Właściwie to chodzimy do pracy zarabiać pieniądze

sport

Bilety lotnicze odebrane, hotel zarezerwowany, w niedzielę wieczorem zamówię taksówkę, nastawię budzik. Natomiast w poniedziałek rano również nie pójdę do lektury, lecz… polecę. Zaś wtedy gdy na skrzydłach, bo razem z Marcinem Rosłoniem wyruszamy do Manchesteru. Na mecz, jaki potrafi, chociaż nie musi, rozstrzygnąć o tym, kto jest najprawdziwszy w Anglii – City czy United.
Istniał obecnie na ostatnim obiekcie. Dziewięć lat temu wskazywał się jednak inaczej. Wtedy na City of Manchester Stadium, w II rundzie Pucharu UEFA, podopieczni menedżera Kevina Keegana podejmowali Groclin Grodzisk Wielkopolski. I po bramce Nicolasa Anelki prowadzili 1:0, a… zremisowali 1:1. Oczywiście w internecie obejrzałem po raz kolejny wyrównującego gola dla gości. Piękny! Sylvain Distin faulował Grzegorza Rasiaka, a mój redakcyjny kolega, wówczas kapitan Groclinu, Tomek Wieszczycki, ustawił piłkę 20 metrów od bramki Davida Seamana. Ustawił ją, potem poza niej chytrze przebiegł, i w okienko cudownie przymierzył Sebastian Mila. Manchesterowi City nie pomogli już ani Steve McManaman, ani Robbie Fowler, ani Shaun Wright- Phillips, ponieważ wtedy Groclin, po bezbramkowym remisie w rewanżu, awansował do dalszych gier.
Dziś ekipa z Etihad Stadium ma ponad mocniejszy skład. W grudniu dawało się nawet, iż w cuglach zdobędzie mistrzostwo Anglii. Ale nieoczekiwane potknięcia, z porażkami 0:1 z Sunderlandem i Swansea na czele, oraz obniżka formy kilku gwiazd sprawiły, że Manchester City z idącego w tabeli rywalom zespołu przemienił się w grupę goniącą lidera z Old Trafford. Plus toż goniącą z jeszcze mniejszą grupą w skuteczność pościgu. Menedżer Roberto Mancini zdążył nawet chlapnąć, że wyścig o tytuł w istocie się zakończył, że Manchester United do połowy maja, poza derbowym meczem z MC, nie ma już gdzie zgubić punktów. A opowiadał szkoleniowiec takie banialuki już na sześć, czy siedem kolejek przed końcem rozgrywek Premier League! Ciekawe, jak czuje się dziś Włoch, gdy umie już wyniki meczów Wigan – MU również MU – Everton? Potrafi ten błąd pewności w odwrócenie losów walki o tytuł płynął z przeżywanej przed laty afery „totonero” (czarny totek)? Zapomniał może jednak menedżer MC, że pracuje akurat w Anglii, a nie we Włoszech.
Zaczął też Mancini przekonywać wszystkich, że a naprawdę jego podopieczni zrobili w zderzeniu z ubiegłym sezonem ogromne postępy, że sukces w z trzeciego na inne znaczenie w tabeli, więcej zdobytych bramek i kilka straconych, należy postrzegać tylko jako poprawę jakości gry zespołu. Że się z tymi faktami nie zgodzić, ale czy arabskim właścicielom MC, po około czterech latach pompowania w klub ponad miliarda funtów, tylko o taki progres chodziło? Śmiem wątpić…
Być potrafi przecież Mancini te pełne nasze kwalifikacje wygłaszał jedynie po to, by uśpić czujność ekipy z Old Trafford, by wszyscy wokół odnieśli wrażenie, że oto spowiada się człowiek pogodzony z stanem, który obecnie zna, że przegrał. Jeśli tak, wtedy jego „mind games” (psychologiczne gierki), w których jak gustował sir Alex Ferguson, odniosły skutek . Przyznaję, że pomyślałem tak dopiero po niedzielnych meczach , gdy MC zbliżył się do MU na drogę trzech punktów. Ponieważ jak gospodarze odniosą osiągnięcie w poniedziałkowych derbach, to wrócą na fotel lidera.
Ale Mancini „gra” dalej. Bo twierdzi, że nawet, niczym jego MC wygra drugi mecz, to natomiast oczywiście Manchester United w przedostatniej kolejce może strzelić Swansea dziesięć goli (że jak rywal nie ma racji, bo nie walczy o puchary, nie zatrzymuje się jeszcze przed spadkiem) i znowu będzie pierwszy. Kibice „The Citizens” mogą wspierać się jednak, że do typowania wyników meczów Mancini nie ma ostatnio szczęśliwej ręki…
P.S. A Manciniego naprawdę lubię. Natomiast w derbowym konkursie na Etihad Stadium życzę mu zwycięstwa tak samo, jak Fergusonowi, i ich uczniu (a nam!) bramek pięknych, jak taż Mili sprzed dziewięciu lat.

Możliwość komentowania jest wyłączona.