Zajmują w tabeli Premier League trzynaste środowisko

sport

Zajmują w tabeli Premier League trzynaste środowisko i zawierają pięć punktów przewagi nad strefą spadkową. Awansowali też piłkarze z Hull City — po raz ważny z 84 lat — do półfinału Pucharu Anglii. A ponieważ wylosowali w obecnej rundzie rozgrywek trzecioligowe Sheffield United, to finał FA Cup ma beniaminek – tak się przynajmniej wydaje — na wybranie ręki. Nic dziwnego zatem, iż drużyna zbiera pochlebne recenzje, a jej menedżera Steve’a Bruce’a zgłasza się teraz do zapłaty dla najlepszego szkoleniowca sezonu w Anglii. Ale w klubie z KC Stadium wrze jak w tyglu, ponieważ sportowe sukcesy mieszkają w kształcie walki, którą od jednego czasu prowadzi z kibicami Hull City właściciel klubu, biznesmen Assem Allam.

Lubię stosować – żeby nie powtarzać bez przerwy nazw klubów — przydomki angielskich ligowych zespołów. Bowiem są kolorowe („Niebiescy”, „Czerwoni”), ptasie („Sroki”, „Łabędzie”), zwierzęce („Czarne Koty”), ponieważ brzmią, albo bardzo łagodnie („Święci”), albo bardzo groźnie („Kanonierzy”, „Czerwone Diabły”). Hull City nie jest unikatem i więcej jest efektowany przydomek, ponieważ przed „Tygrysami” — chcesz, albo nie chcesz — musisz czuć respekt.
Ale właściciel chciałby widzieć „The Tigers” w nazwie klubu, a fanom wystarczy „Tygrys” w klubowym herbie. Chcą być „Tygrysami”, chcą czuć się jak „Tygrysy”, ale nazywać się muszą tak, jak nazywają się od 1904 roku, lub po prostu – Hull City. Ponieważ sprawa i tradycje są dla nich najważniejsze.
Assem Allam upiera się a przy „Hull Tigers”, a kibic nie słucha i skanduje „City tiil we die”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „tak, a… po moim grupie” także nie pozostawia wątpliwości, co do ostatniego, iż na zmianę nazwy ukochanego klubu za bycia się nie zgodzi. A po tej efektownej kontrze fanów jest też rekontra właściciela, który ripostuje: „w takim razie umierajcie sobie, gdy chcecie, a markę a właśnie zmienię”.

Assem Allam urodził się w Egipcie. Z miastem z hrabstwa York uzależniony istnieje od około pół wieku. W ojczyźnie, z względów politycznych, więziono go zaś torturowano, w Anglii zaś, na University of Hull wykształcił się, a po dokonaniu ekonomicznych studiów, już w handlu, zrobił się znacznego majątku. W rewanżu, czy — jak kto woli — w dowód wdzięczności, przed czterema laty, Allam uratował przed bankructwem miejscowy piłkarski klub, oraz z drugiej pory wpompował w „Tygrysy” ponad 70 milionów funtów. Zespół powrócił do Premier League, osiągnął sportowy sukces, ale teraz 74-letniemu właścicielowi marzy się… wynik finansowy. Stąd zachowałeś się pomysł o zmianie nazwy. Bo słówko „City” – jest, jak przedstawił się syn właściciela, wiceprezydent klubu, Ehab Allam, „takie proste, pospolite, banalne”. Ciekawe, że aż sześć klubów Premier League ma „City” w firmie, a tylko temu samemu z Hull zawadza. Podobno odstrasza sponsorów, którzy chętniej zainwestowaliby w Hull Tigers, jednakże w Hull City już niekoniecznie.

Jeszcze niedawno Allam senior odgrażał się, iż skoro Football Association nie umożliwi mu na zmianę nazwy, to wystawi klub na licytację również nie da na piłkę złamanego funta. Wprawdzie wkrótce po tej deklaracji, na zakup dwóch napastników Shane’a Longa oraz Nikicy Jelavicia, wyłożył aż 12 milionów funtów, tylko kilka dni temu angielska federacja – na razie wstępnie — nie zgodziła się na zmianę nazwy klubu. Ostateczny werdykt FA ogłosi dopiero 9 kwietnia, ale nikt nie ma wątpliwości, iż Hull City – przynajmniej w najściślejszym czasie – pozostanie Hull City.
Allam ma teraz zapytać o opinię posiadaczy karnetów na mecze „Tygrysów” oraz wciąż grozi odejściem. Kibice zaś zdają sobie przygodę z ostatniego, że z właścicielem klubu walki o firmę dalej nie wygrali, ale zajmują się, iż obecnie tygrys z KC Stadium szczerzy zęby wciąż ale z klubowego herbu. No oraz pewnie z ostatniego, że na boisku ich bliscy piłkarze nie są papierowymi tygrysami.

Możliwość komentowania jest wyłączona.