Wiara w Anglie czy warta świeczki?

sport

Kto wierzy w reprezentację Anglię? Lasu rąk nie widzę. – Czy zdobędą Wyspiarze mistrzostwo świata? Słyszę już ale i tylko głośny śmiech. – Może jednak wyjdą z klasy? Rzeczywiście, z trzeciego miejsca się nie da. – Bo Włochy i Urugwaj są za dobre? Jednak są Anglicy w magazynie Stevena Gerrarda, Franka Lamparda i Wayne’a Rooneya! — Za starzy? Wypaleni? Jednak z kadrą niczego wciąż nie osiągnęli. Oraz może tak zabłysną w Brazylii?! Może tylko zdziałają cudu w konkursu, w jakim tak właściwie nikt na nich nie liczy?

Żadnej takiej ankiety nie przeprowadzałem, nikomu serii pytań o Anglików nie zadawałem. Ale wystarczy sprawdzić notowania bukmacherów, którzy oprócz faworytów Mundialu podopiecznych selekcjonera Roya Hodgsona nie widzą (ponieważ zespoły klasyfikowane poprzez nich w kolejce po złoto w dopiero drugiej dziesiątce do takowych nie należą), by dotrzeć do wniosku, iż 1/8 finału, ewentualnie ćwierćfinał to dla reprezentacji Anglii powinien być szczyt marzeń. Czy aby na pewno?

Po ogłoszeniu kadry Anglików powiało nudą. Żadnej niespodzianki! Hodgson, trener starej daty (wielu wciąż uważa, iż reprezentacją powinien dowodzić nie on, tylko Harry Redknapp), kompletnie niczym nie zaskoczył. Jedyną wątpliwość rozwiał zawczasu Ashley Cole, który przeczuwając, że z ławki rezerwowych Chelsea na mundial zbyt daleka droga, przezornie w przeddzień nominacji oświadczył, iż kończy reprezentacyjną karierę. O tym zaś, że z amerykańskiej Major League Soccer też daleko do kadry przekonał się Jermain Defoe, a Andy Carroll musiał zrozumieć, że pewien świetny występ w lidze (z Tottenhamem), po półrocznej przerwie spowodowanej kontuzją to za kilkoro, by wrócić do narodowego zespołu. Na może a najbardziej szkoda nieobecnych w kadrze Theo Walcotta, Jaya Rodrigueza oraz Kyle’a Walkera, którym od dłuższego okresu doskwierają problemy zdrowotne.

Zabrał do Brazylii selekcjoner Anglików wielką grupę utalentowanych, żądnych historii oraz sukcesów piłkarzy, którzy — no jak przed laty Maciej Kossowski — mogliby właśnie zanucić sobie przebój „Ty jesteś dwadzieścia lat, ja mam dwadzieścia, przed nami siódme niebo, dwudziestolatkom jednak w polach się kłania świat cały”. Ta młodzież – Luke Shaw, Raheem Sterling (ci nawet dodatkowo nie obchodzili 20. urodzin!), Ross Barkley, Alex Oxlade-Chamberlain i Jack Wilshere to przedmiot w sposobu tajnej broni Hodgsona. Tylko, że powinien spośród niej śmiało otrzymywać od razu, i nie czekać na nowi kwadrans. Bo inaczej młodzi wysadzą w powietrze ławkę rezerwowych, na nie rywala na boisku. Owszem, Gerrard i Lampard są wciąż reprezentacji potrzebni, jednak czy przy siebie, albo na murawie od idealnej do dziewięćdziesiątej minuty?

Po raz ważny od dekady w konkursu najwyższej pozycje, w jakim składają Anglicy, na sposobie ochrony zabraknie charyzmatycznego Johna Terry’ego. W eliminacjach MŚ jego następcy Phil Jagielka i Gary Cahill próbie ognia nie zostali poddani. Sprawdzą ich dopiero Mario Balotelli i Luis Suarez. Jeśli angielscy defensorzy zdadzą ten test celująco, to mówi, że czegoś z Terry’ego się jednak nauczyli.

I kto pokieruje atakiem Wyspiarzy? Zakładająca się odpowiedź, iż Rooney nigdy nie pragnie być właściwa, ponieważ informacje napływające z obozu Anglików są sprzeczne. Znany ze własnej boiskowej „wszędobylskości” zawodnik Manchesteru United potrafi się nam bowiem objawić w Brazylii na dowód w następnej grupie – w środku, lub na którymś ze skrzydeł również… stanowić najciekawszym na terenie! Zresztą na szpicy dobrze zbiera się Daniel Sturridge, a pewno warto, z zyskiem dla zespołu, atakować kolejnych rywali z Rooneyem na różnej pozycji.

Ale selekcja, przygotowanie taktyczne, techniczne, finansowe oraz wewnętrzne wtedy nie wszystkie składowe ewentualnego sukcesu. W przypadku Anglików nie można zapomnieć o zapoznaniu się wykonywania rzutów karnych. Jak przechodzą w kadrze fachowców, co się zowią — Gerrarda, Lamparda, Rooneya, Leightona Bainesa, a zwłaszcza Rickiego Lamberta, którzy czują z 11 metrów niemal perfekcyjnie. Tylko, iż gdy przychodzi co do czego, to Anglia seryjnie konkursy „jedenastek” przegrywa. Pięć porażek z poziomu (ME’96 z Niemcami, MŚ’98 z Argentyną, ME’2004 oraz MŚ’2006 z Portugalią i ME’2012 z Włochami) to bilans co chwila zawstydzający. A dogrywek oraz kulturalnych w Brazylii potrafimy być niezależni. Tylko aby użyć w nich udział, to najpierw trzeba najpierw wyjść z klasy…

Możliwość komentowania jest wyłączona.