w sytuacji wykupu zawodników. Przygotowania wymieniają się w wyprzedaż połączoną z poszukiwaniem kolejnych piłkarzy. Można powiedzieć, że Ryszard Wieczorek jest teraz zahartowany przez trenerskie życie, jednak właściwie byłoby napisać, iż istnieje niezmiernie doświadczony. Wiele wygląda na to, iż wraz z krajem roku zajdzie w nowy ostry zakręt. Życzę mu by wyszedł z niego cało, bo takiej sekwencji zdarzeń jak Bełchatów AD 2007 oraz stadion w Zabrzu 2013 nie powinno się życzyć nawet największym wrogom. Po drugie z tak grającym Górnikiem ekstraklasa na pewno wygląda ciekawiej. Dlatego trzymam kciuki za Wieczorka.

Możliwość komentowania jest wyłączona.