Złoto na szyi

sport

Dwanaście lat w niemieckiej piłce reprezentacyjnej spięły klamrą dwa kontakty piłki klatką piersiową, dwa mocne uderzenia uczucia a jeden kraj. Na wstępie XXI wieku sprężyna od torsu Olivera Kahna po strzale Rivaldo oraz nieszczęsna dla Niemców dobitka Ronaldo. Przegrany finał z Canarinhos. Teraz w Brazylii magiczne przyjęcie piłki na pierś przez Mario Goetzego oraz doskonałe przygotowanie do zarządzającego ciosu. Triumf na Maracanie. Mistrz Świata znów jest niemal nas. Zamiast się go bać, trzeba mieć. Zapoznawać się. Jest z kogo.
Anglia, Belgia obecne byli moi faworyci turnieju. Nie więc, iż posiadali możliwości na zwycięstwo, tylko ze powodu na Jej Wysokość Premier League, której służę z zaangażowaniem i honorem co sezon. Umieszczałem na mur beton na Hiszpanów, wściekałem się na Vicente Del Bosque, że uparł się na Diego Costę, ale pogodziłem się z klęską. Holandia porwała mnie w tej jedynej grupie, jednak nie dowierzałem, że Ron Vlaar jest nadzieje zostać Mistrzem Świata. Był tak blisko. A tu dodatkowo nie dawałem wiary, jak taki strateg jak Luis van Gaal mógł stworzyć taki błąd niekonsekwencji zaś nie wytrzymać presji w dogrywce z Argentyną. Przeprowadził zmianę na szpicy, choć był zatrzymać sobie pole ruchu na kolejnym biegunie. Myślę, że Alejandro Sabella także jego Albicelestes odetchnęli z liczną ulgą, gdy zobaczyli w okolicy zmian Jana Klaasa Huntelara. Zamiast się go bać, ucieszyli się, że tym zupełnie karne będzie wymagał bronić Jasper Cillesen zamiast Tima Krula. Myślę sobie presję kolejnych argentyńskich piłkarzy przystępujących do piłki postawionej na wapnie, gdy minutę przed końcem dogrywki wszedłby na boisko bramkarz Newcastle United. Oraz wtedy stanąłby między słupkami wielki, owiany chwałą ćwierćfinałowego konkursu jedenastek. Po dwóch godzinach permanentnej uwadze i kilkunastu kilometrach w nogach zatem byłoby zadanie niebezpieczne dla Messiego i firmy. Ale uratował ich z wizyt u Krula sam jego zaufany, Luis van Gaal.

Od ćwierćfinałów trzymałem kciuki za Niemców. Francuzi mnie nie porwali nawet dużymi osiągnięciami w wersji. Oraz Niemcy mimo słabszych meczów z Ghaną oraz Algierią jednak mieli kogoś w doskonałej formie. Thomasa Mullera, Phillipa Lahma, Toniego Kroosa, Manuela Neuera. Wszyscy wypatrywali, kiedy tylko bramkarz Bayernu się przeliczy, machnie, spóźni. Lecz on zbyt nic nie wybierał się pomylić w czytaniu gry. Oraz w meczy z Brazylią zobaczyliśmy potęgę, która zatrzęsła Światem. Ten stopień, wybitnie historyczny przesłonił niedociągnięcia, a obnażył nieźle skrywane przez Felipe Scolariego wielkie słabości Canarinhos. Widziałem już dawno, iż w ostatnim efekcie, zupełnie odmiennie niż w latach 1986 i 1990, będę za Niemcami.

W Meksyku prawie 3 dekady temu, rany jaki istnieję obecnie stary, Argentyna z Maradoną, Valdano, Burruchagą, Pumpido, Brownem, Bilardo rozegrała przepiękny finał. Albicelestes w pasiastych koszulkach, Niemcy na zielono. Pięć goli. Jeden więcej dla Argentyny, której przedstawiony byłem pełnym sercem ośmiolatka. Cztery lata później Maradona prowadził swoją drużynę w Rzymie w strojach łudząco podobnych do tych, które tworzyli na sobie gracze w najświeższym finale na Maracanie. Oraz znów zdecydował jeden gol, ale nie z spokojnego i po dłuższym o dogrywkę, znacznie ładniejszym meczu. To te Maradona, Caniggia, Goicoechea i Bilardo byliśmy mnie za sobą. Płakałem po naciąganym spokojnym i jedenastce Andreasa Brehmego. Tym zupełnie jednak chciałem zwycięstwa Joachima Loewa a jego piłkarzy. i po ludzku. Końcu lat dobrej pracy Loewa z kadrą, tyle półfinałów, złoty medal mu się należał. Wyglądał pośród swoich zawodników na murawie jeszcze przed dekoracją na osiągniętego człowieka. Brawo.

To zawsze istniałoby drugie przeżywanie finału niż na w latach 80. Gdyby wygrała Argentyna zatem nie byłoby lamentu. Rozczarował mnie jednak ponad miarę Kun Aguero. W ogóle ten kilku widowiskowy i kunktatorski momentami styl zespołu Sabelli. Goli przy takim potencjale w ataku strzelili raptem dwa w części pucharowej. A Leo Messi nie zawiódł, wręcz przeciwnie, choć nagrodę dla najlepszego zawodnika turnieju podarowałbym Jamesowi Rodriguezowi. To stanowiła wysoka technika, fantazja, precyzja, przyjemność. Bez znaczenia, iż zabrakło Kolumbijczyka w dwóch ostatnich meczach Mundialu. Był najczystszym piłkarzem turnieju! Lecz jego otrzymanie piłki klatką piersiową w pliku z dobrym golem przebiło zestaw Mario Goetzego.

Brazylia przynajmniej po finale odetchnęła z ulgą. Oraz niech tam zwycięża sobie półfinałowy pogromca Canarinhos, bo po laniu od Holendrów oraz przegranym małym finale, jeszcze triumf Argentyny na Maracanie obecne stanowiło wręcz niewybaczalne. Porażka z Europejczykami jakoś się wytłumaczy, zwłaszcza, gdyby ci znów wrócą hen daleko za ocean, na Daleki Kontynent. Dla nas to teraz korzystne wyjście. Zachodnia granica otwarta. Trzeba patrzeć i wykonywać jak sąsiedzi. Nie myśleć, ale powielać, czerpać, produkować z głową natomiast na własną miarę odpowiedniki niemieckich gigantów klubowych. Z nich wyrosła ta świetna reprezentacja. Kopiować po najlepszych to żaden dyshonor. A Niemcy w skórze zostali Mistrzami Świata!

Możliwość komentowania jest wyłączona.