Trzymajmy kciuki

sport

Leicester City, Burnley FC i Queens Park Rangers. Trzej tegoroczni beniaminkowie Premier League a… pełni trzej fałszywi. Ponieważ każdy spośród nich w zgłasza się w niej nie po raz pierwszy. Najkrócej, ponieważ tylko rok, na ponowny awans czekali stołeczni Rangersi, najdłużej zaś, ponieważ całą dekadę, na zapleczu futbolowej elity spędziły „Lisy” z Leicester. Dziś każdemu z tych systemów chce się z pewnością dłuższa niż jednoroczna sprawa z ekstraklasą.
W 22-letniej historii Premier League wszystkim trzem beniaminkom jednocześnie udało się uratować przed degradacją tylko dwa razy (po raz ostatni, dwa lata temu, spadku uniknęli QPR, Norwich i Swansea). I czy wszyscy trzej za rok mogą spaść razem do Championship? Owszem, wykluczyć takiego rozstrzygnięcia się nie da, choć zdarzyło się tak tylko raz – 16 lat temu, gdy rywalom nie umieli sprostać Bolton, Barnsley i Crystal Palace.
A jednak beniaminek bynajmniej nie musi lać się o utrzymanie. Wystarczy przypomnieć Nottingham Forest, jakie w 1978 roku dążyło do First Division, rok później zostało mistrzem Anglii, i w drugim sezonie zdobyło Puchar Europy. Dlatego grzecznie proszę: nie skazujmy Leicester, Burnley oraz QPR tylko oraz całkiem na wojnę w dolnej części tabeli!

Dziś szans beniaminków na puchary czy spadek określać nie zamierzam. Nawet ze powodu na naturalne na oścież transferowe okienko. Natomiast chętnie napiszę o ostatnim z czym, właśnie na żywo, kojarzą mi się drużyny, które niedawno świętowały awans do Premier League.

Wypada zacząć, choćby ze powodu na pozyskane niedawno mistrzostwo Championship, od Leicester City, więc… z naszego „Wasyla”. Chyba niewielu z nas przypuszczało, iż Marcin Wasilewski, po tak wielkiej kontuzji, która wzięła mu około rok futbolowej kariery, wyląduje właśnie na Wyspach, więc w tle, w którym działa się ostrzej niż gdziekolwiek indziej. Również toż również w grupie, która awans do Premier League mogłaby dać sobie aż sześć kolejek przed końcem sezonu i która nie wzięła w lidze porażki w 21 kolejnych meczach. Dla mnie 34-letni Polak obecnie jest nie lada kozakiem. A jeżeli w sierpniu „odpali”, to kibice na Wyspach przekonają się, że polska skóra nie tylko bramkarzami stoi.

Ale skłamałbym, gdybym stwierdził, iż Leicester kojarzy mi się przede ludziom z Wasilewskim. Ponieważ zawsze najlepiej pamiętam drużynę menedżera Martina O’Neilla, sięgającą dwa razy po Puchar Ligi, zespół (z Emilem Heskeyem, Neilem Lennonem i Robiem Savage’em), który w wędrówce po te trofea umiał przechytrzyć — gdy toż „Lisy” – teoretycznie bardzo silniejszych rywali.

A moje wspomnienie z Burnley? Wtedy na pewno, w pierwszej kolejności, gol Robbiego Blake’a w konkursie z Manchesterem United (z Patrice’em Evrą, Ryanem Giggsem oraz Wayne’em Rooneyem w magazynie – a to teraz musiałem sprawdzić, bowiem nie pamiętałem). Beniaminek pobił wtedy obok siebie mistrza Anglii i… w niniejszym jednym sezonie pożegnał się z Premier League. Nie zostawił te innego zdarzenia sprzed czterech lat, czyli ucieczki klubu z Turf Moore menedżera Owena Coyle’a. Najpierw wprowadził „The Clarets” do ekstraklasy, by zaraz potem zdezerterować do Boltonu, z którym… szybko spadł z ligi.

Burnley ma 90 tysięcy mieszkańców. Mniejszego miasta mającego w Premier League swoją drużynę obecnie nie ma. Że z ostatniego warunku warto mieć za nią kciuki. Oraz może zachęcą do tego niesamowici w ubiegłym sezonie supersnajperzy Sam Vokes oraz Danny Ings, i że swojsko brzmiące nazwisko drinka z starych klubu – Banaszkiewicz.

Wreszcie milionerzy z Loftus Road, czyli QPR, czyli obrzydliwie wielkie pieniądze malezyjskiego jego właściciela Tony’ego Fernandesa. Gdy londyńczycy po raz ostatni odwiedzili Premier League, niestety było im sprzyjać, ponieważ biznesmen kupował piłkarzy „na pęczki” oraz drużyny – rzecz jasna – nie zbudował. Zawodnikom płacił krocie, natomiast oni… przegrywali mecz za meczem. Nazywano ich legią cudzoziemską lub – ze względu na zaawansowany wiek – armią tatusiów. W zestawie grało aż czterech triumfatorów Ligi Mistrzów – Julio Cesar, Joseph Bosingwa, Park Ji Sun oraz Djibril Cisse, ale czasownik „grało” stanowi w tym przykładu sporym nadużyciem. I jak będzie w obecnym sezonie? Przyjazd na Loftus Road obrońcy Rio Ferdinanda nie zapowiada nowości w formie transferowej, ale żebym ze powodu na skłonność do menedżera Harry’ego Redknappa spadku QPR na pewno życzył nie będę.

Możliwość komentowania jest wyłączona.